Są to Bułgar Radostin Stojczew i dwaj Włosi: Mauro Berruto oraz Ferdinando de Giorgi, szkoleniowiec Zaksy Kędzierzyn-Koźle.
Ten ostatni był najlepszym siatkarzem w tym towarzystwie, wieloletnim rozgrywającym reprezentacji, z którą wywalczył trzy złote medale mistrzostw świata.
Ale jeśli chodzi o trenerską karierę, wybór nie jest już tak oczywisty. Tym bardziej że do wczoraj mocno stały akcje Argentyńczyka Marcelo Mendeza. Trener brazylijskiego zespołu Cada Cruzeiro (trzykrotnie zdobywał z nim klubowe mistrzostwo świata), drogą mejlową negocjował swoje warunki. Nie doszedł jednak do porozumienia z władzami Polskiego Związku Piłki Siatkowej (PZPS) i jego kandydatura jest już nieaktualna.
Stojczew również kojarzony jest z siatkówką klubową, szczególnie z włoskim Itasem Diatec Trentino, z którym czterokrotnie zdobywał tytuł najlepszej drużyny świata. Bułgar pracował też z reprezentacją swojego kraju, ale krótko. Skonfliktowany z federacją, szybko zrezygnował. Poparł go wtedy najlepszy bułgarski siatkarz Matej Kazijski, odchodząc wraz z nim, choć Bułgarzy mieli zapewniony start na igrzyskach w Londynie.
Ferdinando de Giorgi, który już w pierwszym sezonie pracy w PlusLidze zdobył z Zaksą mistrzostwo Polski, nie ma wprawdzie doświadczeń reprezentacyjnych, ale czy miał je Stephane Antiga, gdy obejmował reprezentację naszego kraju? A przecież sięgnął z nią, przy pomocy doświadczonego Philippe'a Blaina, po mistrzostwo świata. Inna sprawa, że kolejne dwa lata bez sukcesów, w tym porażka na igrzyskach w Rio, sprawiły, że stracił pracę, stąd ten konkurs i trudne wybory.
Gdyby patrzeć tylko na doświadczenie reprezentacyjne, to na czele finiszującej trójki powinien być Berruto. Pamiętamy, czego dokonał ze słabiutką wcześniej Finlandią podczas ME w 2007 roku. Finowie awansowali do półfinału i niewiele brakowało, by zagrali w finale, sensacyjne zwycięstwo z Rosją mieli bowiem na wyciągnięcie ręki.
Później Berruto prowadził reprezentację Włoch i stworzył drużynę, która dwukrotnie sięgnęła po wicemistrzostwo Europy, brązowy medal olimpijski w Londynie i już bez niego, srebrny w Rio.
47-letni Włoch, podobnie jak Stojczew, preferuje rządy twardej ręki, co dla niektórych działaczy PZPS ma być atutem samym w sobie. Tylko co na to zawodnicy, chociażby kapitan narodowej drużyny Michał Kubiak, który nigdy nie ukrywał swojej niechęci do Berruto?
Kiedy podejmowano decyzję o zakończeniu współpracy z Antigą, jednym z głównych argumentów miał być „syndrom wypalenia", który ponoć dotknął siatkarzy. Prawdopodobnie, gdyby stanęli za Francuzem murem, pracowałby dalej. Tak się jednak nie stało i Antiga musiał odejść. A co powiedzą, gdy przyjdzie im pracować z takim zamordystą jak Berruto?
Sukcesy siatkarzy rozbudziły ogromne nadzieje, ale pokazały też, jak nieodporni na porażki są działacze. Daniela Castellaniego pozbyto się zaledwie rok po pierwszym w historii złotym medalu mistrzostw Europy, Andrea Anastasi stracił pracę rok po przedłużeniu z nim kontraktu, gdy siatkarze nie spełnili nadziei w kolejnych turniejach. Jeszcze wcześniej podziękowano chłodno Raulowi Lozano, a ostatnio już w lepszym stylu Antidze.
Teraz władze PZPS chcą podpisać z nowym trenerem kontrakt do igrzysk w Tokio (2020), z weryfikacją jego pracy po dwóch latach. Tyle że w gronie tych, którzy trenera wybierają, każdy ciągnie w swoją stronę. Jeden z informatorów powiedział „Rz" wprost: – Sami nie wiedzą, czego chcą!
W pewnym momencie faworytem w wyścigu po atrakcyjną, ale też bardzo odpowiedzialną, posadę wydawał się być Berruto, później na pozycji lidera pojawił się Mendez, którego zmienił Stojczew, o którym „La Gazetta dello Sport" napisała, że zostanie trenerem Polaków. A przecież jest jeszcze de Giorgi, o którym mówią, że nie musi krzyczeć, by postawić na swoim.
Zobaczymy, jak zmieniły się notowania po wczorajszym spotkaniu z Bułgarem. Ponoć Stojczew zrobił znakomite wrażenie i może wygrać rywalizację z de Giorgim, ale jutro ostatnią szansę ma jeszcze Berruto, więc nic nie jest przesądzone. Wyścig trwa.
W przyszłym roku mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce, i jeśli siatkarze nie awansują do strefy medalowej, to władze PZPS muszą się liczyć z trzęsieniem ziemi. Dlatego konkurs i wybór, który zatwierdzą jest tak ważny dla nich samych, stąd obawy i ociąganie się z decyzją.
Rozmowy na razie nie dotykają drażliwych jak zawsze kwestii finansowych, na to przyjdzie czas w trakcie szczegółowych negocjacji.
Kiedy więc poznamy nazwisko nowego trenera? Bardzo prawdopodobne, że już 5 grudnia.