Przegrany w Niksiciu żegnał się z marzeniami o występie na mistrzostwach Europy, zwycięzca mógł powoli szukać hoteli w Austrii.
Ranko Popović, trener Czarnogóry, doceniał klasę Polaków. Przypominał, że to trzecia drużyna świata, z zawodnikami grającymi na co dzień w najsilniejszych ligach i z doświadczeniem na największych turniejach. Pamiętał też o porażce w pierwszym spotkaniu w Bydgoszczy. Piłkarze Bogdana Wenty wygrali wtedy pewnie 30:20, ale później zdarzały się im słabsze momenty i dlatego muszą walczyć o awans do końca eliminacji.
Z rytmu miała wybić Polaków żywiołowa publiczność, ale to gospodarze grali nerwowo, wiedząc, że to ich ostatni mecz.
Polacy rozpoczęli bardzo dobrze, atakowali szybko i kombinacyjnie. Świetnie bronił Sławomir Szmal. Czarnogórcom brakowało skuteczności, nie potrafili wykorzystać nawet rzutu karnego. Pierwszą bramkę zdobyli dopiero w szóstej minucie, przy stanie 0:4. Zawodnikom puszczały nerwy, Popović biegał przy linii bocznej i kwestionował decyzje sędziów.
Wynik 15:8 do przerwy pozwalał Polakom spokojnie myśleć o drugiej połowie. Grali konsekwentnie, a uśmiechnięty Wenta nie musiał się martwić o zwycięstwo. Czarnogórcy liczyli na sukces, ale nie byli w stanie poważnie zagrozić Polakom. Przegraliby jeszcze wyżej, gdyby nie bramkarz Goran Stojanović, największa gwiazda w ich zespole.