Mecz z Radomiakiem był trzecim meczem Lecha od momentu wznowienia rozgrywek Ekstraklasy po przerwie zimowej. Podobnie jak dwa poprzednie (z Górnikiem Zabrze i Zagłębiem Lubin) zakończył się remisem.

W regulaminowym czasie gry było 0:0 - czytamy w Onecie.

Spotkanie było bardzo wyrównane. W pierwszej połowie obie drużyny oddały zaledwie po jednym celnym strzale na bramkę rywala.

W drugiej połowie prowadzenie Lechowi mógł dać Filip Szymczak, ale strzelił wprost w bramkarza. Po drugiej stronie boiska Karol Podliński, napastnik Radomiaka, trafił w słupek.

W dogrywce pierwsi gola zdobyli gospodarze - i zapachniało sensacją. W polu karnym Lecha ręką zagrał Nika Kwekweskiri i arbiter podyktował "jedenastkę", a karnego na gola dla I-ligowca zamienił Mateusz Radecki.

Jednak w 117. minucie Lech zdołał doprowadzić do wyrównania - tym razem sędzia podyktował "jedenastkę" dla gości po faulu Podlińskiego na Michale Skórasiu. Karnego na gola zamienił Tymoteusz Puchacz.

Seria rzutów karnych rozpoczęła się od dwóch pudeł piłkarzy Lecha Poznań, ale potem pomylił się zawodnik Radomiaka a w decydującym momencie dwa karne obronił Filip Bednarek - i to Lech zapewnił sobie awans do ćwierćfinału rozgrywek.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów