Ci, którzy myślą, że to gwiazda, nie znają się na futbolu. Są żałośni, oceniając piłkarza po tym, ile strzelił goli w ostatniej kolejce. Biedny Dawid Jarka strzelił w jednym meczu cztery gole i został bohaterem narodowym, teraz od trzech tygodni nie pokonuje bramkarzy i nikt nawet o nim nie wspomni. Polska jest taka czarno-biała, popadacie ze skrajności w skrajność. Zahorski to dopiero materiał na gwiazdę, ma duże możliwości, z których być może sam sobie jeszcze nie zdaje sprawy. Jest jednak ambitny, ma poukładane w głowie. Gwiazdą jest się wtedy, gdy przez dwa, trzy sezony strzela się po 25 goli w lidze. Gwiazdą był Zinedine Zidane, a Zahorski po prostu uwierzył w siebie, nabrał pewności. Innym przykładem takiego piłkarza jest Wojciech Łobodziński. Chciałbym jeszcze, żeby w klubie pokazywał, że gra na poziomie międzynarodowym. Nie wypada być przeciętnym przez sześć tygodni i mobilizować się tylko na reprezentację.
Arsenalowi mecz w Lidze Mistrzów wygrywają nastolatki. W Polsce, kiedy ktoś ma 23 lata, mówi się o nim, że jest młody. Nie dziwi to pana?
Macie spaczone pojęcie o młodości. 19-latek w Polsce nie jest gotowy do profesjonalnego uprawiania futbolu, a wynika to ze słabego systemu szkolenia. Wesley Sneijder ma 23 lata i jest gwiazdą Realu Madryt, ale pamiętam go z Ajaksu Amsterdam sześć lat temu. Wtedy też mógł już grać na poziomie międzynarodowym. W takich klubach jak Ajax czy Barcelona od najmłodszego przygotowuje się piłkarzy, jak wytrzymać presję. Jeździ się na turnieje po całym świecie, od Włoch przez Hiszpanię po Meksyk, gra z najlepszymi, a potem widać tego efekty.
Gdyby Zahorski urodził się w Amsterdamie, byłby gwiazdą?
Byłby w pełni ukształtowanym piłkarzem, którego można by obciążyć dużo większą odpowiedzialnością. Nie musiałby zresztą urodzić się w Holandii, mogłaby to być na przykład Francja, gdzie również świetnie pracuje się z młodzieżą.
Na mecze z Belgią i Serbią powołał pan 25 piłkarzy. Po co aż tylu?
Muszę się im przyjrzeć we Wronkach i zobaczyć, w jakiej są dyspozycji. Nie jest za wesoło. Żurawski, Rasiak, Saganowski i Matusiak nie grają w swoich klubach. Krzynówek w ostatnich trzech meczach Wolfsburga zagrał minutę i nie wiem, na czym polega jego problem. Zapewnia mnie, że jest w dobrej dyspozycji, jednak Felix Magath nie chce wstawiać go do składu. Nie zadzwonię przecież do niego albo do Strachana w Glasgow i nie powiem im, że mają stawiać na Polaków. Moi piłkarze powinni tak pracować na treningach, żeby swoim trenerom nie pozostawić żadnego wyboru.
Często mówi pan, że każdy z reprezentantów doskonale spełnia się w roli, jaką pan mu daje. A może jednak kogoś w tej drużynie brakuje?
Oczywiście, że tak! Większe możliwości ataku dałoby nam kilku zawodników lewonożnych, ale takich w Polsce nie ma zbyt wielu. Przydałby się też Łukasz Garguła w najlepszej formie albo jakiś inny kreatywny pomocnik, który grałby choćby tak jak Mauro Cantoro w Wiśle Kraków.
Czy kibice do Chorzowa powinni zabrać szampana? Będziemy świętować awans?
Kiedy spotykam polskich fanów na ulicach, widzę, z jakim szacunkiem się do mnie odnoszą, jaką wiarę we mnie pokładają i sprawia mi to wielką radość. Czuję olbrzymią presję. Pamiętam, kiedy wprowadziłem do mistrzostw świata Trynidad i Tobago i nagle półtora miliona ludzi rozpoczęło wielką fetę. Padali sobie w ramiona. Władze kraju mówiły mi, że dokonałem czegoś, co nie udało się przez 70 lat politykom – połączyć wszystkich mieszkańców. Wie pan, co czuję, gdy pomyślę, że mogę taką radość dać 40 milionom ludzi?
Urodzony 2 sierpnia 1942 w Rotterdamie. Trener reprezentacji Polski od 11 lipca 2006 r. Trenerem jest od ponad 40 lat. Największe sukcesy odnosił w Realu Madryt, z którym wywalczył trzy mistrzostwa Hiszpanii (1987, 1988 i 1989) i trzykrotnie dotarł do półfinału Pucharu Mistrzów. Do mistrzostwa Holandii doprowadził Ajax Amsterdam (1980 i 1990) oraz Feyenoord Rotterdam (1999). Przez wiele lat był asystentem Rinusa Michelsa w reprezentacji Holandii, którą następnie sam prowadził dwukrotnie. Najpierw zastąpił chorującego na serce Michelsa w 1985 roku i nie zdołał wywalczyć awansu na mistrzostwa świata w Meksyku (1986), później objął drużynę przed mundialem we Włoszech (1990) i dotarł z nią do ćwierćfinału. Do finałów mistrzostw świata wprowadził też reprezentacje Arabii Saudyjskiej (1994) oraz Trynidadu i Tobago (2006).