Jakub Błaszczykowski: po meczu kopię całą noc

Nie wyobrażamy sobie, by to spotkanie mogło się potoczyć nie po naszej myśli – mówi „Rzeczpospolitej” piłkarz Borussii Dortmund

Aktualizacja: 15.11.2007 12:58 Publikacja: 15.11.2007 04:15

Jakub Błaszczykowski: po meczu kopię całą noc

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak

Rz: Kiedy na co dzień gra się przy 80 tysiącach kibiców, to mecz, kiedy będzie ich tylko 47 tysięcy, chyba nie paraliżuje?

Jakub Błaszczykowski: Lubię grać przed wielką publicznością. Każdy piłkarz poza marzeniami o tym, żeby mierzyć się z najlepszymi drużynami na świecie, chce też, by oglądało go jak najwięcej fanów, żeby była niesamowita atmosfera na trybunach. Nigdy nie zapomnę, że tak naprawdę pierwszy wielki mecz w karierze rozegrałem właśnie w Chorzowie przeciwko Portugalii i cała otoczka towarzysząca temu spotkaniu już zawsze będzie siedzieć w mojej głowie. Do tłumów w Dortmundzie musiałem przez jakiś czas się przyzwyczajać, zanim zrozumiałem, że w wielkim futbolu takie rzeczy muszą się dla mnie stać codziennością.

Kiedy dotarło do pana, że jest pan częścią wielkiego futbolu? Po transferze do Borussii?

Byłem wyróżniającym się piłkarzem w polskiej lidze, jednak to dopiero Leo Beenhakker spowodował, że tak naprawdę zrozumiałem, przed jak wielką stoję szansą. Dlatego wiadomość o tym, że Holender będzie z nami pracował przez kolejne dwa lata, bardzo mnie ucieszyła. Chciałbym mieć kontakt z tym trenerem jak najdłużej, bo chociaż to nie za jego kadencji debiutowałem w reprezentacji Polski, dopiero przy nim zacząłem grać dobrze. Na dzień dobry przegraliśmy z Finlandią i byłem przecież jednym z piłkarzy, którzy nie udźwignęli tego meczu, a jednak Beenhakker mnie nie skreślił, zaufał mi i to mnie bardzo podbudowało. Mecz z Portugalią przekonał chyba nawet największych niedowiarków, że może jednak coś z nas będzie. A ja jestem przekonany, że stadion w Chorzowie od soboty będzie nam wszystkim się kojarzył z kolejnym wielkim sukcesem.

Jesteście faworytami tego meczu. Woli pan, kiedy reprezentacja sprawia niespodziankę, pokonując znacznie silniejszego rywala, czy wygrywa spotkania, które wygrać powinna?

Nie można ciągle zaskakiwać, bo za którymś razem zostaje się faworytem i trzeba wtedy udźwignąć ten ciężar. Belgów chcemy pokonać, ale wcale nie dlatego, że wymagają tego od nas kibice. My sami od siebie tego wymagamy. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko awansu do mistrzostw Europy, a przecież na początku eliminacji nikt nie postawiłby na nas złotówki. Wszyscy wiemy, ile kosztowało to nas wysiłku, i myślę, że kibice nie zdają sobie nawet sprawy, ile emocji się z nas uwolni, jeśli pokonamy Belgię. Nie wybaczylibyśmy sobie zaprzepaszczenia tak wielkiej szansy.

Nie boi się pan, że trochę przesadzacie z motywacją?

To dla nas jest mały finał mistrzostw Europy. Jakbyśmy byli zupełnie wyluzowani, to byłoby fałszywe. W nas się gotuje, chcielibyśmy ten mecz rozegrać już teraz. Nawet tutaj, we Wronkach. Rywal nie jest jednak łatwy. Co z tego, że w rankingu FIFA Belgowie są znacznie niżej od nas, skoro ta klasyfikacja nie oddaje ich możliwości. Jest to już inna drużyna od tej, którą pokonaliśmy w Brukseli. Lepsza, młodsza, z ambicjami. Wiemy przecież, że nawet medaliści mistrzostw świata czasami zawodzą jako faworyci, jednak mimo to nie wyobrażamy sobie, że w sobotę mecz mógłby się potoczyć nie po naszej myśli. Z motywacją nie przesadzimy, chcemy się odizolować od całego świata i skupić na pracy. Musimy dopracować kilka rzeczy na zgrupowaniu, a potem wyjść i na boisku pokazać swoje umiejętności. Myślę, że są wystarczające.

Wierzycie w to, że Serbowie dadzą milion euro Belgom, jeśli ci ograją nas w Chorzowie?

Wierzymy, że belgijscy zawodnicy będą chcieli udowodnić swojemu trenerowi, że się nie pomylił, dając im szansę gry. Serbowie im zapłacą? No i co z tego? Czy w związku z tym nie będziemy grali 11 na 11?

Dużo pewności dodaje panu Bundesliga?

Na pewno zrobiłem kilka kroków do przodu, rozwinąłem się jako piłkarz i dojrzałem. Nie mówię, że gdybym nadal grał w Polsce, nie byłoby to możliwe. Różnica między naszą ligą a niemiecką jest przede wszystkim taka, że co kilka dni mierzę się z drużynami, w których gra wielu reprezentantów innych krajów, i dzieje się to przy wielkiej publiczności. Wiem jednak, że jestem młody, że mam wiele rzeczy do poprawienia. Chcę jednak na starość stanąć przed lustrem i ze spokojem spojrzeć sobie w twarz. Często o tym myślę i bardzo nie chciałbym wtedy powiedzieć: „Kuba, miałeś takie możliwości, a jednak nie do końca je wykorzystałeś”. Nie chcę mieć sobie nic do zarzucenia.

Beenhakker mówi, że mecz z Belgią już się rozpoczął w waszych głowach. Ile już prowadzimy w pańskich myślach?

Ja rozgrywam trzy mecze, ale ten pierwszy jest zawsze najlepszy, bo żeby odpowiednio się nastawić, wyobrażam sobie tylko najprzyjemniejsze rzeczy. Zastanawiam się, w jakich sytuacjach mogę się znaleźć, i jakoś przychodzą mi na myśl tylko takie pod bramką rywala. Zamykam oczy, widzę, że jest ostatnia minuta, a ja strzelam gola na wagę awansu. Drugi mecz jest prawdziwy, mogą oglądać go wszyscy. Trzeci, ostatni, zarezerwowany jest dla mnie i mojej dziewczyny. W nocy po spotkaniu zasypiam około piątej nad ranem, a potem podobno i tak cały czas kopię i nie da się ze mną spać. Następnego dnia nie mam ochoty nawet wstawać z łóżka.

Jakub Błaszczykowski, urodzony 14 grudnia 1985 r. w Truskolasach. Prawy pomocnik. Karierę rozpoczynał w Rakowie Częstochowa. W 2002 r. był w kadrze Górnika Zabrze, ale nie rozegrał żadnego meczu w ekstraklasie i przeniósł się do czwartoligowego KS Częstochowa. W 2005 r. trafił do Wisły Kraków (polecił go były reprezentant Polski Jerzy Brzęczek – Błaszczykowski jest jego siostrzeńcem). W pierwszej lidze zadebiutował 20 marca 2005 r. w meczu z Polonią Warszawa, a kilka miesięcy później cieszył się z tytułu mistrza Polski. Jest jednym z najdroższych piłkarzy kupionych z polskiej ligi. Przed obecnym sezonem trafił do Borussii Dortmund za 3,7 mln euro. W reprezentacji Polski rozegrał 12 spotkań (debiutował 28 marca 2006 r. przeciwko Arabii Saudyjskiej) i strzelił jedną bramkę.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora

Rz: Kiedy na co dzień gra się przy 80 tysiącach kibiców, to mecz, kiedy będzie ich tylko 47 tysięcy, chyba nie paraliżuje?

Jakub Błaszczykowski: Lubię grać przed wielką publicznością. Każdy piłkarz poza marzeniami o tym, żeby mierzyć się z najlepszymi drużynami na świecie, chce też, by oglądało go jak najwięcej fanów, żeby była niesamowita atmosfera na trybunach. Nigdy nie zapomnę, że tak naprawdę pierwszy wielki mecz w karierze rozegrałem właśnie w Chorzowie przeciwko Portugalii i cała otoczka towarzysząca temu spotkaniu już zawsze będzie siedzieć w mojej głowie. Do tłumów w Dortmundzie musiałem przez jakiś czas się przyzwyczajać, zanim zrozumiałem, że w wielkim futbolu takie rzeczy muszą się dla mnie stać codziennością.

Pozostało jeszcze 87% artykułu
Piłka nożna
Cezary Kulesza nie uwiódł Europy. Przegrał wybory do władz UEFA
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Piłka nożna
Superpuchar Polski. Tak skromnie na PGE Narodowym jeszcze nie było
Piłka nożna
Barcelona - Real w finale Pucharu Króla. Czy zobaczymy aż trzy El Clasico w ciągu miesiąca?
Piłka nożna
Piłka nożna bez kibiców. Jagiellonia Białystok zdobyła Superpuchar Polski
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Piłka nożna
Niespodzianki nie było. O Puchar Polski zagrają Pogoń Szczecin i Legia Warszawa
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?