„Jakbym słuchał piosenki o dziesięciu małych Murzynkach. Co zwrotka, to jeden odpada. Niedługo Rene Vandereycken będzie musiał sam założyć korki i zagrać w Chorzowie” - pisał zdegustowany kibic z Ostendy pod informacją na stronie internetowej dziennika „Het Laatste Nieuws”, że właśnie kolejny belgijski piłkarz odjechał z ośrodka treningowego reprezentacji.
Dziś koło południa Belgowie wylądują w Katowicach bez jednej czwartej piłkarzy, których trener Vandereycken witał na początku krótkiego zgrupowania. Trzech się wytłumaczyło kontuzją mięśni brzucha, jeden pleców, dwóch rozbolały mięśnie przywodziciele.
To nie koniec: Karel Geraerts prawie w ogóle nie trenował z kolegami, bo bolały go zęby mądrości, podobnie jak Luigi Pieroni, oszczędzający mięsień uda. Do tego murawa na Heysel została kompletnie zalana przez ostatnie deszcze i zamiast w Brukseli kadra musiała trenować w ośrodku w Tubize niedaleko stolicy. Wszystko nie tak, a tu jeszcze na koniec nieudanych eliminacji trzeba jechać najpierw do Polski, a potem aż do Azerbejdżanu. Dla niektórych kontuzje były świetnym wytłumaczeniem, by się z tego wyjazdu wypisać.
Belgowie narzekają, że kadrowicze są zmanierowani i nie chce im się już ryzykować zdrowia dla reprezentacyjnej koszulki, ale właściwie nie wiadomo, dlaczego miałoby być inaczej. Gdy Belgia coraz mniej obchodzi większość obywateli i jest tak blisko rozpadu jak nigdy wcześniej, dlaczego akurat Flamandowie i Walonowie kopiący piłkę mieliby być wyjątkiem. W reprezentacji żyją zgodnie, na zgrupowaniu w Tubize zabawiali się, układając przyszłe drużyny Flandrii i Walonii, ale od dobrej atmosfery do walki o wspólne cele daleka droga.
Kibice ich do tej walki nie porwą, bo na mecze reprezentacji przychodzi coraz mniej widzów (a na mecze ligowe coraz więcej) i siedzą cicho. Kilka tysięcy Polaków rok temu w Brukseli zakrzyczało ich bez trudu. Trener Rene Vandereycken też nie jest typem wodza. Pomimo dobrych wyników na finiszu eliminacji (w czterech ostatnich meczach Belgowie wygrali z Serbią oraz Armenią i zremisowali z Finlandią i Kazachstanem) słyszy wezwania do odejścia.