Reklama

Pod napięciem: w niedzielę znów Real-Barcelona

W niedzielę znów Real gra z Barceloną: o Superpuchar Hiszpanii (22, TVP 1)
Cesc Fabregas zacznie ligowy sezon już w koszulce Barcelony. Wczoraj do uzgodnienia jego transferu z

Cesc Fabregas zacznie ligowy sezon już w koszulce Barcelony. Wczoraj do uzgodnienia jego transferu z Arsenalu za co najmniej 34 mln euro zostały tylko szczegóły, w poniedziałek Fabregas ma zostać zaprezentowany na Camp Nou (fot. Daniel Ochoa de Olza)

Foto: AP

Uwaga, wysokie napięcie. Rany zaleczone po czterech wiosennych zderzeniach pora otworzyć na nowo, dwie piłkarskie cywilizacje znów są na kolizyjnym kursie, co przyćmiło nawet ruszającą w ten weekend Premiership.

Mecze o superpuchar będą dwa, w niedzielę w Madrycie i rewanż w środę w Barcelonie (o 23, sierpień to święty miesiąc hiszpańskich wakacji i trzeba dać kibicom czas na powrót z plaży). Barcelona i Pep Guardiola zaczną w ten sposób ostatnią pracę Herkulesa.

Może to nieludzkie wymagać od tej drużyny czegoś jeszcze, ale jest jeden ważny rekord, którego Guardiola jako trener nie zdążył wyrównać albo pobić: cztery z rzędu mistrzostwa zdobyte przez Dream Team Johana Cruyffa. Jeśli mu się uda, jego cztery tytuły będą warte dużo więcej niż te z lat 1991 – 1994. Dream Team swoje mistrzostwa wyszarpał, a nie wytańczył, połączył je z jednym Pucharem Europy, a Guardiola już z dwoma.

Ten czwarty raz będzie pewnie ze wszystkich najtrudniejszy. Rywale są coraz lepsi w naśladowaniu barcelońskich sposobów, hobbity Guardioli – coraz starsze, Saruman z Madrytu coraz bardziej rozdrażniony, obowiązków marketingowych ciągle drużynie przybywa.

– Bywały takie czasy, gdy się robiło przygotowania do sezonu. Teraz robi się światowe tournée – mówił cierpko Guardiola, gdy jego piłkarze objeżdżali Amerykę, smażąc się w upale, odwołując treningi z powodu gorąca. Wyniki meczów nie były wielką pociechą: przegrana z Manchesterem United, klęska z meksykańskim Chivas (1:4).

Reklama
Reklama

Fabregas w domu

Barcelona musi nie tylko bronić wszystkich swoich koron, ale też wymyślać się na nowo, bo czas coraz gorzej się obchodzi z jej pomnikami. Carlesa Puyola i Xaviego od dawna trzeba stawiać na nogi zastrzykami. Ten pierwszy nie zagra w niedzielę na pewno, dochodzi do zdrowia po operacji kolana. W sprawie drugiego decyzja zapadnie w ostatniej chwili.

To dlatego w Katalonii tak się zawzięli, by zabrać z Arsenalu Cesca Fabregasa. Udało się w piątek, za 34 mln euro, odstępne może urosnąć o kolejne miliony, jeśli z Fabregasem drużyna wygra Ligę Mistrzów albo mistrzostwo Hiszpanii. Prezentacja będzie już po meczu z Realem, w poniedziałek. Na Camp Nou trafia piłkarz, którego w cieniu tego stadionu wychowano, dorastał z Leo Messim i Gerardem Pique. Ale tak jak Pique odszedł szukać szansy gdzie indziej i wraca dopiero teraz. Drugi wielki zakup Barcelony to Alexis Sanchez, chilijski drybler sprowadzony z Udinese za 26 mln euro.

Real ma więcej nowych twarzy: Turków Nuriego Sahina i Hamita Altintopa (obaj na razie kontuzjowani), sprowadzonego z Espanyolu pomocnika José Callejóna, francuskiego obrońcę Raphaela Varane i najdroższego z nich Fabio Coentrao, portugalskiego pół obrońcę, pół pomocnika. Ale pierwszy raz od dawna Real wydał na wzmocnienia nie więcej niż Barcelona, mało tego, znalazł się w Hiszpanii klub, który ich przelicytował, bo to Malaga kupowała jak szalona za pieniądze szejków.

Jose Mourinho mimo rozczarowującego pierwszego sezonu w Madrycie przejął latem pełnię władzy nad drużyną. Doprowadził do dymisji dyrektora sportowego Jorge Valdano, zastąpił go posłusznym sobie Zinedine'em Zidane'em. Florentino Perez zgodził się na pakt: ty doścignij Barcelonę, ja się przestaję wtrącać.

Mourinho sprowadzał piłkarzy ze swojej listy, a nie z arkuszy kalkulacyjnych w dziale marketingu Realu. Nie ma żadnego galactico, są zawodnicy na każdą okazję. Do tego Real zrobił transfery szybciej niż Barcelona i Mourinho miał czas, by nowych piłkarzy lepić po swojemu.

On też musiał objechać świat – tutaj dział marketingu był nieubłagany. Były Chiny, USA, Anglia – ale miał więcej czasu na treningi niż Barca i lepsze wyniki. Wygrał każdy mecz podczas przygotowań, a najlepszą inwestycją lata okaże się być może wykupienie wczasów odchudzających Karimowi Benzemie: z turnusu w Alpach Francuz wrócił lżejszy o 7 kilo, podczas objazdu świata strzelił dla Realu osiem goli w siedmiu meczach.

Reklama
Reklama

Tyle że Benzema już straszył w meczach o małą stawkę i zawodził w wielkich, a i po Mourinho spodziewano się większych cudów, zwłaszcza w wiosennych bitwach z Barceloną.

Guardiola ma swój mit podtrzymać, don Jose najpierw musi swój odzyskać. Nie ma lepszej drogi, niż zacząć wygrywać już w niedzielę.

 

masz pytanie, wyślij e-mail do autora p.wilkowicz@rp.pl

Piłka nożna
Robert Lewandowski przed barażami o mundial. „Mamy dwa finały. Wierzę, że awansujemy”
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Piłka nożna
Był nadzieją polskiej piłki, podniósł się po ciężkich kontuzjach. Czy Jakub Moder zbawi kadrę?
Piłka nożna
Ekstraklasa. Hit w Warszawie na remis, Legia dalej balansuje na krawędzi utrzymania
Piłka nożna
Czas na baraże. Czy Robert Lewandowski zagra jeszcze na mundialu?
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama