Decyzja o tym, że Katar jako pierwszy kraj arabski z Bliskiego Wschodu zorganizuje mistrzostwa świata w piłce nożnej, zapadła w 2010 roku.
Dziennikarze "Sunday Timesa" dotarli do maili i dokumentów świadczących o tym, że Mohammad Bin Hammam, wówczas wiceszef międzynarodowej federacji piłkarskiej, użył swoich firm do wypłacenia ponad 5 milionów dolarów najwyższym urzędnikom FIFA.
Według gazety firmy Bin Hammama dokonywały dziesiątków płatności na kwoty do 200 tysięcy dolarów na konta kontrolowane przez szefów 30 afrykańskich związków piłki nożnej, którzy mieli wpływ na wybór kraju-gospodarza mistrzostw świata w 2022 roku. Bin Hammam miał też organizować dla nich wystawne przyjęcia i zapowiadał dalsze płatności.
Na liście osób, które przyjęły "prezenty" od katarskiego biznesmena, jest m.in. wiceprezydent FIFA Jack Warner. Na kontrolowane przez niego rachunki bankowe Bin Hammam wpłacił w sumie 1 mln 600 tys. dolarów, z czego 450 tysięcy jeszcze przed ostatecznym głosowaniem.
Rodzina Mohammada Bin Hammama, jak i on sam, odmawia skomentowania tego zarzutu. Już w 2011 roku FIFA odsunęła Katarczyka od władz organizacji z powodu niejasności finansowych. Niczego mu jednak nie udowodniono.
W maju tego roku szef FIFA Joseph Blatter przyznał, że przyznanie organizacji piłkarskich mistrzostwa świata Katarowi było błędem, głównie z powodu panujących w tym kraju upałów w okresie, gdy miały się odbyć rozgrywki. FIFA planowała przesunięcie terminów zawodów.
Z ostatnich informacji, podanych prze chwilą przez BBC wynika jednak, że FIFA dopuszcza ponowne głosowanie w sprawie kraju-gospodarza mistrzostw świata. Wiceszef organizacji Jim Boyce oświadczył, że w przypadku potwierdzenia zarzutów korupcyjnych poprze ponowne głosowanie i wybór nowego organizatora.
FIFA pod presją