Dlaczego teraz jest tak dużo poważnych błędów sędziowskich? Tylko w ostatnich dniach mieliśmy kontrowersje w meczach Raków – Zagłębie i Radomiak – Piast.

Nawarstwiło się wiele problemów, które w jednym momencie osiągnęły masę krytyczną. Wszyscy mają tego dość: kluby, zawodnicy, media i opinia publiczna. Błędy popełniło nie tylko obecne Kolegium Sędziów, bo problemy istnieją od czasów Zbigniewa Przesmyckiego, który postawił na wąską grupę swoich ulubieńców. To był czas, kiedy akurat kończyłem karierę. Sędziów było tak mało, że każdy arbiter prowadził ponad 30 meczów w sezonie. Zabrakło myślenia perspektywicznego, w międzyczasie pojawił się system VAR, więc ci sami sędziowie prowadzili mecze, a w innym czasie pracowali na wozach, żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy.

Czytaj więcej

PZPN chwalił się nowoczesnym centrum VAR. Decyzje sędziów nadal rozpalają emocje

Potem przyszedł Tomasz Mikulski.

On z kolei nie jest menedżerem, ale lekarzem i prowadzeniem spraw sędziowskich zajmował się po godzinach. Arbitrzy zostali pozostawieni sami sobie i powstało towarzystwo wzajemnej adoracji. Zaczęło dochodzić do skandali bez precedensu w europejskiej piłce. Przecież nasi sędziowie przed meczem Ligi Mistrzów wylądowali na izbie wytrzeźwień, po kradzieży znaku drogowego. W każdej sytuacji ich zachowanie byłoby naganne, ale oni dopuścili się go przed meczem, kiedy szczególnie trzeba dbać o swoją dyspozycję.

Zaczęło dochodzić do skandali bez precedensu w europejskiej piłce. Przecież nasi sędziowie przed meczem Ligi Mistrzów wylądowali na izbie wytrzeźwień, po kradzieży znaku drogowego

Marcin Borski

Niedawno mieliśmy kolejną zmianę na stanowisku szefa Kolegium Sędziów, ale poprawy nie widać.

Teraz jest Marcin Szulc, który był współpracownikiem Przesmyckiego. Tamten przewodniczący wprowadzał dyktatorski styl zarządzania i otaczał się ludźmi podległymi, którzy nie potrafili się krytycznie przyglądać sytuacji, ani proponować zmian, tylko się podporządkowywali. Teraz jest próba kopiowania takiego stylu, ale nie każdy ma taką charyzmę, żeby wprowadzić rządy silnej ręki i za czasów pana Szulca sprawy wymknęły się spod kontroli. Sędziowie wybierają albo ścieżkę poinformowania organów państwowych, jak zrobił Arkadiusz Wójcik, albo pisania do wyższych instancji w swoim środowisku – mam tu na myśli słynny list Pawła Sokolnickiego. Widać, że przewodniczący wypuścił ster z rąk. Nie ma narzędzi do zdopingowania do ciężkiej pracy i podnoszenia kwalifikacji. Częściowo problem jest wynikiem braku wychowania następców za czasów Przesmyckiego i konkurencji wśród sędziów. Wielu obecnych arbitrów dobiega pięćdziesiątki, wypaliło się, a brak jest nowych, którzy mogliby zastąpić w przyszłości Szymona Marciniaka.

System VAR zamiast pomagać, czasami robi jeszcze większe zamieszanie.

Mamy nowoczesne centrum VAR, a błędów na pewno nie jest mniej, zwłaszcza tych poważnych.

Czytaj więcej

Bartosz Nosal: To nie jest sytuacja „pół na pół”. Kara dla Adriana Siemieńca musi odstraszać

Sędziowie VAR nie pomogli choćby Piotrowi Lasykowi w meczu Motor Lublin – Legia Warszawa. Gospodarzom anulowano prawidłową bramkę za rzekomy faul napastnika na bramkarzu.

Nawet dziesięć lat temu taka decyzja byłaby kompromitująca, ale przy działającym systemie VAR tego gwizdka nie da się wytłumaczyć. Podobnie było w przypadku rysowania linii spalonego podczas meczu Pogoń – Motor, albo braku karnego dla Widzewa w meczu ze Śląskiem. Wszystkie te przypadki trudno logicznie wytłumaczyć. Wygląda to tak, jakby sędziowie VAR nagle tracili przekaz z kamer, albo ktoś oceniający w centrum VAR jest w wyjątkowo złej dyspozycji. W innym wypadku trzeba by się dopatrywać złych intencji.

Pana zdaniem warto upubliczniać rozmowy między arbitrem a wozem VAR?

Zaufanie do Kolegium Sędziów jest tak niskie, że trzeba upubliczniać nie tylko rozmowy z VAR, ale też oceny, które sędziowie dostają po meczach. Warto pochwalić Kolegium za to, że zaczęło publikować kluczowe interpretacje po meczach Ekstraklasy. Nie zawsze opinia publiczna się z nimi zgadza, ale jest się do czego odnieść i dzięki temu można porównać, jaka jest linia orzecznicza oraz czy do wszystkich klubów sędziowie podchodzą podobnie. Poza tym przed sezonem powinno się poinformować wszystkich, jakie kryteria obowiązują przy odgwizdywaniu zagrania ręką w polu karnym, przy spalonym i innych kluczowych dla wyniku meczu decyzjach. Niestety, w światowej piłce występują różnice w interpretacjach przepisów między FIFA i UEFA. Z tego też względu liga polska powinna wyjść naprzeciw klubom i kibicom, jednoznacznie informując o obowiązujących zasadach.

Zaufanie do Kolegium Sędziów jest tak niskie, że trzeba upubliczniać nie tylko rozmowy z VAR, ale też oceny, które sędziowie dostają po meczach

Marcin Borski

Nawet trener Adrian Siemieniec mówił, że już nie wie, kiedy sędzia odgwiżdże rękę w polu karnym.

Interpretacja w takich sytuacjach zawsze będzie trudna, ale można przed sezonem zaprezentować wiele przykładowych klipów i powiedzieć, jaka decyzja w danej sytuacji jest właściwa. Piłkarze i trenerzy powinni wiedzieć, kiedy ręka jest „naturalnie ułożona”, kiedy jest „blisko ciała”. Co się dzieje, kiedy ktoś mocno kopnie z bliska piłkę i co to znaczy, że zawodnik nie mógł się spodziewać trafienia w rękę. Nadszedł czas na transparentne działania. Dzisiaj są media społecznościowe, można zapytać AI, wszystko porównać z wcześniejszymi decyzjami i interpretacjami w innych krajach.

Czytaj więcej

Jarosław Tomczyk: Jaką drogę wybierze Adrian Siemieniec?

Nasi sędziowie się starzeją?

Mamy sędziów w wieku 50 lat i starszych, którzy sędziują przeciętnie albo słabo. Jeśli arbiter jest bardzo dobry, ale ma swoje lata, to warto, żeby dalej był na liście, ale jeśli nie prezentuje najwyższej formy, to wtedy warto wpuścić młodego, obiecującego. Część meczów powinna być przeznaczona dla sędziów perspektywicznych, którzy muszą zdobywać doświadczenie. Na pewno nie będą słabsi od tych wypalonych.

PZPN wpuszcza za mało młodych arbitrów z niższych lig?

Młodych sędziów powinno być więcej, zwłaszcza w pierwszej lidze. Trzeba ich uważnie obserwować, również w drugiej czy trzeciej lidze. Aby znacząco poprawić poziom sędziowania, przydałby się też podział na specjalistów od VAR i sędziów boiskowych. Nie wszyscy potrafią wytrzymać ciśnienie na wozie VAR, kiedy trzeba szybko podpowiedzieć, a inni nie umieją dobrze zarządzać zawodnikami. Sędziowanie na boisku to dzisiaj bardziej management, czucie gry, bo kluczowe decyzje pomoże zweryfikować VAR. Na wozie powinien pracować doświadczony, odporny psychicznie sędzia, a po boisku biegać młodszy, ale z lepszą kondycją i dobrze zarządzający piłkarzami.