Mistrzostwa świata czy Europy są przede wszystkim świętem kibiców. Raz na cztery lata mogą oglądać najlepszych piłkarzy w jednym miejscu i mogą dać upust radości, zwłaszcza jeśli reprezentacja jest rzadkim gościem na wielkich imprezach. Tak właśnie czują się Norwegowie, Szkoci, mieszkańcy Wysp Zielonego Przylądka, Curaçao czy Demokratycznej Republiki Konga.
Mogą też wspierać swoich zawodników w trudnych momentach. Jednym z najlepszych obrazków z polsko-ukraińskiego Euro 2012 był śpiew Irlandczyków na trybunach w Poznaniu, chociaż ich piłkarze przegrywali 0:4 z Hiszpanią. Irlandczycy wykonywali wtedy „The Fields of Athenry” zespołu The Dubliners. Anglicy mają swoich braci Gallagher i ich utwór „Wonderwall”, który na tym mundialu wykonali m.in. po zwycięstwie 4:2 nad Chorwacją.
Mundial. W amerykańskich pubach zabrakło piwa. Wszystko przez Szkotów
Mistrzostwa świata kibiców na razie wygrywają jednak Norwegowie, którzy na taką szansę czekali aż 28 lat. Dorosło już całe pokolenie, które nie pamięta występu swojej drużyny na mundialu. W USA tworzą łatwo rozpoznawalną, ubraną w czerwone koszulki grupę, a na stadionie dają prawdziwe show.
Po zwycięstwie 3:2 nad Senegalem nie wyszli od razu ze stadionu, ale czekali, aż ich piłkarze usiądą na murawie i wspólnie zaczną wiosłować jak wikingowie. Rytm nadawał kapitan Martin Odegaard, uderzając w bęben. Zresztą, fani nie muszą wcale siedzieć na trybunach, żeby sobie powiosłować. Potrafią się zebrać równie dobrze na Times Square, a stali się tak popularni, że niektórzy wystąpili nawet w programie „Good Morning America”. Kiedyś podobną furorę robili Islandczycy, którzy klaskali ze swoimi piłkarzami. Oni też odwoływali się do tradycji wikingów.
Jednak co kraj, to obyczaj. Swoje zwyczaje mają Holendrzy, którzy maszerują ulicami amerykańskich miast, ubrani w pomarańczowe koszulki i śpiewają, słuchając przy okazji muzyki techno.
Czytaj więcej
Martin Ødegaard wybijał rytm na bębnie, a pozostali piłkarze reprezentacji Norwegii siedzieli w rzędach na murawie stadionu w Nowym Jorku i imitowa...
Nie da się też nudzić ze Szkotami, którzy mieli tak samo długą przerwę jak Norwegowie. Oni „pustoszą” amerykańskie miasta, wypijając w barach całe dostępne piwo. Podobno po ich najeździe w jednym z bostońskich pubów zabrakło tego trunku. Zresztą, nie ma się co dziwić, skoro podobny efekt Szkoci osiągnęli nawet w Niemczech, podczas ostatnich mistrzostw Europy. Nikt jednak na nich nie narzeka w USA, raczej obowiązuje hasło „No Scotland, no party”.
Kim jest Lumumba Vea, najsłynniejszy kibic reprezentacji DR Konga?
Swojego kolorytu dodają także kibice z Afryki i nie chodzi tylko o stroje, tańce czy śpiewy. Najbardziej znany stał się Lumumba Vea, fan Demokratycznej Republiki Konga. Na pierwszy mecz z Portugalią nie dojechał, bo kibice z tego kraju mają problemy logistyczne z powodu epidemii wirusa Ebola, ale już na drugim spotkaniu z Kolumbią był.
Nie sposób go nie zauważyć. Michel Kuka Mboladinga, bo tak się naprawdę nazywa, przez całe spotkanie stoi nieruchomo, ubrany w kolorowy garnitur i krawat w pozie Patrice’a Lumumby. Oddaje w ten sposób hołd pierwszemu premierowi swojego kraju, który zginął z rąk zamachowców w 1961 r.
Możemy tylko żałować, że na turnieju w USA nie ma biało-czerwonych. Nasi kibice, razem z mieszkającą w Ameryce Północnej Polonią, mogliby stworzyć niezapomniane widowisko.