Zna pan tunezyjski futbol doskonale. Zaskoczyło pana, że Tunezja zwolniła trenera już po pierwszym meczu mundialu?

Nie, zaskoczony nie jestem. Przechodziłem przez to samo w 1998 r. Po mistrzostwach świata wygasał mój kontrakt z federacją tunezyjską i ponieważ chcieli ze mną dalej pracować, to poprosiłem o to, byśmy jeszcze przed mundialem przedłużyli umowę. Powiedziałem: jeśli chcecie, żebym nadal był selekcjonerem, to przedłużamy kontrakt jeszcze przed turniejem.

Czytaj więcej

Media: Pierwsze zwolnienie trenera podczas mundialu 2026. To już "tradycja"

Miał pan dobre przeczucie, bo już po dwóch przegranych meczach z Anglią i Kolumbią został pan zwolniony.

W środowisku nie zawsze jest łatwo, niektórzy stają się wrogami, niektórzy są przyjaciółmi. W Tunezji trafiłem na człowieka, który chciał rządzić w reprezentacji, wszystko miało wyglądać tak, jak on chciał. Wtrącał się w moją pracę, dyplomatycznie mu potakiwałem, ale nigdy nie realizowałem jego pomysłów. Miał jednak tak silną pozycję, że tylko czekał na moment, kiedy będzie mógł się zemścić. Odpowiednia chwila nadeszła po dwóch porażkach na mundialu.

Dla Tunezji sam awans w 1998 r., po 20 latach przerwy, był sukcesem. Wydawało się, że ma pan mocną pozycję.

Trener nie ma dużo do powiedzenia. Czułem, że coś takiego może się zdarzyć, że jeśli nie wyjdzie mi na mistrzostwach świata, to podniosą się głosy, że trzeba mnie wyrzucić. Umówiłem się na spotkanie z zarządem federacji i oświadczyłem, że chcę podpisać nową umowę. W odpowiedzi usłyszałem, że możemy to zrobić dopiero po mundialu. To było dla mnie nie do przyjęcia, bo jeśli rozstałbym się z Tunezją, to po mistrzostwach świata nie miałbym gdzie pójść. Wszystkie kluby już miałyby trenerów, a ja nie chciałem być bezrobotny. Już raz przechodziłem przez to we Francji. Prowadziłem rozmowy z Bordeaux, Lyonem i Marsylią, z których nic nie wyszło i zostałem na lodzie. Miałem kilka propozycji, dlatego kiedy Tunezja odmówiła przedłużenia umowy, jeszcze przed turniejem podpisałem kontrakt z Bastią i wróciłem do Francji pracować dalej.

Czytaj więcej

Iran zaczął mundial w USA. Były protesty i gwizdy, ale na boisku rządziła już piłka

Czemu w Tunezji tak łatwo zwalnia się trenerów? W styczniu, po porażce w 1/8 finału Pucharu Narodów Afryki, zwolniony został Sami Trabelsi.

Tak to działa, nie tylko w Tunezji, bo praca szkoleniowca zależy od wyników. Jeśli wyniki się zgadzają, to trudno zwolnić trenera, chociaż zdarzają się wyjątki. W Polsce też zwalniali trenerów, którzy osiągnęli założone cele. Jerzy Brzęczek awansował na Euro 2020, a zastąpił go Paulo Sousa. Czesław Michniewicz wyszedł z grupy na mistrzostwach świata, a posadę stracił po aferze premiowej. To się zdarza nie tylko w Tunezji, bo lepiej zwolnić trenera niż 11 piłkarzy. Po mnie pracę przejął mój asystent, Tunezyjczyk, który pomagał mi przez cztery lata. Poszedłem do zawodników i powiedziałem im, że ta sprawa dotyczy tylko mnie.

Porażka 1:5 ze Szwecją została odebrana jako upokorzenie i dlatego Sabri Lamouchi musiał odejść?

Czasem decyduje prezes, a czasem taką decyzję podejmuje minister sportu. Oczywiście, prezes jest formalnie wybierany w zgodzie ze statutem, bo tego wymaga FIFA, ale może być tak, że to minister sportu rządzi z tylnego siedzenia. Prezes federacji jest od ministra sportu uzależniony, bo to on daje pieniądze.