– Jedziemy na Euro, by walczyć o strefę medalową – zapowiadali Polacy przed rozpoczęciem mistrzostw, przekonując, że potrafią grać z najlepszymi na świecie. Jesienią dwukrotnie, minimalnie ulegli mistrzowi świata, Brazylii, ale to były mecze towarzyskie. Gdy przyszło do meczów o stawkę, znów okazało się, że nie jest to takie proste. Znów – bo polscy futsaliści nie wygrali dotąd ani jednego meczu w finałowym turnieju. A w europejskim czempionacie brali udział już czterokrotnie.
Po porażce z Węgrami w pierwszym meczu i po tym, jak we wtorek Portugalia „planowo” pokonała Węgry, było jasne, że porażka z Włochami eliminuje Polaków z fazy pucharowej. Remis ograniczał te szanse do minimum a nawet zwycięstwo z rywalem, którego udało się pokonać dotąd ledwie raz na 18 meczów w historii, nic nie zapewniało, a tylko przedłużało nadzieje.
Niestety, Włosi, którzy przechodzą w ostatnich latach kryzys (nie zakwalifikowali się na dwie ostatnie edycje mistrzostw świata, na mistrzostwach Europy nie wygrali od dziesięciu lat), szybko pozbawili Polaków złudzeń. Już w trzeciej minucie wynik otworzył Júlio De Oliveira. Zawodnicy trenera Błażeja Korczyńskiego swoje sytuacje mieli, ale ich nie wykorzystywali (najlepsze zmarnowali Piotr Skiepko i Sebastian Leszczak). Rywale natomiast trafiali dalej, wykorzystując szczęśliwe okoliczności – zarówno przy drugiej bramce, jak i trzeciej trafiali do siatki gdy jeden z naszych reprezentantów leżał na parkiecie.
W drugiej połowie gra była już bardziej wyrównana. Nadal jednak Polacy mieli wielkie problemy ze skutecznością. Do siatki po przerwie trafił tylko De Oliveira, kompletując hat tricka. Biało-Czerwoni trzy razy obijali słupki bramki, bronionej przez Jurija Bellobuono.
Po meczu otwarcia, meczu o wszystko, polską reprezentację czeka więc tradycyjny mecz o honor – w czwartek z Portugalią. Polska odpadła z mistrzostw Europy jako pierwsza – w pozostałych grupach gra o awans toczyć się będzie do ostatniej rundy spotkań.