To częsty obrazek, gdy po ostatnim gwizdku finału z piłkarzy schodzą emocje i ciekną łzy. Płacz Hallera był jednak szczególny. – Po prostu dobrze jest zostać choć trochę nagrodzonym za to, że zawsze wierzyłem – zdążył tylko powiedzieć, po czym rozmawiający z nim Basile Boli mocno go przytulił i obaj się rozkleili.
Kilkanaście minut wcześniej napastnik Wybrzeża Kości Słoniowej strzelił gola na 2:1 w meczu z faworytem, czyli Nigerią. Na początku lipca 2022 roku ten sam Haller dowiedział się, że podejrzane zgrubienie na jego jądrze to złośliwy nowotwór.
„Fakt, że to on zdobywał zwycięskie bramki w półfinale i finale, jest wręcz zbyt tandetny” – napisał Michael Baechle z „Kickera” w korespondencji z Abidżanu.
Nie mógł się ruszać
Sebastien Haller urodził się i szkolił we Francji – grał dla niej jeszcze nawet w kadrze do lat 21.
Sebastien Haller (drugi od lewej w górnym rzędzie) jako piłkarz reprezentacji Francji do lat 19 - 2013 roku
Ostatecznie wybrał Wybrzeże Kości Słoniowej – a nazwisko wyrobił sobie w Niemczech. Jako piłkarz Eintrachtu Frankfurt stworzył „magiczny trójkąt” z Luką Joviciem i Ante Rebiciem.
Później jako piłkarz West Hamu furory nie zrobił, ale już Ajax – słynący ze szlifowania diamentów – pozwolił mu się odrodzić. Bił rekordy klubu w Lidze Mistrzów i kwestią czasu był transfer do większego klubu.
Codziennie sprawdzałem swoje ciało i czekałem na moment, gdy znów zobaczę swoje nazwisko na tablicy ze składem
Napastnika potrzebowała chociażby Borussia Dortmund, gdy Erling Haaland ruszył na podbój Premier League. Kosztował 30 mln euro i właśnie wtedy, zanim Haller zagrał oficjalny mecz dla BVB, usłyszał diagnozę.
– Najpierw spędziłem pięć dni w szpitalu, przez całą dobę przyjmowałem dożylnie chemię. Nie mogłem się ruszać, tylko leżałem – wspominał piłkarz. – Wiedziałem, że tracę siłę i sprawność, dlatego już pierwszego dnia po powrocie do domu wyszedłem na spacer. Potem doszła siłownia i bieganie po lesie. Codziennie sprawdzałem swoje ciało i czekałem na moment, gdy znów zobaczę swoje nazwisko na tablicy ze składem.
Wrócił do gry w styczniu 2023 roku, dziewięć goli w 19 meczach tamtej rundy to była duża rzecz. W tym sezonie dopadł go jednak kryzys, wciąż nie zdobył bramki w Bundeslidze, a kilka tygodni temu dopadł go uraz stawu skokowego.
Trudno było uwierzyć, że zostanie bohaterem podczas Pucharu Narodów Afryki w ojczyźnie. Już jedyny gol półfinału z Demokratyczną Republiką Konga wymagał świetnej koordynacji i sprytu. A trafienie z finału, gdy wysoko uniesioną stopą pchnął piłkę obok zaskoczonego bramkarza, przypominało zagrania Zlatana Ibrahimovicia, do którego bywał porównywany.
Selekcjoner Wybrzeża Kości Słoniowej: „Więcej niż bajka”
– Gdy w styczniu miał kontuzję, zastanawiałem się, czy powoływanie go na turniej w ogóle ma sens – przyznaje „Rz” Adriel Ba Loua, piłkarz Lecha Poznań z Wybrzeża Kości Słoniowej. – Dziś nawet nie wiem, jak opisać to, co się stało. Jego historia, ale też historia reprezentacji mojego kraju na tym turnieju pokazują, że nawet jeśli jest z tobą bardzo źle, musisz walczyć i możesz zwyciężyć. To inspiracja oraz uniwersalne przesłanie – dodaje Ba Loua.
Nie byłoby tej historii, gdyby nie korzystny zestaw wyników w innych grupach. Po zwycięstwie w meczu otwarcia Wybrzeże Kości Słoniowej przegrało bowiem z Nigerią 0:1 i doznało klęski 0:4 z Gwineą Równikową. Selekcjoner Jean-Luis Gasset został przegoniony, a kadrę poprowadził dalej jego asystent i były kadrowicz, Emerse Fae.
Po zwycięskim finale nie mógł uwierzyć w swoje szczęście: – To coś więcej niż bajka! – powtarzał.
Czytaj więcej
Afrykanie, którzy podczas demonstracji palą flagi Francji, noszą jednocześnie koszulki klubów Ligue 1 i nie ma w tym sprzeczności. Futbol jednoczy...
Wybrzeże z dalekiej podróży wracało też w meczach 1/8 i 1/4 finału, gdy w spotkaniach z Senegalem i Mali doprowadzało do dogrywki tuż przed końcem podstawowego czasu.
W historii turniejów reprezentacyjnych nie było drugiego takiego przypadku, by zespół, który doznał takiej klęski w fazie grupowej i w trakcie turnieju zmienił selekcjonera, na końcu triumfował.
– Takiego szaleństwa Wybrzeże Kości Słoniowej chyba wcześniej nie widziało – mówi Ba Loua i podkreśla, że impreza to dla kraju nie tylko sukces sportowy, ale też organizacyjny.
– Chodzi o jego rozwój oraz postrzeganie przez innych – wyjaśnia. – Wierzę, że więcej osób będzie chciało teraz przyjechać do mojej ojczyzny, nie tylko by ją zobaczyć, ale też może w niej zainwestować.