Japończyk piłkarzem klubu z Zabrza był przez niespełna rok. Przyszedł za 30 tysięcy euro z łotewskiej Valmiery, wiosną zeszłego sezonu wskoczył do podstawowego składu, a jesienią był wyróżniającą się postacią ekipy z Górnego Śląska.
Siedem goli i asysta to coś, co przekonało działaczy belgijskiego KAA Gent, którzy wyłożyli za 23-letniego pomocnika aż 2 mln euro. Wprawdzie 30 procent tej kwoty zabrzański klub musiał przelać na Łotwę, ale i tak zarobek jest ogromny.
Ryoya Morishita - pierwszy Japończyk w historii Legii
Czy na podobną historię liczy Legia, która na początku stycznia wypożyczyła z klubu Nagoya Grampus Ryoyę Morishitę.
Czytaj więcej
Lech Poznań jako jedyny polski klub znalazł się wśród stu najbardziej dochodowych akademii piłkarskich świata, bo w ostatniej dekadzie na sprzedaży...
To pierwszy Japończyk w historii warszawskiego zespołu. 26-letni gracz ma bogate CV, w J League rozegrał 120 meczów. Najlepiej czuje się na prawym skrzydle, choć może grać też po drugiej stronie boiska. Legia wypożyczyła go na rok z opcją pierwokupu. Jeśli się sprawdzi, to warszawski klub aktywuje klauzulę - pewnie z myślą, by następnie na nim zarobić. Do tego jednak daleka droga.
Morishita będzie 14. Japończykiem w historii Ekstraklasy. Od przyjścia pierwszego z nich mijają właśnie dwie dekady.
Jak nazywał się pierwszy japoński piłkarz w Ekstraklasie?
Kimitoshi Nogawa, bo o nim mowa, furory wprawdzie nie zrobił, ale był pionierem. Graczem Górnika Zabrze został zimą 2004 roku. Przyszedł z klubu brazylijskiego, zagrał trzy mecze w ekstraklasie. Jego transfer wywołał wielkie poruszenie. W Zabrzu mieli nadzieję, że zawodnik podbije ligę, ale nic z tego nie wyszło. Podobno Nogawa bardziej niż trenować, lubił jeździć koleją. PKP, co brzmi wręcz kuriozalnie, bardzo go zafascynowały. Wielkiej kariery nie zrobił. Po Górniku grał w Rumunii, a nawet w Kamerunie.
Rekordzistą wśród Japończyków pod względem liczby spotkań w Ekstraklasie jest Takafumi Akahoshi. W barwach szczecińskiej Pogoni wystąpił w 115 meczach i strzelił 14 goli. O jednego gola więcej zdobył najskuteczniejszy Japończyk w historii naszej ligi - Ryota Morioka. Uzyskał 15 trafień, ale Śląsk Wrocław postanowił sprzedać go do Waasland-Beveren za 275 tysięcy euro. Pół roku później Anderlecht Bruksela zapłacił za niego 2,5 mln. Dziś Morioka nadal gra w Belgii, w Charleroi. Ma na swoim koncie niemal 200 występów w belgijskiej ekstraklasie.
Czytaj więcej
Pomocnik reprezentacji Polski i Legii Warszawa zagra w Major League Soccer. Podpisał kontrakt z Atlanta United do 2028 roku.
Daisuke Matsui, który w 2013 roku trafił na pół roku do Lechii Gdańsk, był tym z Japończyków w naszej Ekstraklasie, któremu należy się miano piłkarsko najlepszego. Zagrał 31 razy w reprezentacji swojego kraju, był na Pucharze Konfederacji, igrzyskach olimpijskich, mundialu i Pucharze Azji. Zanim został piłkarzem Lechii, występował m.in. w Ligue 1. W Polsce grał przez pół roku, bo Jubilo Iwata aktywował klauzulę wykupu za 400 tysięcy euro. Do naszego kraju wrócił jesienią 2017 roku. Ale w Odrze Opole zagrał tylko w czterech meczach w I lidze.
Na wiosnę w kadrach klubów Ekstraklasy będzie trzech Japończyków. Prócz Morishity w naszej lidze grać będą Koki Hinokio ze Stali Mielec i Takuto Oshima z Cracovii.