Historia Dynama Wrocław była krótka, lecz głośna. Serhij Nedbajło, czyli biznesmen, a wcześniej trener kilku ukraińskich zespołów w 2015 roku założył we Wrocławiu zespół, którego skład zbudował wyłącznie z rodaków. Zgłosił go do C-klasy, czyli najniższego szczebla rozgrywek na Dolnym Śląsku, którym – to istotne – zarządzało tamtejsze Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych (LZS), a nie Polski Związek Piłki Nożnej (PZPN).
Ukraińcy, z których część miała już polskie obywatelstwo, wygrali ligę za drugim podejściem. Wyżej, w B-klasie, nie mogli jednak wystąpić. Przeszkodziły przepisy PZPN, które pozwalały na obecność w składzie maksymalnie dwóch zawodników spoza Unii Europejskiej. Nie pomogły listy do ówczesnego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka i apele do prezesa Dolnośląskiego ZPN Andrzeja Padewskiego. – Chłopaki jednogłośnie powiedzieli, że nie będą grać w C-klasie, skoro awansowaliśmy – opowiadał wtedy jeden z zawodników Dynama Maksym Siabro.
Rośnie liczba piłkarzy z Ukrainy na polskich boiskach
Na fanpage’u Dynama od dawno jest już cicho. Ostatni wpis, po rocznej przerwie, pojawił się trzy dni po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę. Wydarzenie to mogło tymczasem zmienić historię Dynama. Wkrótce po wybuchu wojny PZPN zmienił bowiem przepisy tak, że Ukraińcy zaczęli być traktowani jak zawodnicy z krajów unijnych. Dynamo mogłoby dziś grać nie tylko w B-klasie, ale i ligach centralnych.
Czytaj więcej
Sportowcy, którzy brali udział w prowojennych wiecach i apelowali o wsparcie dla żołnierzy, zakwa...
Wrocławski klub z przepisu nie skorzystał, ale Ukraińcy – już tak. Według danych, które „Rzeczpospolita” uzyskała w PZPN, na przełomie 2023 i 2024 roku uprawnionych do gry w polskich ligach, od Ekstraklasy do rozgrywek młodzieżowych, było 4498 zawodników legitymujących się ukraińskim obywatelstwem, w tym prawie setka kobiet.