Nie żyje Bobby Charlton, poeta Old Trafford

Zmarł Bobby Charlton, najlepszy rozgrywający w historii reprezentacji Anglii. Bez niego nie byłoby mistrzostwa świata i wielkiego Manchesteru United.

Publikacja: 23.10.2023 06:33

Sir Bobby Charlton (1937–2023)

Sir Bobby Charlton (1937–2023)

Foto: AFP

Był synem górnika z Ashington, gdzie przed wojną znajdowała się największa na świecie kopalnia węgla. Ojciec chciał, żeby starszy syn – Jackie – poszedł w jego ślady, ale kiedy chłopak zjechał pod ziemię, już następnego dnia tam nie wrócił. Powiedział, że woli zaciągnąć się do policji, niż być kretem w czarnej dziurze.

Nie zdążył. Był wyższy od kolegów, więc kiedy grał w piłkę, był najbardziej widoczny na boisku. Młodszy o dwa lata, niższy o sporo centymetrów, brat pętał się między nogami, ćwicząc umiejętności takiego panowania nad piłką, żeby ktoś go z tą piłką nie wykopał z boiska.

I, jak to w Anglii, ktoś zwrócił uwagę, że z tego Jackie’ego to może będzie prawdziwy piłkarz. Kiedy do domu Charltonów przyjechali wysłannicy Leeds United z propozycją dla Jackie’go, matka złapała się za głowę. „Chyba żeście powariowali. On nie umie grać w piłkę. Weźcie lepiej Bobby’ego”.

Cissie Charlton wiedziała, co mówi, bo była krewną słynnego napastnika Newcastle United i reprezentacji Jackie’ego Milburna, czyli wujka synów. Ale ci z Leeds wiedzieli swoje i w ten sposób starszy Charlton trafił do tego klubu. Żeby nie było złudzeń: pierwszych osiem lat spędził w drugiej drużynie lub na ławce pierwszej. „Przestrzegałam” – powiedziała matka.

Ale awans starszego brata bardzo pomógł młodszemu. Bobby był najlepszym zawodnikiem szkolnych drużyn East Northumberland Boys, a później Northumberland Juniors. I z tego poziomu, w roku 1954, trafił do szkolnej reprezentacji Anglii. Kiedy na Wembley wbił dwa gole Walijczykom, propozycje gry złożyło mu osiemnaście klubów, zachęcających na rozmaite sposoby. Wśród nich Arsenal, Wolverhampton i Manchester City.

Chronologicznie pierwszy był Chesterfield. Jednak Bobby po rozmowach z rodziną wybrał Manchester Utd. Skaut tego klubu Joe Armstrong powiedział chłopcu, że obserwuje go z polecenia Matta Busby’ego i Jimmy’ego Murphy’ego. Nawet piętnastoletni chłopak w Anglii wiedział, kim oni są. To robiło wrażenie.

W lidze debiutował na Old Trafford 6 października 1956 roku. W wygranym 4:2 meczu z Charlton strzelił dwie bramki. Miał wówczas 19 lat. Zmarł niemal dokładnie 67 lat po tamtym dniu.

Mózg i serce drużyny

Śmierć stała się smutną okazją do przypomnienia kariery Bobby’ego Charltona, w której głównie zwraca się uwagę na imponujące statystyki: 759 meczów i 249 bramek dla Manchesteru, 106 występów i 49 goli dla reprezentacji Anglii.

Ten rekord strzelecki miał szanse poprawić Gary Lineker. Podczas mistrzostw Europy w Szwecji (1992) żegnał się z drużyną narodową, mając na koncie 48 goli. W drugiej połowie ostatniego meczu, ze Szwecją, kiedy do awansu potrzebne było zwycięstwo, niewiele rozumiejący trener Graham Taylor zdjął jednak Linekera z boiska. Kapitana i najlepszego strzelca. Anglia przegrała, ale słowa dżentelmena Linekera wiele mówiły o nim i o Charltonie: „Może to i lepiej, że tak się stało. Taki rekord powinien należeć do kogoś tak wyjątkowego jak sir Bobby”.

Wiele lat później wyczyn Charltona poprawił Wayne Rooney, bo jednak rekordy są po to, aby je bić. Nie zmienia to faktu, że Charlton był kimś absolutnie wyjątkowym.

Należał do tzw. Dzieci Busby’ego – chłopaków, którzy w drugiej połowie lat 50. tworzyli Manchester Utd, zyskujący kibiców w całej Anglii dzięki pięknej grze. Dopóki nie spotkała ich tragedia.

6 lutego 1958 roku drużyna wracała z Belgradu, gdzie awansowała do półfinału europejskiego Pucharu Mistrzów. Samolot miał międzylądowanie w Monachium. Ale na ośnieżonym pasie nie mógł wystartować i uderzył w budynek dworca lotniczego. Zginęły 23 osoby, w tym ośmiu piłkarzy. Matt Busby i Bobby Charlton przeżyli, chociaż zostali ciężko ranni.

Dziesięć lat później drugie pokolenie „Dzieci Busby’ego”, po ekscytującym finale z dogrywką na Wembley, zdobyło, jako pierwsza angielska drużyna, Puchar Mistrzów. Większość z nich już nie żyje. Ale wówczas 19-, a dziś 74-letni Brian Kidd jeszcze niedawno pracował w sztabie Pepa Guardioli w Manchesterze City.

Bobby zaczynał jako napastnik. Kiedy w roku 1963 Anglia rozgrywała z okazji setnej rocznicy powstania federacji piłkarskiej mecz z Resztą Świata na Wembley, grał na lewym skrzydle i miał jeszcze włosy. Z czasem został mu już tylko przedziałek za uchem i śmieszna zaczeska, z której jednak nikt sobie nie drwił.

Jeszcze lepszym i większym piłkarzem Charlton stał się jako gracz drugiej linii. Ofensywny pomocnik ze świetnym dryblingiem, plasowanym strzałem, grą głową, ale przede wszystkim przeglądem pola. On widział i wiedział wszystko. W historii Anglii nie było lepszego pomocnika tego typu. Większość grała standardowo, bardzo przewidywalnie, a typowym przedstawicielem tej szkoły stała się kilka lat później legenda West Hamu Trevor Brooking.

Charlton tym się od nich wszystkich różnił, że nigdy nie było wiadomo, co zrobi i jak zagra. W reprezentacji Anglii, która w roku 1966 zdobyła tytuł mistrza świata, opoką był środkowy obrońca, kapitan Bobby Moore, ale to Bobby Charlton stanowił mózg i serce tej drużyny.

Cztery lata później, na mundialu w Meksyku, kiedy w ćwierćfinałowym pojedynku z Niemcami, prowadząc 2:0, trener Alf Ramsey zdjął Charltona z boiska, chcąc oszczędzić jego siły, Anglia straciła nie tylko mózg, ale i serce. Dała sobie wbić trzy bramki i odpadła z turnieju.

To on w przepięknym półfinale z Portugalią na mistrzostwach w Anglii strzelił dwie bramki dające awans, on doprowadził do zwycięstwa nad Benficą w finale Pucharu Mistrzów. Był po prostu genialny.

Grał wyczynowo do roku 1975, czyli 38. roku życia. Praca trenera nie stała się jego żywiołem. Hołubiony przez swój macierzysty klub przez prawie czterdzieści lat pełnił godność członka zarządu Manchesteru United. Wraz z Irlandczykiem z Północy Georgem Bestem i Szkotem Denisem Law tworzy pomnik, tzw. Świętej Trójcy (Holy Trinity, United Trinity), stojący naprzeciwko stadionu Old Trafford. Wszyscy trzej, jako zawodnicy MU, zdobyli Złotą Piłkę magazynu „France Football” dla najlepszego gracza Europy. Z drugiej strony ulicy patrzy na nich z pomnika Matt Busby.

Elegancki dżentelmen

Bobby Charlton zostanie zapamiętany nie tylko jako fantastyczny piłkarz, ale i dżentelmen. Elegancki, wyprostowany, zawsze grający fair pozostał takim samym człowiekiem z zasadami po zejściu z boiska. Zawsze w garniturze, pod krawatem, uśmiechający się jak królowa Elżbieta. Angażował się w proces usuwania min przeciwpiechotnych z pól bitewnych. Widownia nazywała go „Poetą Old Trafford”. Królowa uhonorowała go tytułem szlacheckim, FIFA – złotym medalem, a UNESCO dyplomem Fair Play.

W angielskiej reprezentacji, która w roku 1966 zdobyła mistrzostwo świata, pierwszy raz w historii tego turnieju brat zagrał obok brata. Podobno ich matka wciąż nie mogła w to uwierzyć, więc pod adresem Jackie’ego rzuciła tylko: „A przy tej bramce Webera mógłbyś się lepiej postarać”. A w stronę Bobby’ego: „do ciebie nic nie mam”.

Z tamtej jedenastki pozostał już tylko strzelec trzech bramek w finale Geoff Hurst.

Piłka nożna
Bayern Monachium: nowy trener, stare cele. Odzyskać panowanie w Niemczech
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Piłka nożna
Król wylądował w Madrycie. Kylian Mbappe już w koszulce Realu
Piłka nożna
Gareth Southgate podjął decyzję. Koniec pewnej epoki w reprezentacji Anglii
Piłka nożna
Zmierzch bogów. Dziś w futbolu karty rozdaje nowe pokolenie
Piłka nożna
Czy Lionel Messi zagra jeszcze na mundialu w 2026 roku?