Polonia Warszawa odbija się od dna

Pierwsze zwycięstwo Polonii w I lidze – 3:2 z Arką Gdynia – najmocniej przeżywał prezes Grégoire Nitot. Po meczu wylewnie dziękował na murawie swoim piłkarzom. Tylko czy ekscentrycznemu biznesmenowi wystarczy przy Konwiktorskiej cierpliwości?

Publikacja: 08.08.2023 16:32

Prezes Polonii Warszawa Grégoire Nitot ściskający po meczu z Arką Gdynia młodzieżowca Bartosza Biedr

Prezes Polonii Warszawa Grégoire Nitot ściskający po meczu z Arką Gdynia młodzieżowca Bartosza Biedrzyckiego

Foto: Michał Płociński

Warszawska Polonia rozsmakowała się w strzeleckich ucztach, we wszystkich jej trzech meczach w tym sezonie padało po pięć bramek. Po dwóch porażkach u siebie wynikami 2:3 w poniedziałek polonistom udało się odwrócić role – tym razem to oni wygrali 3:2 i uciszyli kibiców gospodarzy, choć w Gdyni i tak cały wieczór był wyjątkowo cichy. Piłkarze obu drużyn zaserwowali emocjonujące widowisko, ale trybuny przy Olimpijskiej świeciły pustkami. I nie przez chłodną, typowo jesienną pogodę, a kibicowski bojkot. Mecz Arka - Polonia przywołał najgorsze piłkarskie wspomnienia z czasów pandemicznych lockdownów i meczów przypominających treningi, rozgrywanych w przeraźliwej ciszy.

Dlaczego kibice bojkotują mecze Arki

W Gdyni bez zmian, kibice od początku sezonu dają do zrozumienia Michałowi Kołakowskiemu, że tylko jedną decyzję nielubianego właściciela przyjmą gromkim aplauzem – sprzedaż klubu. Fani Polonii przybyli z wyrazami wsparcia, rozwieszając w swoim sektorze transparent „Arka bez Kołaków”. Ta solidarność wynikła na pewno z pamięci o dawnej kibicowskiej zgodzie łączącej Portowców i Czarne Koszule, ale po części pewnie i z tego, że warszawianie sami przeżywali przeróżne przygody z właścicielami, przez co Polonia od 2013 roku musi się piąć po ligowych szczeblach od piątego poziomu rozgrywek. Zresztą garstka obecnych na stadionie sympatyków Arki wychwyciła to skojarzenie w mig i na stadionie dało się usłyszeć: „Obyśmy i my nie musieli zaczynać za rok od IV ligi”.

Czytaj więcej

Gregoire Nitot: Marzę o Ekstraklasie, bo pieniądze mogą się szybko skończyć

Sytuacja na Polonii jest dziś zupełnie inna, francuski biznesmen Grégoire Nitot cieszy się dużym zaufaniem kibiców. Gdy Kołakowskiemu w Gdyni zarzuca się brak sportowych ambicji, to ekscentryczny właściciel firmy informatycznej Sii potężnym wkładem z własnej kieszeni zagwarantował Polonii dwa awanse w dwa lata. A w Trójmieście, mimo niemeczowej atmosfery na trybunach i pochmurnej pogody, wręcz promieniał. Widać było, jak bardzo go cieszy odważna gra drużyny, zupełnie inna niż przed tygodniem z Wisłą Kraków, gdy poloniści tak przestraszyli się bardziej doświadczonego przeciwnika, że w pierwszej połowie wydawało się, że grają w „piłka parzy”. A zarazem gra bardziej konsekwentna niż w premierowym meczu sezonu z GKS Tychy, gdy po dwóch  szybko strzelonych bramkach osiedli na laurach.

Jak Polonia odniosła pierwsze zwycięstwo w I lidze

Poloniści ruszyli do ataku od pierwszego gwizdka i dość szybko wyszli na prowadzenie po świetnym rajdzie Wojciecha Fadeckiego, ale jeszcze szybciej stracili potem gola na 1:1. Po koszmarnych błędach w obronie i niepewnym wyjściu z bramki Mateusza Kuchty piłkę do pustej siatki skierował Karol Czubak, król strzelców poprzedniego sezonu. Ale warszawianie nie oddali inicjatywy i jeszcze przed przerwą Michał Bajdur odzyskał dla nich prowadzenie drugim już w tej rundzie golem bezpośrednio z rzutu wolnego. I znowu role się odwróciły: tym razem to nie Polonia dostała bramkę do szatni.

Od początku drugiej połowy zaatakowali Portowcy, ale znowu to warszawianie pierwsi strzelili bramkę – po wrzutce w pole karne gola strzelił obrońca Michał Kołodziejski. I zamierzali iść za ciosem. Trener Rafał Smalec, który w pierwszym meczu z Tychami próbował bronić wyniku, zasypując zespół defensywnymi zmianami, tym razem odwagi miał może nawet za dużo, bo przy dwubramkowym prowadzeniu postanowił wprowadzić na boisko drugiego napastnika zamiast po prostu zmienić ciężko walczącego w ataku Szymona Kobusińskiego, który wyglądał jakby oddychał już rękawami.

Nerwówki w końcówce warszawianie mogli uniknąć, gdyby wprowadzony w drugiej połowie Marcin Kluska wykorzystał idealne podanie Piotra Marcinca i chwilę wcześniej zamknął mecz

Ale prezes Nitot obserwował to ze spokojem i wyraźną satysfakcją, zdradzając postawą ciała, że właśnie takiej odważnej postawy oczekuje. I mina nie zrzedła mu nawet po dość przypadkowym golu kontaktowym, strzelonym po zamieszaniu w polu karnym w 85. minucie przez Michała Marcjanika. Nerwówki w końcówce warszawianie mogli uniknąć, gdyby wprowadzony w drugiej połowie Marcin Kluska wykorzystał idealne podanie Piotra Marcinca i chwilę wcześniej zamknął mecz. Ale prezes chyba i tak widział po postawie swoich piłkarzy, że idą tego wieczora po trzy punkty.

Polonia nie odstaje od faworytów I ligi

Na Polonii wreszcie zapanował optymizm. Już po pierwszych meczach widać było, że mądrze budowana drużyna nawet bez poważnych wzmocnień może poradzić sobie w I lidze. W końcu potrafiła momentami stłamsić GKS Tychy i grać jak równy z równym z hiszpańską Białą Gwiazdą. Ale dopiero zwycięstwo przy Olimpijskiej potwierdziło tę tezę. Po końcowym gwizdku Grégoire Nitot zbiegł na murawę i dziękował każdemu z zawodników z osobna, najdłużej ściskając się z lewym obrońcą Bartoszem Biedrzyckim, młodzieżowcem, który rozegrał świetne zawody, choć nie zdołał ich ukoronować golem, gdy po świetnym zwodzie w polu karnym zabrakło mu niestety zimnej krwi i prawej nogi.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Polonia Warszawa – 20 lat minęło

Trudno było nie zauważyć, że to zwycięstwo dla francuskiego właściciela waży dużo więcej niż trzy punkty. Sprawiał wrażenie, jakby zobaczył na boisku potwierdzenie całej swojej wizji budowy zespołu. Jego przedsezonowe zapowiedzi, że marzy o trzecim awansie z rzędu, po meczu w Gdyni nie wyglądają już wcale brawurowo. Polonia nie odstaje bynajmniej od faworytów, choć na pewno trener Smalec musi jeszcze poukładać obronę, która w pierwszych trzech spotkaniach puściła aż osiem bramek. Ale o atak, który strzelił siedem – i to uznanym firmom – martwić się nie musi. Wraz z rozwojem sezonu problemem może okazać się też dość wąska ławka. choć jeszcze jest czas, by drużynę odrobinę wzmocnić. A po tym, co prezes widział w Gdyni, może być skory zaryzykować kolejne transfery. Bo przy odrobinie szczęścia Polonia spokojnie może pomarzyć o barażach.

Jak Grégoire Nitot zarządza klubem

Gorzej, jeśli tego szczęścia zabraknie, bo uśmiechnięty od ucha do ucha właściciel, który wykłada z własnej kieszeni grube miliony w swoje marzenie o awansie do Ekstraklasy, dał się poznać na Konwiktorskiej i z drugiej, nieco gorszej strony. Jak na ekscentryka przystało, bywa w gorącej wodzie kąpany. Potrafił obrazić kibiców, którzy narzekają na wysokie ceny karnetów, pokłócić się w serwisach społecznościowych z ciężko harującymi dla klubu pracownikami czy blokować w ostatniej chwili długo negocjowane projekty. Nitot daje klubowi bardzo dużo, ale zdaje się, że tyle samo wymaga od wszystkich wokół: pracowników, piłkarzy, a nawet kibiców. I nie lubi, jak cokolwiek idzie nie po jego myśli.

W przeciwieństwie do atmosfery w Arce, gdzie trwa kibicowski bojkot wymierzony w prezesa i która ostatni mecz domowy wygrała 3 marca, w Warszawie nastroje są bojowe

Pytanie, czy prezesowi wystarczy cierpliwości, jeśli po kolejnym, bardzo trudnym meczu, jaki czeka Polonię na Konwiktorskiej z Miedzią Legnica w najbliższy poniedziałek, znowu powróci seria porażek i trzeba będzie myśleć raczej o obronie przed spadkiem, a nie szansach na awans. I gdy trener zamiast wpuszczać kolejnych napastników zacznie bronić cennych w walce o utrzymanie remisów.

Ale zdaje się, że na razie na Polonii nikt sobie takich pytań nie zadaje, bo w przeciwieństwie do atmosfery w Arce, gdzie trwa kibicowski bojkot wymierzony w prezesa i która ostatni mecz domowy wygrała 3 marca, w Warszawie nastroje są bojowe, a naciskający na awanse właściciel uważany jest za coś najlepszego, co spotkało ten klub od 10 lat. Polonia odbija się więc od dna, tak w tabeli I ligi, jak i patrząc szerzej – po najcięższej dekadzie w swojej historii. I ma mocne argumenty, by w kolejnym sezonie odbić się jeszcze wyżej.

Warszawska Polonia rozsmakowała się w strzeleckich ucztach, we wszystkich jej trzech meczach w tym sezonie padało po pięć bramek. Po dwóch porażkach u siebie wynikami 2:3 w poniedziałek polonistom udało się odwrócić role – tym razem to oni wygrali 3:2 i uciszyli kibiców gospodarzy, choć w Gdyni i tak cały wieczór był wyjątkowo cichy. Piłkarze obu drużyn zaserwowali emocjonujące widowisko, ale trybuny przy Olimpijskiej świeciły pustkami. I nie przez chłodną, typowo jesienną pogodę, a kibicowski bojkot. Mecz Arka - Polonia przywołał najgorsze piłkarskie wspomnienia z czasów pandemicznych lockdownów i meczów przypominających treningi, rozgrywanych w przeraźliwej ciszy.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Mecz bez historii, Robert Lewandowski bez gola. Barcelona bliżej wicemistrzostwa
Piłka nożna
Kolejny sezon Ligi Mistrzów. Piraci wzięli kurs na Europę
Piłka nożna
Czy będzie grupowy coming-out w zawodowej piłce nożnej?
Piłka nożna
Czy Manchester United i Chelsea zagrają w europejskich pucharach?
Piłka nożna
Kto poprowadzi największe kluby w przyszłym sezonie? Ruszyła karuzela nazwisk