Liga Mistrzów. Manchester City wreszcie podbił Europę, wielki wieczór Guardioli

Arabscy właściciele angielskiego klubu spełnili swoje marzenie. City pierwszy raz w historii sięgnęli po najważniejsze klubowe trofeum, pokonując w Stambule Inter Mediolan 1:0.

Publikacja: 10.06.2023 23:40

Triumf piłkarzy Manchesteru City

Triumf piłkarzy Manchesteru City

Foto: AFP

Finały mają to do siebie, że bywają taktyczną rozgrywką i kreują nieoczywistych bohaterów. Tak było również w sobotę wieczorem. Nie bijący strzeleckie rekordy Erling Haaland, ani Bernardo Silva czy Ilkay Guendogan, lecz Rodri sprawił, że w niebieskiej części Manchesteru strzeliły korki od szampanów.

Kontuzja Kevina de Bruyne

To właśnie defensywny pomocnik City zakończył ładną akcję zespołu precyzyjnym uderzeniem. Była 68. minuta. Do tego czasu działo się niewiele. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie poza bramkową okazją Haalanda najważniejszym wydarzeniem była kontuzja Kevina de Bruyne. Lider Manchesteru City już po pół godzinie musiał zejść z boiska. Po tym, jak poczuł ból, próbował przez chwilę kontynuować grę, ale nie dał rady.

Belg ma wyjątkowego pecha do finałów. Dwa lata temu również nie dotrwał do końca, ale wtedy grał jednak dłużej (przez godzinę). Porażkę z Chelsea oglądał ze łzami w oczach. Teraz też z trudem powstrzymywał się przed płaczem, gdy opuszczał murawę (zmienił go Phil Foden). Cierpiał, tak jak cała drużyna.

Bramka Rodriego na szczęście ożywiła mecz. Inter, który wcześniej skutecznie wybijał rywali z rytmu, musiał mocniej zaatakować, i już chwilę później mógł doprowadzić do wyrównania. Strzał Federico Dimarco trafił w poprzeczkę, a potem Romelu Lukaku stanął na drodze dobitki.

Lukaku miał być tym rezerwowym Interu, który odmieni losy spotkania. Mimo prób, nie zdołał. Piłkarze Pepa Guardioli byli tak zdeterminowani, by wreszcie wstawić do gabloty najbardziej pożądane trofeum, że nie dali sobie wyszarpać zwycięstwa, choć jeszcze w doliczonym czasie mogli stracić bramkę, gdyby nie interwencja Edersona.

Marciniak przybija piątkę z Guardiolą

- Jeśli chcemy zrobić ostateczny krok jako wielki klub, potrzebujemy zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Nie da się tego uniknąć - opowiadał przed finałem Guardiola.

Czekał na ten triumf 12 lat. Po ostatnim gwizdku Szymona Marciniaka, który potwierdził, że jest obecnie najlepszym sędzią, odetchnął z ulgą, potem już wyraźnie rozluźniony przybił piątkę z polskim arbitrem. W końcu nie będzie musiał słuchać, że wygrywać w Europie potrafił tylko z Barceloną.

To trzeci triumf Guardioli. Został pierwszym trenerem, który z dwoma różnymi zespołami wywalczył potrójną koronę. Mówił, że Champions League dała mu wiele złych chwil, które go zraniły i zawsze będą w jego pamięci, ale dała mu też wiele pięknych momentów. W sobotę w Stambule dopisał kolejny cudowny rozdział w swojej karierze.

Liga Mistrzów
Finał

Manchester City - Inter Mediolan 1:0
(Rodri 68)

Finały mają to do siebie, że bywają taktyczną rozgrywką i kreują nieoczywistych bohaterów. Tak było również w sobotę wieczorem. Nie bijący strzeleckie rekordy Erling Haaland, ani Bernardo Silva czy Ilkay Guendogan, lecz Rodri sprawił, że w niebieskiej części Manchesteru strzeliły korki od szampanów.

Kontuzja Kevina de Bruyne

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Finał Ligi Mistrzów. Ostatni krok do doskonałości Manchesteru City
Piłka nożna
Liga Mistrzów: Kelnerzy bali się podejść
Piłka nożna
Liga Mistrzów. Czy Guardiola znów przesadzi?
Piłka nożna
Sto grzechów Manchesteru City
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Piłka nożna
Lautaro Martinez - najgroźniejsza broń Interu w finale Ligi Mistrzów
Piłka nożna
Euro 2024 rozpoczęte. Niemcy rozbili Szkocję, młodzi biorą sprawy w swoje ręce