Korespondencja z Pragi

Santos na pierwsze pytanie odpowiedział, kiedy konferencja trwała już ponad cztery minuty. Pojawiły się problemy z tłumaczeniem, a on porozumiewa się tylko po portugalsku. Cztery minuty to dużo czasu. Jego podopieczni po 129 sekundach meczu w Pradze przegrywali już z Czechami 0:2. Początek konferencji z otwarciem meczu współgrał więc harmonijnie - nic nie działało tak, jak należy.

- Rywale zasłużyli na zwycięstwo. Nic nie poszło tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Zawodnicy byli przygotowani i wierzyli w to, co ma być dobre dla drużyny. Trudno jednak zrozumieć, jak miała wyglądać nasza gra, skoro już na początku straciliśmy dwa gole - przyznaje Santos.

Czytaj więcej

Czechy - Polska 3:1. Wstyd! Polacy bez szans w Pradze

Polacy pierwszego gola stracili po rzucie z autu (strzelił go Ladislav Krejci), choć selekcjoner uczulał ich, że Czesi mają taką broń w swoim arsenale. - Wiedzieliśmy, że tak robią, a jednak zdobyli bramkę. Zaskoczyły mnie te pierwsze minuty. Jako selekcjoner jestem jednak odpowiedzialny za moje wybory. Zawodnicy próbowali, ale nie zawsze zachowywaliśmy się odpowiednio - mówi.

Santos zapowiada, że przed Polakami dużo pracy nad mentalnością. - Musimy porozmawiać o futbolu. O tym, co możemy zrobić technicznie oraz taktycznie. Nie możemy przy 0:2 grać tak, jakby nic się nie wydarzyło. Jesteśmy smutni i zawiedzeni, ale nadszedł czas, żeby podnieść głowy oraz je schłodzić - wyjaśnia selekcjoner.

Nasza reprezentacja meczem z Czechami rozpoczęła eliminacje Euro 2024. Polacy wciąż mają wszystko w swoich rękach, bo awans wywalczą dwie drużyny, a oni przegrali na wyjeździe z najsilniejszym przeciwnikiem w grupie. Teraz podopieczni Santosa zagrają z Albańczykami i w tym spotkaniu na wpadkę już nie mogą sobie pozwolić. Początek poniedziałkowego spotkania w Warszawie o 20:45.