Korespondencja z Pragi
Santos na pierwsze pytanie odpowiedział, kiedy konferencja trwała już ponad cztery minuty. Pojawiły się problemy z tłumaczeniem, a on porozumiewa się tylko po portugalsku. Cztery minuty to dużo czasu. Jego podopieczni po 129 sekundach meczu w Pradze przegrywali już z Czechami 0:2. Początek konferencji z otwarciem meczu współgrał więc harmonijnie - nic nie działało tak, jak należy.
- Rywale zasłużyli na zwycięstwo. Nic nie poszło tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Zawodnicy byli przygotowani i wierzyli w to, co ma być dobre dla drużyny. Trudno jednak zrozumieć, jak miała wyglądać nasza gra, skoro już na początku straciliśmy dwa gole - przyznaje Santos.
Czytaj więcej
Fernando Santos mógł myśleć, że jako trener widział wszystko, ale nasi piłkarze go zaskoczyli. No...
Polacy pierwszego gola stracili po rzucie z autu (strzelił go Ladislav Krejci), choć selekcjoner uczulał ich, że Czesi mają taką broń w swoim arsenale. - Wiedzieliśmy, że tak robią, a jednak zdobyli bramkę. Zaskoczyły mnie te pierwsze minuty. Jako selekcjoner jestem jednak odpowiedzialny za moje wybory. Zawodnicy próbowali, ale nie zawsze zachowywaliśmy się odpowiednio - mówi.