Odlot selekcjonera. Już tylko kilku członków zarządu PZPN za pozostawieniem Michniewicza

Czesław Michniewicz wciąż pozostaje selekcjonerem. Jednak po informacjach z posiedzenia zarządu PZPN-u jest już tylko jedno pytanie: kiedy przestanie nim być.

Publikacja: 19.12.2022 03:00

Prezes PZPN Cezary Kulesza ma tylko jedno do zrobienia: rozstać się z Czesławem Michniewiczem jak na

Prezes PZPN Cezary Kulesza ma tylko jedno do zrobienia: rozstać się z Czesławem Michniewiczem jak najszybciej

Foto: PAP/Jakub Kaczmarczyk

Michniewicz selekcjonerem w ogóle nie powinien zostać z powodów merytorycznych i etycznych, bo jest bardzo przeciętnym trenerem, a jego zażyłe kontakty z „Fryzjerem”, szefem mafii piłkarskiej, były kompromitujące. O jednym i drugim wiedziano, a mimo tego prezes PZPN-u go zatrudnił. Występ Polaków na mundialu i okoliczności temu towarzyszące pokazały, że było gorzej, niż mogliśmy oczekiwać.

Piłkarze wyszli z łatwej grupy, ale pochwał nie zebrali. Męczyli nas defensywną grą, zgodnie z taktyką wybraną przez trenera. Taką, która wprawdzie doprowadziła do celu, jakim był awans do drugiej rundy, ale ograniczała możliwości najlepszego napastnika świata.

Zwykle w takich sytuacjach osoba odpowiedzialna za wynik robi rachunek sumienia, widzi, co się nie udało, szuka winy w sobie. Michniewicz jednak przyjął taktykę dość charakterystyczną w dzisiejszych czasach dla wielu osób na stanowiskach. Takich, którzy przekuwają porażkę w sukces. Zwykły człowiek, słysząc, że zrobił coś nie tak, a ludzie dają wyraz dezaprobaty dla takiej pracy, schowałby się w mysią dziurę, albo zrezygnował z pracy.

Ale nie Michniewicz, któremu takie uczucia jak wstyd lub przynajmniej zażenowanie są obce. Godzi się więc na publiczne, upokarzające grillowanie, żeby pazurami trzymać się posady.

Uwierzył, że jest lepszy

Wydawało się, że selekcjoner wyciągnął wnioski z początków swojej pracy, kiedy groził sądem dziennikarzowi, zadającemu niewygodne pytania. W Katarze, najwyraźniej chcąc skrócić dystans, spytał dziennikarzy, jak sobie dają radę bez alkoholu. Gdybym był w tej grupie, odpowiedziałbym pytaniem: A pan?

Szczytem braku instynktu zachowawczego było zablokowanie po turnieju na Twitterze kont dziennikarzy, wygłaszających na temat trenera i jego pracy nieprzychylne mu opinie.

Michniewicz stracił poczucie rzeczywistości, całkiem odleciał, i to nie F16, które eskortowały samolot z kadrą lecącą na mundial. Ale może właśnie między innymi dlatego. Może miał poczucie bezpieczeństwa i nietykalności, wynikające z faktu, że spotyka się z premierem i ustala z nim premie. Nie informuje o tym prezesa PZPN-u, który jest jego pracodawcą, bo po co? Ma lepsze znajomości, więc uwierzył, że i sam jest lepszy.

Uwierzył, że nikt mu krzywdy nie zrobi, skoro po jego wyborze na selekcjonera doradca premiera Morawieckiego Mariusz Chłopik napisał na Twitterze: „Bardzo sensowny ruch @CzarekKulesza ws @czesmich. Wyczekał do końca Prezes i wybrał najlepsze rozwiązanie”. A Marcin Warchoł zareagował na ten wpis: „To prawda. Nie mogło być lepszego wyboru”.

Mariusz Chłopik to doradca premiera, członek zarządu Legia Training Center, Marcin Warchoł – podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Obydwaj, jak widać, to eksperci także w sprawach futbolowych.

Będą go bronić nadal, czy uznali, że Michniewicz już stał się obciążeniem i jego obrona przestała mieć sens?

Problem narasta, ponieważ podczas czwartkowego zebrania zarządu PZPN-u trener, składając sprawozdanie, przedstawił występ reprezentacji w Katarze jako sukces. Zaznaczył tylko, że popełnione zostały błędy w komunikacji z mediami, co przyczyniło się do złej atmosfery wokół kadry. Obwinił za to personalnie menedżera kadry i rzecznika PZPN-u Jakuba Kwiatkowskiego. I kiedy już to oznajmił, wyszedł, zostawiając zebranych, najważniejszych ludzi w polskiej piłce, bo śpieszył się na samolot.

Wezwani o trzeciej w nocy

Pierwszy napisał o tym Roman Kołtoń w Interii. Poproszony przez zarząd o wyjaśnienia rzecznik PZPN-u, menedżer kadry Jakub Kwiatkowski odrzucił te insynuacje. Stwierdził, że odbyło się ponad 20 konferencji prasowych. „Michniewicz najchętniej brałby udział w każdej z nich” – cytuję za Interią.

Kwiatkowski pracuje w PZPN-ie od jesieni roku 2012. Organizował konferencje Waldemara Fornalika, Adama Nawałki, Jerzego Brzęczka, Paulo Sousy, teraz Czesława Michniewicza, a jeszcze wcześniej Leo Beenhakkera. On niewątpliwie zna się na tym, co robi, o czym dziennikarze dobrze wiedzą.

Jeszcze ciekawsze okazało się to, co Kwiatkowski powiedział członom zarządu o wydarzeniach po meczu z Argentyną. O wpół do trzeciej w nocy Michniewicz wezwał liderów kadry, aby porozmawiać o premiach od prezesa Rady Ministrów. Selekcjoner miał dzielić premie sam. Zobowiązał Kamila Potrykusa do zebrania numerów kont zawodników, bo trzeba to zrobić szybko.

Kamil Potrykus to asystent selekcjonera. Pracowali razem w klubach i razem przyszli do PZPN-u. Potrykus nie jest znany w środowisku trenerskim, ponieważ formalnie nie jest trenerem. Jak dowiedziała się „Rz”, asystent selekcjonera reprezentacji Polski nie ma licencji trenerskiej. Zarabia jednak w PZPN-ie duże pieniądze.

Nocne spotkanie selekcjonera ze starszyzną drużyny odbywało się przed meczem z Francją. Sprawy finansowe przesłoniły sportowe. Słychać głosy, że po czwartkowym zebraniu już tylko trzech z 17 członków zarządu byłoby skłonnych poprzeć wniosek o pozostawieniu Michniewicza na stanowisku. Podobno piłkarze obecnej kadry nie chcą z nim współpracować.

Jeśli na czele narodowego banku stoi Adam Glapiński, ministerstwa edukacji – Przemysław Czarnek, trybunału – Julia Przyłębska, telewizji publicznej Jacek Kurski, a komendant główny policji odpala w gabinecie granatnik, nie wiedząc, że w środku jest pocisk, to Michniewicz mógł być selekcjonerem. Nie dość, że nie potrafił trenować, to nie umiał się też zachować i strzelał samobóje ślepakami. Takie czasy.

Michniewicz selekcjonerem w ogóle nie powinien zostać z powodów merytorycznych i etycznych, bo jest bardzo przeciętnym trenerem, a jego zażyłe kontakty z „Fryzjerem”, szefem mafii piłkarskiej, były kompromitujące. O jednym i drugim wiedziano, a mimo tego prezes PZPN-u go zatrudnił. Występ Polaków na mundialu i okoliczności temu towarzyszące pokazały, że było gorzej, niż mogliśmy oczekiwać.

Piłkarze wyszli z łatwej grupy, ale pochwał nie zebrali. Męczyli nas defensywną grą, zgodnie z taktyką wybraną przez trenera. Taką, która wprawdzie doprowadziła do celu, jakim był awans do drugiej rundy, ale ograniczała możliwości najlepszego napastnika świata.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Takiego sezonu Robert Lewandowski nie miał od 11 lat. Czy Hansi Flick odmieni Barcelonę?
Piłka nożna
Holstein Kiel zadebiutuje w piłkarskiej Bundeslidze
Piłka nożna
Ekstraklasa. Dlaczego Jagiellonia Białystok została mistrzem Polski?
Piłka nożna
PKO BP Ekstraklasa. Jagiellonia mistrzem Polski. Kto trzecim spadkowiczem?
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Piłka nożna
Xavi zwolniony z Barcelony przed ostatnim meczem sezonu
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?