Po czterech kolejkach zmagań zdecydowanie lepsze nastroje panowały w Kielcach. Korona miała w dorobku siedem oczek, podczas gdy jej piątkowy rywal - zaledwie trzy, wywalczone w dodatku w pierwszej kolejce (1:0 z Pogonią Szczecin). Grający przed własną publicznością beniaminek był uznawany za faworyta spotkania, lecz zespół Gino Lettieriego po raz kolejny pokazał, że trzeba się z nim liczyć.
Miedź od pierwszych minut kąsała groźnymi atakami. Już w 6. przed szansą stanął po indywidualnej akcji Zieliński, ale jego uderzenie obronił Hamrol. Po raz kolejny naprawdę gorąco pod bramką gości zrobiło się po 30 minutach gry. Wtedy to Santana ładnie pokazał się z lewej strony i zagrał piłkę wzdłuż bramki. Przy dalszym słupku czaił się Łobodziński, lecz nie trafił w światło bramki. Co nie udało się wtedy, mogło przyjść niespełna 60 sekund później. Po strzale Zielińskiego fatalny błąd popełnił Hamrol, który wypuścił piłkę z rąk i był bliski trafienia samobójczego. Pod koniec pierwszej części gry gospodarze szukali długich podań w stronę Piaseckiego, lecz żadne z nich nie przerodziło się w groźną sytuację bramkową. Przed zmianą stron gole nie padły - relacjonuje Onet.pl.