Z gry w kadrze zrezygnował trzy lata temu i nikt nie powinien mieć do niego pretensji. 8 stycznia 2010 roku przeżył jedną z najgorszych chwil w swoim życiu, kiedy tuż przed Pucharem Narodów Afryki w Angoli autokar reprezentacji ostrzelali rebelianci z Prowincji Kabinda.
Ostrzelali to mało powiedziane. Tam była regularna bitwa, a piłkarze byli w środku niej, bez możliwości ucieczki, bo zaraz na samym początku zginął kierowca Mario Adjoua. Wojsko otworzyło do partyzantów ogień, a piłkarze mogli tylko ukryć się za siedzeniami. Piekło trwało 20 minut, a potem trzeba było rannych odwieźć do szpitala. Trzy osoby zginęły. Adebayor miał szczęście, prawie nie oberwał, ale napatrzył się jak cierpią jego koledzy.
Powiedział, że już więcej w reprezentacji nie zagra. Wytrzymał do listopada 2011 roku, kiedy zagrał w eliminacjach mistrzostw świata z Gwineą Bissau (1:0). Ale kiedy zbliżał się termin kolejnego Pucharu, w tym roku w RPA (19 stycznia – 10 lutego), znów pojawiły się wątpliwości: zagra, czy nie zagra?
Miał już nie grać, niektórzy mówili, że pokłócił się z federacją o pieniądze. Kibice wiedzą, że dla Adebayora pieniądze są ważne. W listopadzie zeszłego roku groził, że nie zgodzi się na podpisanie umowy z Tottenhamem, jeśli obetną mu zarobki. W Manchesterze City u szejków zarabiał 170 tys. funtów tygodniowo, a w Tottenhamie najwyższe zarobki sięgały wtedy 100 tys.
Zobacz niesamowite bramki Emmanuela Adebayor
- Wszyscy gramy dla pieniędzy. Jestem z Afryki i jestem coś winien mojej społeczności. Wiecie, że działam charytatywnie i nikogo nie proszę o wsparcie. Robię to za własne pieniądze - tłumaczył wtedy. Teraz zaprzeczał, że chodzi mu o premie za występy w kadrze.
- Dostajemy tysiąc funtów za mecz. Nie rezygnowałbym z kadry dla pieniędzy. Chodzi o organizację, a raczej jej brak - opowiadał. Adebayor bał się powtórki z tego, co wydarzyło się trzy lata temu, ale jednak dał się przekonać.
- Oczywiście, że Adebayor będzie z nami w RPA - powiedział prezes Piłkarskiej Federacji Togo Ameyi Gabriel. Z tej decyzji na pewno nie cieszy się trener Andre Villas-Boas, który zostanie tylko z jednym napastnikiem w kadrze klubu - Jermainem Defoe.
Portugalczyk zapewnia, że nie ma problemu, niech Emmanuel jedzie. Ale piłkarz go wydał. - Co innego powiedział prasie, a co innego powiedział mnie.