Czas niespodzianek był w Lidze Mistrzów we wtorek, w środę wszystko przebiegało zgodnie z planem. Manchester United znów nie stracił choćby punktu, Barcelona i Arsenal ponownie nie dały sobie strzelić bramki, a Dynamo Kijów, Steaua Bukareszt i VfB Stuttgart dalej czekają na pierwszy punkt w tym sezonie. Z wielkich Ligi Mistrzów problemy miał tylko Inter, ale okazały się przejściowe: CSKA (Dawid Janczyk siedział na ławce rezerwowych) prowadziło do przerwy w Mediolanie 2:0, ale przegrało mecz 2:4.
Przepaść między mocnymi i słabymi jest w grupach E, F, G, H ogromna. Cztery najgorsze drużyny tych grup zdobyły łącznie jeden punkt, cztery najlepsze 31. Patrząc na niektóre mecze tego sezonu, można się zastanawiać, czy nie lepiej się stało, że mistrz Polski jednak nie zagrał w Lidze Mistrzów. Niech inni się zastanawiają, czy nie wycofać swoich drużyn, jak Turcy po dramacie Besiktasu w Liverpoolu.
Tomasz Kuszczak znów wszedł na boisko za obolałego Edwina van der Sara – tym razem na drugą połowę meczu
Przewaga najlepszych drużyn jest tak duża, że Arsenal na mecz wyjazdowy, w którym może zapewnić sobie awans, zabiera rezerwowy skład, a i tak dopina swego. Cesca Fabregasa i Aleksandra Hleba trener Arsene Wenger w ogóle nie wziął do samolotu do Pragi. Kolo Toure i Tomas Rosicky dostali wolne, by spokojnie leczyć kontuzje. Emmanuel Adebayor odpoczywał na ławce rezerwowych, ze Slavią nie zagrali również Philipe Senderos i Robin Van Persie.
Gospodarze robili wszystko, żeby nie powtórzył się wieczór wstydu sprzed dwóch tygodni, gdy przegrali 0:7, gościom chodziło tylko o remis, więc wszyscy kończyli mecz zadowoleni. Najbardziej Wenger, bo choć jego setny mecz w Lidze Mistrzów był senny i nijaki, to dał awans najmniejszym kosztem. Do wiosny Arsenal może się zajmować walką o tytuł w Premiership.