Rz: Jeśli nie wykorzystacie tak wielkiej szansy na awans do mistrzostw Europy, kibice wam tego nie wybaczą...
Mariusz Lewandowski: Jedenastu facetów w sobotę będzie miało szansę uszczęśliwić miliony. Żałujemy, że spotkania z Belgią nie będą mogli zobaczyć wszyscy zainteresowani, dlatego zrobimy wszystko, by mogli przyjechać na nasze mecze podczas turnieju w Austrii i Szwajcarii. Nie chcemy czekać z fetowaniem sukcesu do środy i na razie nie myślimy o spotkaniu z Serbią – musimy pokonać Belgów. To będzie mecz na sto procent, jak ktoś nie będzie miał już sił, ma podnieść rękę i poprosić o zmianę. Nie można niczego udawać, nie można tego meczu po prostu zaliczyć i wpisać sobie do statystyk. Dla kogoś takiego w tej drużynie nie ma miejsca.
Presja nie paraliżuje?
Jestem odporny na presję i na krytykę. Grając w Szachtarze Donieck, już się przyzwyczaiłem, że chociaż mecze są co trzy dni, to i tak każdy trzeba wygrać, bo trener Mircea Lucescu nie akceptuje porażek. Jeśli coś nam nie wyjdzie, wylewa nam na głowy pomyje, miesza z błotem, dlatego nie przywiązuję dużej wagi do tego, jak ocenią mnie dziennikarze czy kibice. W reprezentacji nie czuje pan większej odpowiedzialności niż w klubie?Jestem doświadczonym piłkarzem i w związku z tym trochę ode mnie w tej drużynie zależy. Zdaję sobie sprawę, że piłkarze z długim stażem muszą być też bardzo odpowiedzialni. I to nie tylko za siebie, ale i za kolegów. W takich chwilach jak ta trzeba zebrać się całym zespołem i powiedzieć sobie wprost: skoro wykonaliśmy już tyle pracy, skoro tak walczyliśmy, nie możemy tego roztrwonić.
To znaczy, że poza odprawą