Serbowie myśleli, że kupimy mecz od Belgów

Piłkarz Crvenej Zvezdy Belgrad i reprezentacji dla „Rz”

Publikacja: 20.11.2007 03:27

Serbowie myśleli, że kupimy mecz od Belgów

Foto: Rzeczpospolita

Rz: Przynajmniej jeden zawodnik przyjechał do Serbii odpowiednio zmobilizowany. Zapewne mimo wywalczonego awansu będzie chciał się pan pokazać z dobrej strony na stadionie, na którym trenuje pan na co dzień?

Grzegorz Bronowicki: Nie wyobrażam sobie, by któryś z moich kolegów nie chciał się pokazać z jak najlepszej strony. To, że wygraliśmy z Belgią, jest naszym olbrzymim sukcesem, ale przecież każdy mecz w reprezentacji jest wyjątkowym wydarzeniem. Z Leo Beenhakkerem dokładnie ustaliliśmy, kiedy się bawimy, a kiedy wracamy do treningu i przygotowań do meczu z Serbią. To fakt, że przed sobotnim spotkaniem nie myśleliśmy zbytnio o tym, co nas czeka w Belgradzie, ale to chyba naturalne. Do szczęścia wystarczało nam zwycięstwo nad Belgią.

Serbowie wierzą jeszcze w awans?

Wierzyli w to, że możemy przyjechać tutaj walczyć o awans. Wtedy rzeczywiście mogli być groźni, bo na własnym boisku to naprawdę dobra drużyna. Jednak teraz... Trochę zaskakuje mnie, jak w swoich piłkarzy nie wierzą kibice. W mediach cisza o reprezentacji, jakby w ogóle się już nie liczyła. W Polsce w porównaniu z Serbią było po prostu szaleństwo, czuliśmy presję niezależnie od tego, czy wygrywaliśmy czy nie. W Belgradzie jakby w ogóle się piłką nie interesowali. Nawet w szatni koledzy za bardzo się nie dopytywali o atmosferę w polskiej kadrze.

A nie proponowali panu miliona euro za porażkę z Belgią?

Oficjalnie nie, ale dopytywali się, co by było, gdyby dodatkowo zmobilizowali naszych rywali. Jestem w stanie uwierzyć, że złożyli taką propozycję Belgom, bo to taki naród, taką mają mentalność. Zresztą zanim wyjechałem z Serbii na zgrupowanie we Wronkach, wśród moich klubowych kolegów panowało przekonanie, że to my zapłacimy Belgom za to, żeby przegrali. Jakby nie rozumieli, że jesteśmy w stanie wygrać w Chorzowie tylko dlatego, że gramy dla reprezentacji Polski.

Będzie im pan chciał w środę coś udowodnić?

Nie mam nic do udowodnienia, ale grając na stadionie Crvenej Zvezdy, będę wiedział, że jestem pilnie obserwowany. Tyle że wymaga się ode mnie dobrej dyspozycji w każdym spotkaniu. Ostatnio w klubie zmienił nam się trener, pewnie będzie chciał się przyjrzeć swojemu piłkarzowi.

Beenhakker pytał pana o rywali?

Serbowie grają przecież głównie w klubach zagranicznych, więc trener na pewno wie o nich więcej niż ja. Mogłem jedynie powiedzieć, w jakiej dyspozycji znajduje się Ognjen Koroman, mój kolega z Crvenej, ale też nie sądzę, żeby było to specjalnie odkrywcze. Beenhakker zawsze każe nam się koncentrować przede wszystkim na sobie i tak samo podchodzimy do spotkania z Serbią. Stworzyliśmy w kadrze świetną atmosferę, gramy z sercem, nie kalkulujemy i dobrze na tym wychodzimy. Trener nauczył nas wymuszać na sobie wolę walki nawet w meczach towarzyskich. A ten mecz przecież jest o punkty.

Nie boicie się, że spotkanie w ogóle nie dojdzie do skutku z powodu pogody?

W Belgradzie od kilku dni bez przerwy padał śnieg i przez to odwołano spotkanie z Kazachstanem, jednak ja obawiałem się o stan boiska i bez tego. Płyta na stadionie Crvenej Zvezdy nie nadawała się do gry. Dołek na dołku, trawy nie było prawie w ogóle. Co prawda od trzech tygodni nie rozegrano tam żadnego meczu, więc może coś się poprawiło, ale wydaje mi się, że do spotkania międzypaństwowego powinno się całkowicie wymienić nawierzchnię. Może Serbom się nie chciało? Może wiedzą, w jak trudnej sytuacji znaleźli się w tych eliminacjach, i dali sobie spokój? Niestety widać, że w porównaniu z Polską to kraj zacofany. Czasami, jak idę ulicą, czuję się jak u nas w latach 80.

Trochę zaskakuje mnie, jak w swoich piłkarzy nie wierzą serbscy kibice. W mediach cisza o reprezentacji, jakby w ogóle się już nie liczyła.W Polsce w porównaniu z Serbią było po prostu szaleństwo

Grzegorz Bronowicki, ur. 4 sierpnia 1980 roku w Jaszczowie. Polski Gianluca Zambrotta – może grać na pozycji bocznego obrońcy lub pomocnika, po lewej i prawej stronie. Brat grającego w Legii Warszawa Piotra. Karierę zaczynał w Górniku Łęczna, w sezonie 2000/2001 grał w Lewarcie Lubartów (w tym czasie pracował też jako górnik w kopalni Bogdanka), a następnie wrócił do Górnika, z którym w 2003 roku awansował do ekstraklasy. W pierwszej lidze debiutował w meczu z Wisłą Płock (9 sierpnia 2003). W przerwie zimowej sezonu 2005/2006 trafił do Legii i zdobył z nią mistrzostwo Polski. Przed tym sezonem sprzedany do Crvenej Zvezdy Belgrad. W reprezentacji Polski rozegrał dziesięć spotkań. Debiutował za kadencji Leo Beenhakkera przeciwko Kazachstanowi 7 października 2006.

Rz: Przynajmniej jeden zawodnik przyjechał do Serbii odpowiednio zmobilizowany. Zapewne mimo wywalczonego awansu będzie chciał się pan pokazać z dobrej strony na stadionie, na którym trenuje pan na co dzień?

Grzegorz Bronowicki: Nie wyobrażam sobie, by któryś z moich kolegów nie chciał się pokazać z jak najlepszej strony. To, że wygraliśmy z Belgią, jest naszym olbrzymim sukcesem, ale przecież każdy mecz w reprezentacji jest wyjątkowym wydarzeniem. Z Leo Beenhakkerem dokładnie ustaliliśmy, kiedy się bawimy, a kiedy wracamy do treningu i przygotowań do meczu z Serbią. To fakt, że przed sobotnim spotkaniem nie myśleliśmy zbytnio o tym, co nas czeka w Belgradzie, ale to chyba naturalne. Do szczęścia wystarczało nam zwycięstwo nad Belgią.

Pozostało jeszcze 84% artykułu
Piłka nożna
Cezary Kulesza nie uwiódł Europy. Przegrał wybory do władz UEFA
Materiał Partnera
Warunki rozwoju OZE w samorządach i korzyści z tego płynące
Piłka nożna
Superpuchar Polski. Tak skromnie na PGE Narodowym jeszcze nie było
Piłka nożna
Barcelona - Real w finale Pucharu Króla. Czy zobaczymy aż trzy El Clasico w ciągu miesiąca?
Piłka nożna
Piłka nożna bez kibiców. Jagiellonia Białystok zdobyła Superpuchar Polski
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Piłka nożna
Niespodzianki nie było. O Puchar Polski zagrają Pogoń Szczecin i Legia Warszawa