Rok temu w Bratysławie reprezentacja Polski przegrała ze Słowacją 1:2 po dwóch golach strzelonych w ostatnich minutach przy sporym udziale Artura Boruca.
Wczoraj Słowacy musieli wygrać, by zająć pierwsze miejsce w grupie i być pewnym wyjazdu do RPA. Wygrali po golu Seweryna Gancarczyka już w trzeciej minucie. Słowenia, która pokonała San Marino 3:0, zagra w barażu.
Gol samobójczy na samym początku meczu świetnie wpisywał się w to, co od kilku miesięcy działo się wokół naszej reprezentacji. Gancarczyk nie był atakowany przez rywala, mógł spokojnie przyjąć piłkę, poczekać kilka sekund i wybrać najlepszy wariant. Bez zastanowienia wybrał najgorszy.
Śląsk, tak jak cały kraj, zaatakowała wczoraj zima, boisko pokryte było śniegiem, piłkarze ślizgali się, a piłka często zachowywała się dziwnie. Dziwnie było też na trybunach, bo więcej kibiców dopingowało gości, a rozśpiewane i kolorowe zazwyczaj trybuny naszego „kotła czarownic” tym razem biły po oczach pustką. Ci, którzy przyszli, nie wierzyli w zwycięstwo, powtarzali, że chcą zobaczyć mecz historyczny, bo najsmutniejszy.
Piłkarzy mamy słabych, atmosfera jest fatalna, ale przegrywając ze Słowacją i wysyłając ją na mundial, zrobiliśmy krzywdę kibicom z całego świata, bo to chyba najsłabszy finalista.
Stefan Majewski zapytany o szanse Słowacji na mistrzostwach dyplomatycznie mówił, że nie zna zaplecza, jakim może pochwalić się Vladimir Weiss. Wczoraj rywale Polaków po szczęśliwym objęciu prowadzenia mieli jeszcze jedną sytuację sam na sam z Jerzym Dudkiem, ale później niczym nie zachwycili, a zajmowali się głównie wybijaniem piłki z własnego pola karnego.
Pewnością interwencji zachwycał tylko Jan Mucha, o ironio – wychowany na klasowego zawodnika przez trenera bramkarzy Krzysztofa Dowhania w Legii Warszawa.
Polacy dobrze zaczęli grać w drugiej połowie. Wreszcie rajdy Jakuba Błaszczykowskiego zaczęły mieć sens, Ireneusz Jeleń kilka razy strzelał na bramkę, jeszcze w pierwszej połowie piłka po uderzeniu Mariusza Lewandowskiego trafiła w poprzeczkę, a w końcówce szwedzkiemu sędziemu zabrakło odwagi, by odgwizdać faul w polu karnym na Robercie Lewandowskim.
Nie zmienia to jednak tego, że Polska przegrała na własnym boisku ze słabym przeciwnikiem, a na gola czeka od wrześniowego meczu z Irlandią Północną – razem już 280 minut. Majewski stwierdził jednak, że jego drużyna rozegrała bardzo dobry mecz i że chciałby sprawdzić swoją koncepcję w normalnych warunkach atmosferycznych.
Najprawdopodobniej poprowadzi reprezentację jeszcze w dwóch towarzyskich meczach, które odbędą się w listopadzie, ale szanse na pozostanie na stanowisku na dłużej ma mizerne.
Ci, którzy handlują prawami do meczów polskiej reprezentacji, coraz głośniej mówią o tym, że potrzebny jest ktoś z większym autorytetem, bo mówienie o postępie w trzech ostatnich meczach – od 0:3, przez 0:2 do 0:1 – zadowoli chyba tylko Antoniego Piechniczka.
Polacy kończą eliminacje na piątym miejscu w grupie, mimo że kiedy je zaczynali, w rankingu FIFA wyżej od nich byli tylko Czesi. Teraz niżej w tabeli są jedynie amatorzy z San Marino. Na 24 możliwe do zdobycia punkty z drużynami innymi niż San Marino nasza reprezentacja wywalczyła pięć.
Wczorajsze spotkanie było ostatnim o punkty do otwarcia mistrzostw Europy w 2012 roku w Warszawie. Do zbudowania są nie tylko stadiony, ale cała drużyna, i to zupełnie od podstaw.
Widok Słowaków cieszących się z awansu na mistrzostwa świata na polskim stadionie powinien zawstydzać naszych piłkarzy.
[ramka]• POLSKA - SŁOWACJA 0:1 (0:1)
Bramka: S. Gancarczyk (3, sam.) Żółta kartka: V. Weiss (Słowacja). Sędziował J. Eriksson (Szwecja). Widzów ok. 5 tys.
Polska: Dudek - Rzeźniczak, Głowacki, Bieniuk, Gancarczyk - Błaszczykowski, Roger (60, Peszko), M. Lewandowski, Obraniak - Jeleń (68, R. Lewandowski), Brożek (86, Janczyk).
Słowacja: Mucha - Pekarik, Petras, Strba, Salata - Weiss (66, Novak), Hamsik, Kozak (85, Karhan), Kopunek - Sestak (75, Svento), Jendrisek.
• SAN MARINO - SŁOWENIA 0:3 (0:1)
Bramki: M. Novaković (24), D. Stevanović (67), M. Suler (81). Żółte kartki: Manuel Marani, D. Simoncini, M. Bugli, M. Vitaioli, Albani (San Marino); D. Stevanović (Słowenia). Sędziował Z. Szabo (Węgry).
• CZECHY - IRLANDI A PŁN. 0:0
Żółte kartki: M. Baros (Czechy); W. Feeney (Irlandia Płn.). Sędziował L. Duhamel (Francja).
Tabela końcowa
1. Słowacja 10 22 22-10
2. Słowenia 10 20 18-4
3. Czechy 10 16 17-6
4. Irlandia Płn. 10 15 13-9
5. Polska 10 11 19-14
6. San Marino 10 0 1-47
Awans Słowacji, Słowenia zagra w barażach[/ramka]
[ramka][b]Stefan Majewski, trener reprezentacji Polski[/b]
Byliśmy lepszą drużyną, rozegraliśmy dobry mecz, ale przegraliśmy. Nie wiem, co mam powiedzieć, są takie dni, kiedy nic nie wychodzi. Do nikogo nie mam pretensji, wszyscy piłkarze grali z wielkim zaangażowaniem. Stworzyliśmy sporo sytuacji, czasami po prostu brakowało szczęścia.
Bojkot kibiców nie miał żadnego wpływu na grę, co innego pogoda.Cieszę się, że zagraliśmy inaczej niż w Pradze, dużo lepiej. W takich warunkach łatwiej się jednak bronić, czym Słowacy zajęli się zaraz po objęciu prowadzenia.
Jerzy Dudek nie miał szans przy golu, to był przypadek. [/ramka]
[ramka][b]Vladimir Weiss, trener reprezentacji Słowacji[/b]
Jestem dumny z całego zespołu, mecz był dla nas trudny, ale wiedzieliśmy, jak wiele mogliśmy wygrać.
Jan Mucha był w znakomitej formie. Mieliśmy też szczęście. W przerwie gospodarze chcieli wymienić piłki na pomarańczowe, ale się nie zgodziłem, bo żółte są tak samo dobre.
Zwycięstwo dedykuję swojej zmarłej mamie, a słowackim kibicom, którzy przyjechali do Chorzowa, dziękuję za wsparcie. To były dla nas trudne eliminacje.
Cieszymy się, że w przyszłym roku zagramy w finałach mistrzostw świata. Myślę, że w kraju będzie trochę radości po tym sukcesie. [/ramka]