Okoliczności tego wydarzenia były szczególne. Organizatorzy mityngu Weltklasse w Zurychu długo musieli namawiać Hary'ego na start w ich zawodach, bowiem Niemiec... odpoczywał przed zbliżającymi się igrzyskami olimpijskimi w Rzymie. W końcu, w ostatniej chwili pojawił się na stadionie Letizgrund.
Wysoki (182 cm) sprinter znany był ze swego błyskawicznego startu, choć jego oponenci twierdzili, że za często "wpadał w strzał" startera. I tym razem w Zurychu było podobnie. Hary, jak przystało na "białą błyskawicę" (biegał w białym stroju) wyprysnął z bloków pierwszy i osiągnął metę w niewiarygodnym czasie 10 s. Stopery sędziów zatrzymały się na 9,9, 9,9 i 10,0.
Tymczasem starter oznajmił, że Niemiec popełnił falstart, a on nie mógł zatrzymać biegu, bo mu się zaciął pistolet. Hary szalał. Zażądał powtórzenia biegu, ale do tego potrzeba było zgody co najmniej dwóch rywali. Znalazł chętnych w osobach rodaka Juergena Schuettlera i Szwajcara Heinza Muellera. Ich przykład zachęcił innych. W powtórzonym biegu, z innym starterem, znowu wygrał Hary, a stopery pokazały czasy 10,0, 10,0, 10,1. Po siedmiu minutach obrad jury rekord świata uznano.
Armin Hary, jako pierwszy człowiek dotarł do granicy 10 s w biegu na 100 w oficjalnych zawodach. 23-letni lekkoatleta (ur. w 1937 r. w kraju Saary) był u szczytu sławy. Rok 1960 był dla niego znakomity. W rzymskich igrzyskach olimpijskich triumfował na 100 m z czasem 10,2, natomiast w sztafecie 4x100 m Niemcy dostali złoty medal, bo goniący ich zaciekle Amerykanie przekroczyli strefę zmian i zostali zdyskwalifikowani. Zwycięska sztafeta Niemiec (notabene w Rzymie startowała wspólna reprezentacja RFN i NRD) wyrównała rekord świata rezultatem 39,5.
Sukcesy Hary'ego nie wzięły się z niczego. Dwa lata przed igrzyskami, w mistrzostwach Europy 1958 r. w Sztokholmie także wygrał "setkę" i miał złoty medal w sztafecie 4 x 100 m.