Czas dla lekarzy

Sylwester Bednarek tym razem bez medalu w skoku wzwyż

Aktualizacja: 30.07.2010 01:43 Publikacja: 30.07.2010 01:40

Skacze mistrz Europy Aleksander Szusow

Skacze mistrz Europy Aleksander Szusow

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak

Kolejny poranek w Barcelonie zaczął się od polskich uśmiechów. Małgorzata Trybańska była pierwsza na liście eliminacji trójskoku. Ruszyła charakterystycznym długim krokiem, trafiła w belkę tak, że lepiej nie można (0,5 cm od spalonego) i wylądowała spory kawałek za granicą dającą awans do finału.

Sędziowie jeszcze się rozgrzewali, podobnie aparatura, więc polska lekkoatletka stanęła przed tablicą wyników z nadzieją w oczach, ale cyfr długą chwilę nie było, obejrzała więc powtórkę na wielkim ekranie. Gdy zniecierpliwiona rozkładała ręce, wreszcie zobaczyła: 14,44, rekord kraju. Wiatr nie wiał za mocno, wynik jest lepszy o 17 cm od rezultatu z mistrzostw Polski, po których mówiła, że w Barcelonie powinno być tylko lepiej.

[srodtytul]Na wakacje[/srodtytul]

– Sporo było do poprawki, ale jeśli powtórzę taką próbę w finale, będę zadowolona – powiedziała, jakby trochę zadziwiona własnymi możliwościami. Annie Jagaciak zabrakło kilku centymetrów do awansu, uzyskała 14,03 z silnym wiatrem w plecy i może jechać na zaplanowane wakacje z rodzicami.

Finał męskiego skoku wzwyż początkowo budził dobre skojarzenia. Nawet jeśli Sylwester Bednarek wystartował z ostatniego miejsca po eliminacjach i nad stadionem pojawiły się mokre chmury, to tak samo było przecież w Berlinie. Wiary w medal Polaka było jednak mniej. Kilka miesięcy dzielone na treningi i leczenie chorego kolana, to nie był dobry wstęp do sukcesu. Bednarek skoczył w deszczu 2,19 w pierwszej próbie, potem nie dał rady wysokości 2,23. Był dziesiąty.

– Może się dobrze nie rozgrzałem, może nie jestem skoczkiem na niepogodę. To na pewno dla mnie koniec sezonu, czas wybrać się do lekarzy, zebrać diagnozy, wziąć się poważnie za leczenie nogi i dopiero potem porządny trening – powiedział.

Po eliminacjach najlepsze wrażenie robił Iwan Uchow, znany zarówno ze świetnych skoków, nawet na wysokości 2,40, jak i dzięki rozpowszechnionemu w internecie filmowi z występu po spożyciu nadmiaru red bulla z wódką podczas mityngu w Lozannie w 2008 roku.

Uchow w wersji 2010 nadal nie wygląda na abstynenta, ale wciąż skacze wysoko. Na schnącej szybko nawierzchni lepszy od niego okazał się jednak nowy mistrz Rosji Aleksander Szustow. Konkurs wygrał udaną próbą na 2,33. Uchow przeniósł rywalizację na 2,35, bez powodzenia.

Polskie pocieszenie przyszło w innym miejscu stadionu. Trójka tyczkarzy: Łukasz Michalski, Przemysław Czerwiński i Mateusz Didenkow, jest w finałowej dwunastce. Rozstrzygnęła wysokość 5,60, choć ze względu na kaprys dwóch Niemców przekładających próby, trzeba było też skakać o 5 cm wyżej. Cichym kandydatem do niespodzianki jest Michalski, lat 22, przyszły chirurg. Pogodził studia medyczne z wyczynowym sportem tak dobrze, że skoczył już 5,80 i wierzy, że będzie jeszcze lepszy. Konkurs w sobotę, podobnie jak bardzo obiecujący finał biegu na 800 m z Marcinem Lewandowskim i Adamem Kszczotem.

[srodtytul]Jamajka Europy[/srodtytul]

W czwartek zobaczyliśmy także w akcji Artura Nogę na wysokich płotkach. Lekkoatleta zmężniał od czasu olimpijskiego debiutu. Uwagę zwracały liczne rany na jego prawej ręce, to skutek dotkliwego upadku podczas poniedziałkowego treningu. Poobcierany i zbolały płotkarz przebrnął jednak pierwszą rundę eliminacji, podobnie jak Dominik Bochenek.

Christophe Lemaitre po pięknym zwycięstwie na 100 m postanowił odłożyć świętowanie. Wystartował w czwartek rano w eliminacjach 200 m. Wygrał bieg jak chciał, podobnie półfinał, choć do 150. metra był o metr za rywalami. W tym sezonie ma najlepszy wynik w Europie (20,16) także na tym dystansie, więc Francuzi szykują się na podwójną fetę z udziałem swego młodocianego mistrza. Gdyby wygrał, powtórzyłby wyczyn Włocha Pietro Mennei z 1978 roku, oczywiście w kategorii białych sprinterów.

Próżno dziś szukać takiej postaci wśród europejskich sprinterek. W eliminacjach biegu na 100 m najszybsza była jednak biała Niemka Veren Sailer, niegdyś gimnastyczka, dopiero za nią trzy ciemnoskóre gracje, Myriam Soumaré i urodzona w Kamerunie Véronique Mang, obie z Francji oraz pochodząca z Nigerii Norweżka Ezinne Okparaebo. Po półfinale kolejność była identyczna, tylko biegi szybsze.

Także finał niczego nie zmienił. Żadna z nich na razie nie zagrozi mistrzyniom zza oceanu, więc finał 100 m był przede wszystkim pokazem kobiecych ambicji. Niemka wygrała o pierś z Mang, czas mistrzyni 11,10, czyli dobry, choć tylko w skali europejskiej.

Francja staje się sprinterską Jamajką Europy, w finale biegły trzy Francuzki, medalu nie zdobyła tylko weteranka Christine Arron, wśród mężczyzn Lemaitre też ma wsparcie.

[srodtytul]Dziś rzuca Anita Włodarczyk[/srodtytul]

Wieczorem wraca nadzieja na polskie medale. Przede wszystkim dlatego, że Anita Włodarczyk (mistrzyni i rekordzistka świata) rzuca młotem w finale, ale także z powodu startu Wioletty Frankiewicz i Katarzyny Kowalskiej na 3000 m z przeszkodami.

Kolejny poranek w Barcelonie zaczął się od polskich uśmiechów. Małgorzata Trybańska była pierwsza na liście eliminacji trójskoku. Ruszyła charakterystycznym długim krokiem, trafiła w belkę tak, że lepiej nie można (0,5 cm od spalonego) i wylądowała spory kawałek za granicą dającą awans do finału.

Sędziowie jeszcze się rozgrzewali, podobnie aparatura, więc polska lekkoatletka stanęła przed tablicą wyników z nadzieją w oczach, ale cyfr długą chwilę nie było, obejrzała więc powtórkę na wielkim ekranie. Gdy zniecierpliwiona rozkładała ręce, wreszcie zobaczyła: 14,44, rekord kraju. Wiatr nie wiał za mocno, wynik jest lepszy o 17 cm od rezultatu z mistrzostw Polski, po których mówiła, że w Barcelonie powinno być tylko lepiej.

Pozostało jeszcze 84% artykułu
Lekkoatletyka
Justyna Święty-Ersetic: Umiem obsłużyć broń. Życie wojskowe nie jest mi obce
Lekkoatletyka
Najlepsi lekkoatleci świata przyjadą do Torunia. „Osiągamy sufit”
Lekkoatletyka
Wielkie święto biegaczy. Półmaraton Warszawski znów zapisał się w historii
Lekkoatletyka
Wojciech Nowicki nie składa broni. Dźwiga cztery samoloty miesięcznie
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Lekkoatletyka
Mistrz kontra mistrz. Wielki pojedynek na Diamentowej Lidze w Polsce