Słońce zaświeciło, frekwencja dopisała, kolejny wiosenny półmaraton w stolicy zakończył się sukcesem organizacyjnym i sportowym.
Trasa mogła się podobać – wiodła z mostu Poniatowskiego ulicami centrum miasta: Marszałkowską, Królewską, potem Wybrzeżem Kościuszkowskim i Czerniakowską do Łazienek Królewskich (pierwszy raz), by po podbiegu Agrykolą i Alejami Ujazdowskimi poprowadzić tysiące uczestników znów na most Poniatowskiego i do mety na błoniach Stadionu Narodowego.
Wystartowali o dziesiątej rano, zwycięzca miał dobry pomysł: szybko uciekł rywalom, niemal samotnie pokonał dystans 21 km i 97 m w czasie 1.00,48. Jego rodaczka była na mecie tylko kilka minut później – 1:09.08. Mierzyć się Europie z takimi specjalistami było trudno, ale przynajmniej zobaczyliśmy to samo, co widać w sławnej kenijskiej dolinie Rift – niezwykłą lekkość biegu afrykańskich sportowców.
Najlepszym Polakiem, za siedmioma Kenijczykami i dwoma Etiopczykami był Artur Kern (1:05.40 – 10. miejsce), najlepszą z Polek, za trzema Kenijkami, dwiema Etiopkami, Białorusinką i Ukrainką – Dominika Nowakowska, stypendystka Fundacji Maraton Warszawski (1:15.37 – 8. pozycja).
Równie ważna, a może najważniejsza, jest informacja, że 9. PZU Półmaraton Warszawski ukończyło aż 11148 osób (wydano sporo ponad 13 tysięcy numerów startowych) – to rekord imprezy. Zaczęło się od tysiąca osób w 2006 roku, dwa lata temu pobiegło 7175, rok temu padła granica 10 tysięcy uczestników.