To były najlepsze zawody z „diamentowego” cyklu nie tylko dlatego, że organizatorzy skłonili do wspólnego startu Bolta i Powella. Ich bieg na 100 m, choć efektownie zamykał wieczór, był tylko jedną z wielu atrakcji imprezy.
Ustanowiono pięć najlepszych tegorocznych wyników na świecie, wśród nich był rekord USA w biegu na 110 m ppł. – 12,89, do rekordu świata Darona Roblesa Davidowi Oliverowi zabrakło tylko dwie setne sekundy.
Kubański rekordzista świata chyba przeczuwał porażkę, bo wycofał się ze startu w Paryżu w ostatniej chwili. Jeśli widział bieg atletycznego Amerykanina, to ma jeszcze większe powody, by się bać. Oliver ustanowił rekord kraju i sezonu, spóźniając się lekko na starcie i przewracając dwa płotki. Dynamikę pokazał ogromną, gdy tylko trochę poprawi technikę, odbierze rekord Roblesowi.
Najgłośniejsze wydarzenie mityngu – walka Bolta i Powella skończyła się tak, jak wiele poprzednich. Rekordzista świata był pierwszy w czasie 9,84, główny rywal prawie metr za nim. Usain Bolt nie sprawiał wrażenia, że zależy mu na efektownym sukcesie. Lepiej wybiegł z bloków, walczyli ramię w ramię do 50 metra, po czym mistrz trochę przyspieszył i wystarczyło.
Czas, jak na największą sławę sprintu, nie był rewelacyjny, ale Jamajczyka tłumaczy kontuzja, którą niedawno wyleczył. Paryż patrzył jeszcze na Christophera Lemaitre, białego sprintera, który niedawno przebiegł 100 m w 9,98, ale dla młodego Francuza fakt startu między dwoma sławami sprintu z Jamajki był za dużym obciążeniem.