Ben Johnson wydaje autobiografię

Za miesiąc ma się ukazać autobiografia Jamajczyka – bohatera najsłynniejszej afery dopingowej

Aktualizacja: 11.10.2010 01:45 Publikacja: 11.10.2010 01:40

Ben Johnson wydaje autobiografię

Foto: AFP

Książka „Seoul to Soul” ma wstrząsnąć sportowym światem. Poza kilkoma wtajemniczonymi osobami w małym niezależnym wydawnictwie nikt jeszcze dzieła nie widział.

Ben Johnson ujawnił jednak wystarczająco dużo, by pobudzić wyobraźnię i przypomnieć stare pytania, na które niedługo ma paść odpowiedź: dlaczego tylko on został ofiarą w Seulu, jakie siły stały za jego wpadką, komu na niej najbardziej zależało.

[srodtytul]Logika dopingu[/srodtytul]

Dopingową historię Johnsona można zaczynać na wiele sposobów. Na przykład od wymuszonego przez biedę wyjazdu matki z piątką dzieci z Jamajki do Toronto. Matka poszła do pracy do hotelu przy lotnisku jako sprzątaczka. Ben miał 14 lat i wstydził się otworzyć usta, bo jego jamajski bełkot był wyśmiewany przez rówieśników. Samotny, przedrzeźniany i wykpiwany w szkole miał tylko jedną cechę, której się nie wstydził – szybko biegał.

Trafił pod opiekę Charliego Francisa, trenera lekkiej atletyki, który wkrótce zastąpił mu ojca. Nieśmiały, jąkający się, chudy chłopak ważył ok. 50 kg, gdy Francis pierwszy raz zobaczył go na bieżni. Trener miał swój plan i przedstawił go Benowi, gdy ten skończył 19 lat. Była w tym planie nieubłagana dopingowa logika. – Jesteś oszustem tylko wtedy, gdy jesteś jedynym, który bierze niedozwolone środki. Jeśli biegasz z innymi, którzy biorą, to oszustwa nie ma – mówił wychowawca Johnsona.

[srodtytul]48 kroków[/srodtytul]

Chłopak wrócił do domu, by przemyśleć problem, nie powiedział nic matce. – Byłem niedojrzałym i niewykształconym człowiekiem, dość łatwo było mi namieszać w głowie, przedefiniować prawdę o dopingu. Po trzech tygodniach namysłu przetrawiłem wszystko w sobie, poszedłem do Charliego i powiedziałem, że wchodzę w to – wspominał.

Do pamiętnego finału biegu na 100 m w Seulu było wówczas niemal dokładnie siedem lat.

Tamten bieg odbył się 24 września 1988 roku. Ben startował na szóstym torze. Sprint rozstrzygnął się już po 30 metrach, gdy potężny Johnson z charakterystyczną dla siebie siłą zaczął wyprzedzać wszystkich. Zrobił te błyskawiczne 48 kroków, uzyskał czas 9,79, pobił rekord świata. Kilka metrów przed metą już miał palec wskazujący w górze, na czym stracił pewnie kilka setnych. Za plecami zostawił najsłynniejszego amerykańskiego rywala Carla Lewisa, Brytyjczyka Linforda Christie, Calvina Smitha, Dennisa Mitchella (obaj USA), Robsona Caetano da Silvę (Brazylia), Desai Williamsa (Kanada) i Raymonda Stewarta (Jamajka).

Następne lata przyniosły odkrycie, że sześciu z tej ósemki nie przeszło testów antydopingowych i musiało się tłumaczyć z podejrzanej zawartości próbek moczu. Poza śledztwami zostali tylko da Silva i Smith.

[srodtytul]Dożywocie i depresja[/srodtytul]

Dwa dni po biegu wybuchł skandal. Komunikat głosił: Johnson brał stanozolol – steryd anaboliczny. Zawieszany na szyi przez samego przewodniczącego MKOl Juana Antonio Samarancha złoty medal został mistrzowi odebrany, Johnsona wyrzucono z igrzysk i zdyskwalifikowano na dwa lata. Zabrano mu także inne rekordy i medale.

Wrócił do biegania w styczniu 1991 roku. Bez powodzenia. Podczas igrzysk w Barcelonie nie dostał się do finału biegu na 100 m. Dwa lata po powrocie znów wpadł po kontroli w halowym mityngu w Montrealu. Ponownie brał sterydy. Kara była oczywista: dyskwalifikacja dożywotnia.

Potem były lata depresji, parę prób beznadziejnej walki o dobre imię i wreszcie wyjście z załamania trzy lata temu, powolny powrót do równowagi psychicznej. Dziś sprinter ma własną firmę, żyje z internetowej sprzedaży strojów sportowych oraz odżywek witaminowych.

W swej historii opowiedzianej na nowo Ben Johnson mimo wszystko nie chce winić trenera. – Charlie Francis znał się na sprincie jak nikt, zrobił dla mnie bardzo wiele i nikt mi go nie zastąpi. Zbytnio ufałem ludziom i to była zawsze moja największa słabość – mówi dziś. Był pierwszym, który szedł za karawanem Francisa, gdy trener zmarł w maju 2010 roku.

[srodtytul]To był spisek[/srodtytul]

W najnowszej autobiografii sprinter ma szukać odkupienia swych win. Ma powiedzieć całą prawdę, ponoć sensacyjną.

Jej fragmenty brzmią tak:„Otrzymałem w Seulu napój nafaszerowany sterydami, których nigdy nie używałem. Skończyłem z braniem dopingu sześć tygodni przed igrzyskami, a w moim organizmie wykryto takie ilości środków dopingowych, które zabiłyby normalnego człowieka. To był spisek. Poznałem po latach człowieka, który przyznał, że podsunął mi spreparowany odpowiednio napój”. Tajemniczy człowiek miał być wysłannikiem firm, sponsorów igrzysk, które w osobie Johnsona widziały zagrożenie dla swych interesów.

[wyimek]Byłem niedojrzałym człowiekiem, łatwo było mi namieszać w głowie - Ben Johnson[/wyimek]

„Seoul to Soul” ma być także wyrzutem dla Carla Lewisa, który skorzystał z dopingowej infamii Bena Johnsona, choć sam nie był bez winy. W tej kwestii sprinter nie ma wątpliwości, dlatego od lat chętnie przypomina sobie biegi, w których wygrywał z Lewisem. Dla przyjemności.

Johnson twierdzi również, że dziś około 40 procent lekkoatletów przyjmuje doping, że od jego czasów niewiele się zmieniło. Nie chce jednak sugerować nic, co naruszyłoby sławę Usaina Bolta. W jednej z rozmów stwierdził tylko, że mając 25 lat w 2010 roku, na współczesnej bieżni przebiegłby 100 m może nawet szybciej niż w 9,58 s. I że dziś wybrałby inną drogę, wiedząc to, co wie.

Książka „Seoul to Soul” ma wstrząsnąć sportowym światem. Poza kilkoma wtajemniczonymi osobami w małym niezależnym wydawnictwie nikt jeszcze dzieła nie widział.

Ben Johnson ujawnił jednak wystarczająco dużo, by pobudzić wyobraźnię i przypomnieć stare pytania, na które niedługo ma paść odpowiedź: dlaczego tylko on został ofiarą w Seulu, jakie siły stały za jego wpadką, komu na niej najbardziej zależało.

Pozostało jeszcze 92% artykułu
Lekkoatletyka
Justyna Święty-Ersetic: Umiem obsłużyć broń. Życie wojskowe nie jest mi obce
Lekkoatletyka
Najlepsi lekkoatleci świata przyjadą do Torunia. „Osiągamy sufit”
Lekkoatletyka
Wielkie święto biegaczy. Półmaraton Warszawski znów zapisał się w historii
Lekkoatletyka
Wojciech Nowicki nie składa broni. Dźwiga cztery samoloty miesięcznie
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Lekkoatletyka
Mistrz kontra mistrz. Wielki pojedynek na Diamentowej Lidze w Polsce