To pierwszy przegląd sił przed tegorocznymi mistrzostwami świata na otwartym stadionie w Moskwie, jak zawsze mocno okrojony. Zima w halach lekkoatletycznych trwa krótko, mistrzów chętnych do ostrych startów nie ma wielu, zwłaszcza w roku poolimpijskim.
Na frekwencję Goeteborg niby nie narzeka, młodzi i rezerwy też chcą się pokazać, na startowych listach jest więc 578 nazwisk (320 mężczyzn, 258 kobiet) z 47 krajów, to jednak o ponad 60 osób mniej niż dwa lata temu w Paryżu.
?Polska lekkoatletyka nie zapadła w sen zimowy, choć musiała sobie radzić bez Tomasza Majewskiego. Dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą przeszedł jesienią operację prawego łokcia i tej zimy w halach go nie ma, jeśli nie liczyć roli komentatora telewizyjnego podczas lutowego mityngu w Bydgoszczy.
Reprezentacja Polski na Goeteborg została wyłoniona po mistrzostwach Polski w Spale. Niestety, w kilkunastu konkurencjach widać regres. Kadra na ME liczy 20 osób (6 pań, 14 panów), spośród których tylko kilkoro można uważać za kandydatów do medali. Wybór jest prosty: Adam Kszczot i Marcin Lewandowski na 800 m (obaj wzięli dodatkowe obowiązki, pierwszy w sztafecie 4x400m, drugi ewentualnie na 1500 m), tyczkarka Anna Rogowska, mimo słabszej formy w ostatnich mityngach. Trudniej liczyć na Danutę Urbanik na 1500 m, choć ma piąty czas w Europie. Pozostali dostali szansę startu, bo są nadziejami na igrzyska w Rio de Janeiro, albo wracają po długiej przerwie.
Kszczot i Rogowska wygrali poprzednie mistrzostwa w Paryżu. On ma obecnie trzeci wynik sezonu w Europie (1.46,62 uzyskał kilka dni temu w Sztokholmie), ona czwarty (4,63 dwa tygodnie temu w Dreźnie).
Dwa lata temu pokaz siły w hali Bercy dali lekkoatleci Rosji (6 złotych, 3 srebrne i 6 brązowych medali), ale i oni przyjadą do hali Scandinavium w składzie odmłodzonym, co nie znaczy, że słabym. Rosjanie prowadzą na wielu listach rankingowych, Aleksiej Dmitrik skoczył wzwyż 2,36, w skoku w dal Aleksander Mienkow uzyskał 8,22, a Olga Kuczerenko równo 7 m.
Największą gwiazdą mistrzostw w Goeteborgu może być jednak Renaud Lavillenie. Mistrz olimpijski w skoku o tyczce startował w zimie cztery razy, wszystkie konkursy wygrał, 26 stycznia skoczył 5,92 m w Rouen, a 24 lutego w Metzu poprawił się jeszcze o dwa centymetry.
Francuz w hali zwykle startuje świetnie, dwa lata temu w Bercy skoczył równo 6 m, jeśli wygra w Szwecji, to będzie halowym mistrzem Europy po raz trzeci. Nieobecność Tomasza Majewskiego to także szansa na trzeci tytuł z rzędu dla Niemca Ralfa Bartelsa w pchnięciu kulą.
Mistrzostwa pokażą TVP Sport i Eurosport.