Rz: Niezła pogoda, krótka 5-kilometrowa trasa nad Wisłą, chyba dobrze się biegło, pewnie nie jest pan nawet zmęczony?
Yared Shegumo:
Dobrze się czuję, ale jednak jestem zmęczony. Prawdę mówiąc, tylko powrót na stadion był przyjemny, ale w tamtą stronę było trudno – mocno wiało w twarz.
Ale przynajmniej słońce trochę grzało, trasy wyglądały na dobrze przygotowane, potwierdza pan?
Pogodę, zwłaszcza do maratonu, biegacze mieli super, trasy też, bez dwóch zdań.
Miał pan w Biegu na Piątkę problemy z nadmierną popularnością, z poklepywaniem, pozdrawianiem, wspólnymi fotografiami? Jest pan przecież już bardzo znany, nie tylko w środowisku biegaczy.
Nie, z tym problemów nie było żadnych. Skoncentrowałem się na szybkim biegu i zaraz byłem przed wszystkimi, z przodu...
Czy czas, którym pan wygrał, podoba się panu, inaczej mówiąc, 14.20 to dobry wynik?
Oczywiście, że tak. Planowałem złamać granicę 14.30, wyszło lepiej, więc z formą jest dobrze.
Dlaczego nie pobiegł pan w maratonie?
Ten start wypadał zbyt blisko poprzedniego maratonu, nie byłem w stanie przygotować się jak należy, to jedyny powód.
Gdy ujrzał pan te tysiące ludzi obok siebie i jeszcze większy tłum w maratonie, to rosło panu serce, że Polacy tak polubili bieganie?
Oczywiście, że się cieszę, że Polacy zaczęli biegać, to jest doskonała sprawa. Wreszcie można powiedzieć, że biegają naprawdę masowo.
Medal za zwycięstwo w Biegu na Piątkę wygląda trochę jak srebrny, podoba się panu?
Podoba, może rzeczywiście jakby przypominał to srebro, które zdobyłem w Zurychu.
Ma pan specjalne miejsce dla tego szczególnego krążka za wicemistrzostwo Europy?
Nie, po prostu leży sobie w domu obok medali i pucharów, które zdobyłem wcześniej. Wszystkie są razem.
Wraca pan teraz na kolejne treningi do Etiopii?
Tak, wracam już w najbliższy piątek. Poćwiczę tam jednak tylko trzy tygodnie i przyjadę 23 lub ?24 października znów do kraju, bo firma PZU organizuje 26 października specjalny, nowy półmaraton w Krakowie – 1. PZU Cracovia Półmaraton Królewski.
Żonę i dzieci też pan zabiera do dawnej ojczyzny?
Tak, teraz mogę ich wszystkich zabrać, więc skorzystamy z tej możliwości.
Podróżowanie na treningi do Afryki sprawdziło się jako sposób przygotowań do ważnych startów, więc po jesiennym biegu w Krakowie znów będzie zima w Etiopii?
Tak właśnie będzie. Konkretnych terminów jeszcze nie mogę podać, bo muszę przemyśleć plan przyszłorocznych startów i przygotować dokładny plan treningów pod konkretne biegi.
Jak pan ocenia plany szkoleniowe trenera Janusza Wąsowskiego, z którymi jeździ pan do Etiopii?
Na pewno są dobre, sprawdziły się i dlatego tak z powodzeniem współpracujemy.
Wśród pańskich biegów w nowym sezonie mają być, wedle ostatnich doniesień, nawet te największe maratony w Europie – w Londynie albo Berlinie?
Mamy z trenerem plan: na początek zobaczyć, jak wyglądają te najsłynniejsze trasy, słyszałem, że są dobre, lecz przecież warto je najpierw sprawdzić i dopiero potem decydować, gdzie biegać.
Czy w Polsce jest miejsce, gdzie maraton można przebiec na przykład w 2 godziny i 7 minut?
Nie wszystko zależy od trasy i kraju, więcej od maratończyków. Gdyby zebrać naprawdę dużą grupę mocnych biegaczy, to myślę, że znalazłoby się także i miejsce w Polsce. Jeśli jednak taka grupa byłaby zbyt mała, to o takie szybkie maratony byłoby trudniej.
Komu zadedykował pan efektowne zwycięstwo w warszawskim Biegu na Piątkę?
Wszystkim Polakom biegającym maratony. Trzymam kciuki za wszystkich, bo to w pewnym sensie moi bliscy koledzy.
—wysłuchał k. r.