W poniedziałek niezależna komisja działająca pod egidą Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA) opublikowała raport, w którym przedstawiła dowody na istnienie w Rosji nadzorowanego przez państwo systemu dopingowego. Szef komisji Dick Pound domaga się wykluczenia Rosji ze struktur światowej federacji lekkoatletycznej. Prezydent IAAF Sebastian Coe poprosił zarząd o rozpoczęcie procedury zawieszenia Rosji. Dał rosyjskiej federacji czas do końca tygodnia, by wytłumaczyła się z zarzutów.

– Co sportowcy mają z tym wspólnego? Jak można pozbawić młodych ludzi prawa do startu w igrzyskach? A co się stanie z działaczami? Nic. Trzeba ukarać ich, a nie nas – powiedziała w wywiadzie dla dziennika „Sport Express" Lilia Szobuchowa, maratonka zdyskwalifikowana przed dwoma laty za stosowanie dopingu.

Walentin Bałachniczew, jeden z tych działaczy, były szef federacji lekkoatletycznej, idzie w zaparte. Zamierza skierować sprawę do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu. Władze rosyjskiej federacji wydały komunikat: „Wkrótce przekażemy IAAF dokument o naszym programie antydopingowym i procedurach, jakie wdrożyliśmy", dodając, że „uczciwa współpraca będzie bardziej skuteczna niż wykluczenie". Minister sportu Witalij Mutko większość zarzutów uważa za bezpodstawne. Przypuścił też atak na laboratorium antydopingowe w Londynie. Wysnuł skądinąd logiczny wniosek, że skoro podczas igrzysk w 2012 roku jego sportowcy nie zostali złapani, to znaczy, iż angielska pracownia „jest nawet gorsza niż nasza".

WADA cofnęła już certyfikat moskiewskiemu laboratorium, a we wtorek wieczorem do dymisji podał się Grigorij Rodczenkow odpowiedzialny za zniszczenie 1417 próbek. Mutko przyjął dymisję, wyznaczył następczynię, powiedział, że jest w stałym kontakcie z WADA i IAAF. – Nie chciałbym, żeby niewinni lekkoatleci ucierpieli – stwierdził. Ze sprawą na bieżąco jest również Władimir Putin.

Zawieszenia domagają się jednak stanowczo szefowie innych federacji, m.in. brytyjskiej i australijskiej. Wszyscy zastanawiają się, jak postąpi Sebastian Coe. Prezes IAAF znalazł się w dwuznacznej sytuacji. Przez osiem lat był zastępcą skompromitowanego Lamine Diacka, na którym ciążą zarzuty korupcyjne i tuszowania dopingu. Ubiegając się o funkcję prezesa, krytykował reportaż niemieckiej telewizji ARD, w którym ujawniono mechanizmy rosyjskiego systemu dopingowego. – To jest atak na naszą dyscyplinę, teraz zaczynamy kontratak – mówił wówczas Coe. Aby teraz obronić lekkoatletykę, musi diametralnie zmienić zdanie.