Korespondencja z Gliwic
Tydzień wcześniej nasi reprezentanci zwyciężyli z tym samym rywalem 85:76, prowadząc nawet 23 punktami. Ten mecz był inny. Brakowało skuteczności i dyscypliny z pierwszego spotkania, nie mogliśmy tak polegać na liderach, o lawinie celnych trójek też mowy nie było. Zobaczyliśmy jednak heroizm, determinację, zwycięski finisz oraz  - przede wszystkim - zespołowość.

Aż dziesięciu Polaków punktowało, przy ledwie siedmiu Bośniakach (28:12). Gospodarze przeważali też we wszystkich elementach walki, jak zdobycze z kontry (16:5) czy z ponawiania ataków (19:10). To wielowymiarowe zaangażowanie było niezbędne w starciu, gdzie o sukcesie bądź porażce przesądzały detale. Duma bośniackiej ekipy, wywodzącej się z kraju gdzie koszykówka jest sportem narodowym, była urażona. Tamtejsi gracze nie kryli, jak zabolało ich pierwsze niepowodzenie. Mimo że już w Gliwicach odbywali dodatkowe treningi, nie wypracowali nowych pomysłów, choć niektóre elementy - zajmowanie pozycji w ataku, pomoc w obronie, przejście do kontry - poprawili.

Czytaj więcej

NBA przyjedzie do Polski. To może być dopiero początek

Ostatecznie okazało się, że może nieznacznie, ale gorzej znieśli trudy gliwickiego maratonu - morderczego, podczas którego finaliści w osiem dni musieli rozegrać po pięć meczów. Każdy istotny i o wysoką stawkę. Nawet w NBA podobnej intensywności się omal nie spotyka.

Kiedy odbędą się kwalifikacje olimpijskie

Polscy koszykarze lepiej poradzili sobie ze zmęczeniem wtedy, gdy trzeba było najbardziej - w decydujących o końcowym sukcesie, ostatnich pięciu minutach. Zaraz po tym, jak przegrywali 60:64. To oni stopowali podkoszowe akcje rywali, nie pozwalali im na stawanie na linii rzutów wolnych, a sami powiększali dorobek na niej, po porywających kontratakach. Lider Bośniaków, występujący od dziewięciu lat w NBA Jusuf Nurkić, słaniał się na nogach i w drugiej połowie zdobył tylko punkt, a w całym meczu miał ich tylko jedenaście. Dokładnie o jeden więcej niż były mistrz Euroligi Dżanan Musa.

Polacy w tych dramatycznych okolicznościach - wręcz z narażeniem zdrowia, jak w przypadku kontuzjowanego na finiszu Aleksandra Balcerowskiego - wygrali turniej i zapewnili sobie udział w przyszłorocznych kwalifikacjach olimpijskich, gdzie dwanaście europejskich drużyn zostanie podzielonych na dwie grupy, z których tylko zwycięzcy pojadą na igrzyska do Paryża.

Turniej prekwalifikacyjny do igrzysk
Finał

Polska - Bośnia 76:72 (23:23, 17:16, 14:15, 22:18)
Najwięcej punktów: dla Polaków - Sokołowski 16 (1x3) Balcerowski 14 (3) Żołnierewicz 10 (2), Ponitka 10; dla Bośniaków - Lazić 16 (4), Atić 15 (3), Nurkić 11.