Urubko w sobotę rano samotnie i bez poinformowania kierownictwa wyprawy rozpoczął próbę ataku szczytowego. Nie wziął ze sobą radiotelefonu.
Informację o rezygnacji Urubki z próby wejścia na K2, określanej przez niektórych doświadczonych alpinistów jak "decyzji czysto samobójczej", podał w poniedziałek rano polskiego czasu Krzysztof Wielicki, szef polskiej wyprawy na K2. Chwilę wcześniej Wielicki donosił, że do obozu C3, położonego na wysokości 7300 metrów, wyszli Marcin Kaczkan i Maciej Bedrejczuk. Z kolei do położonego 600 metrów niżej obozu C2 zmierzali Marek Chmielarski i Artur Małek.
Przeczytaj » Adam Bielecki: Denisa Urubkę czeka trudna rozmowa
- Kontakt nastąpił dzięki rotacji zespołów, które spotkały Denisa - zapewne w ścianie lub w okolicach obozu drugiego - i stąd informacja, którą otrzymaliśmy od kierownika wyprawy. Natomiast bezpośredniego kontaktu nie ma. Z pewnością taki będzie, kiedy Denis dotrze do bazy. Zakładam, że będzie to dzisiaj, najpóźniej jutro - mówił w rozmowie z WP Sportowymi Faktami Michał Leksiński, rzecznik wyprawy na K2.
Urubko bez porozumienia z kierownictwem wyprawy postanowił sam zdobyć szczyt, ponieważ - jego zdaniem - zima w Karakorum kończy się 28 lutego. Nie wziął ze sobą radiotelefonu, odmówił też kontaktu z Krzysztofem Wielickim.
Szczyt K2 był atakowany zimą jedynie trzy razy. Na przełomie 1987 i 1988 roku próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 roku ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 roku próbę podjęli Rosjanie. Żadna z ekspedycji nie przekroczyła 7650 m.