Urubko, który bez konsultacji z zespołem opuścił obóz pod K2, by próbować indywidualnie zdobyć szczyt, oskarżył kierownictwo wyprawy, że świadomie utrudniało mu wejście na K2.

Stwierdził nawet, że nie wziął na swoją - nieudaną jak się okazało - samodzielną wyprawę radiotelefonu, bo obawiał się, że koledzy "każą mu zejść".

Urubko twierdzi, że po powrocie z próby podejścia deklarował chęć pozostania w obozie i pomoc ekipie, ostatecznie opuścił ją, gdy dowiedział się, że nie dostanie dostępu do internetu.

Dziś Denis Urubko wylądował w Polsce. na lotnisku, wbrew swoim wcześniejszym zapowiedziom, stwierdził, że nie widzi przeszkód do dalszej współpracy z Polakami.

- W przyszłości chcę dalej wspinać się z Adamem Bieleckim i innymi polskimi kolegami - powiedział na lotnisku. Jego zdaniem, następną próbę zimowego zdobycia K2 podejmie najwcześniej za dwa lata.

Na pytanie, czy ma żal do Krzysztofa Wielickiego, kierownika wyprawy, Urubko odpowiedział: - Teraz jestem zadowolony, że jestem już w Polsce i z przyjemnością myślę o kawie z mlekiem. I o następnych wyprawach z kolegami. To jest ważne.

Po przylocie Urubkę przywitał kwiatami ambasador Francji w Polsce. To dowód wdzięczności za udział Rosjanina w akcji ratunkowej Elisabeth Revol, którą sprowadził wraz z Adamem Bielickim z Nanga Parbat.