[b]Rz: Nic się nie zmieniło, dalej bardziej lubi pani startować, niż ciężko trenować?[/b]
Justyna Kowalczyk: Patrząc na to z czysto fizycznej strony, starty są mniej męczące, choć nigdy się nie oszczędzam. Do tego dochodzi cała otoczka związana ze startami, coś się zaczyna dziać i ja to lubię. Lubię taką ucieczkę w narty. To jest moje prawdziwe życie.
[b]Będzie pani bronić w Oslo tytułów mistrzowskich wywalczonych dwa lata temu w Libercu. To główny cel?[/b]
Mistrzostwa świata, podobnie jak igrzyska olimpijskie, są najważniejsze, ale cenię sobie szczególnie Kryształową Kulę, którą otrzymują zwycięzcy Pucharu Świata. To jest nagroda za cały sezon, chyba najbardziej sprawiedliwa.
[b]A Tour de Ski tym razem potraktuje pani ulgowo?[/b]
Nie widzę powodów, każdy start traktuję bardzo poważnie. A Tour de Ski to przecież znakomita okazja, by się w warunkach startowych jak najlepiej przygotować do najważniejszej imprezy, jaką będą mistrzostwa świata.
[b]Lubi pani startować w Oslo?[/b]
Trudno powiedzieć. Nigdy nie stałam tam na podium, raz byłam czwarta, raz 13. Ale było i tak, że zgubiłam się na trasie, a innym razem zeszłam z niej z powodów zdrowotnych. Tym razem będzie to jednak zupełnie inna trasa, zmieniona, specjalnie przygotowana na mistrzostwa, trudna i selektywna. Powinnam być z niej zadowolona.
[b]
Sezon zacznie pani w Muonio leżącym na północy Finlandii, w Laponii. Później pierwsze zawody Pucharu Świata w Gaellivare i podróż do Kuusamo, gdzie swoją rywalizację w PŚ zaczynają skoczkowie. Lubi pani tak jeździć z miejsca na miejsce?[/b]
Nie ma innego wyjścia. Mamy dobry samochód, więc wsiadamy z trenerem i jedziemy. Do Muonio, nie licząc podróży promem, jest z Krakowa ponad 2 tysiące kilometrów. Będziemy się zmieniać, raz ja siądę za kierownicą, raz on. A gdy dojedziemy, pójdę na trening, by jak najszybciej pozbyć się wody z organizmu. Może się też tak zdarzyć, że z niektórych zawodów zrezygnujemy. Nie będzie mnie w Düsseldorfie i Libercu, to już postanowione.
[b]Zmieni się układ sił w światowej czołówce czy wszystko będzie tak jak do tej pory?[/b]
O zwycięstwa będzie walczyć dziewięć, dziesięć zawodniczek. Same dobre znajome.
[b]W minionym sezonie iskrzyło na linii Kowalczyk – Marit Bjoergen. To już historia czy dalej trwa wojna polsko-norweska?[/b]
Ostatnio podczas przygotowań weszłam do siłowni, gdzie byłam sam na sam z sześcioma Norweżkami. Powiedziałam: dzień dobry, one odpowiedziały. Wojny nie ma, bo to jest sport, a ja jestem biegaczką i walczę tylko na trasie. Poza nią nie ma we mnie agresji. A że przyjaźni nigdy między nami nie było, to inna sprawa. Są poprawne stosunki, nic więcej, ale nie widzę w tym nic dziwnego. Jedni się lubią bardziej, inni mniej.
[b]Pani trener Aleksander Wierietielny mówi, że ten sezon będzie cięższy niż olimpijski, dlaczego?[/b]
Trener jak zawsze ma rację. Presja rośnie z roku na rok i nic na to nie poradzę. Z góry też ostrzegam, że początek nie będzie różowy. Proszę nie oczekiwać od razu zwycięstw, bo ja długo się rozkręcam.
[b]A później na co możemy liczyć? [/b]
Na to, że będę walczyć do końca, jak zawsze.
[i]—rozmawiał Janusz Pindera[/i]