[b]Rz: Wygrana w prologu, drugie miejsce w sprincie polu- biła pani krótkie dystanse?[/b]
Justyna Kowalczyk: Jak jest forma, to biega się szybko, ale tak naprawdę jestem stworzona do maratonów, podczas których mogę wykorzystać swoją wytrzymałość.
[b]Aleksander Wierietielny mówi, że lekkość biegania przyjdzie po Tour de Ski. Trudno sobie to wyobrazić, zamierza pani fruwać?[/b]
Bez przesady, skrzydełka mi nie wyrosną, ale jeśli trener tak mówi, to wie, co mówi. Po Tour de Ski będą mistrzostwa świata w Oslo, impreza, na którą wszyscy ostrzą sobie zęby. Ja też.
[b]Lubi pani biegać w Oberstdorfie?[/b]
Trasa jest ciekawa, bardzo dobrze przygotowana, nie ma co narzekać. Obawiałam się trochę zjazdów, bo pod śniegiem leżały płaty lodu, ale nic się nie stało.
[b]Liczyła pani kroki łyżwą, żeby nie było ich zbyt dużo?[/b]
Tym razem nie było takiej potrzeby, ale pamiętałam. To jest sprint i wszystko się może zdarzyć, gdy walczymy o jak najlepszą pozycję. Dwa razy mi zabiegnięto drogę, ale nie robię z tego problemu.
[b]Myśli już pani o morderczym podbiegu pod Alpe Cermis na zakończenie Tour de Ski. Ta wspinaczka boli, to pani słowa...[/b]
Po sprincie w Oberstdorfie też mnie bolało, choć nie zdarza się to często. Ale ja sprintów nie lubię, bo jest za bardzo nerwowo.
[b]Zaskoczyła panią Petra Majdić? Wygrała jak chciała...[/b]
To była trasa dla niej. Tego dnia nie było na nią siły, pędziła do mety jak za najlepszych czasów.
[b]W sobotę znokautowała pani rywalki. Myśli pani, że się jeszcze podniosą?[/b]
To zależy od ich psychiki. Ja, gdy dostanę na trasie lanie, bardzo chcę się odegrać, mnie to nie załamuje, wręcz przeciwnie, mobilizuje.
[b]Dziś bieg łączony. Kto będzie najgroźniejszy?[/b]
Myślę, że Charlotte Kalla, ale na pewno nie jest jedyną, która podejmie walkę. Sama jestem ciekawa, jak to będzie, bo to nasz pierwszy bieg łączony w tym sezonie, do tego na nietypowym dystansie 10 km. Normalnie biegamy 15 km.
[b]Później przeniesiecie się do Cortiny i Toblach. Przed rokiem bieg w dół był tam szalony, a pani zawsze podkreśla, że woli wspinać się w górę.[/b]
Nie był aż tak szalony, tylko inny niż wszystkie. Jak się dobierzemy w kilka i narzucimy mocne tempo, to można sporo odjechać pozostałym. Trasa wiedzie cały czas w dół, nie można sobie pozwolić nawet na chwilę przestoju, trzeba pracować.
[b]Trener denerwował się, że już drugi dzień nie zje pani ciepłego obiadu. Przeszkadza pani ta przymusowa dieta?[/b]
Najlepszą dietą jest sam Tour de Ski. Takiej dawki biegania nie ma nigdzie, więc traci się kilogramy.