– W tym starcie nie będzie miejsca na półśrodki. Albo złoto, albo katastrofa – prorokował trener alpejskiej kadry USA – Sasha Rearick. Ligety cienkiej linii dzielącej jedno od drugiego nie przekroczył. Jest drugim amerykańskim narciarzem, który wywalczył dwa tytuły mistrza olimpijskiego. Poprzednio dokonała tego Andrea Mead Lawrence (złoto w slalomie i slalomie gigancie w roku 1952).
W pierwszym przejeździe Ligety wyprzedzał drugiego na półmetku – Czecha Ondreja Banka – o blisko sekundę, trzeciego – Włocha Davide Simoncelliego – o 1,27. W środkowej części drugiego przejazdu znacznie zwolnił, ale uniknął błędu i znów się rozpędził. – Na treningach z tym fragmentem trasy miałem problemy. Wiedziałem, że w decydującym starcie nie mogę ryzykować – tłumaczył po zawodach.
W drugim przejeździe Amerykanin miał dopiero czternasty wynik, ale to wystarczyło do złota. Bank i Simoncelli pojechali jeszcze wolniej. Na podium wskoczyli Steve Missillier i Alexis Pinturault, zdobywając w Soczi pierwsze medale dla Francji w narciarstwie alpejskim. O ile brąz Pintaurault, wicelidera PŚ w slalomie gigancie, dziwić nie może, to srebro Missilliera jest sensacją. Do Soczi przyleciał jako zawodnik drugiego planu. – Stało się, jest pięknie! Wicemistrzostwo to po prostu... zbyt wiele – cieszył się Missilier.
Francja ma swoich bohaterów, Ameryka swojego. Ligety igrzyska rozpoczął od dwunastego miejsca w superkombinacji i czternastego w supergigancie. – Przed pierwszym startem nastawiałem się wyłącznie na dobrą jazdę, przed drugim czułem, że mogę powalczyć o miejsce w czołówce, ale to nie na supergigant się nastawiałem. Przyjechałem tu po zwycięstwo w slalomie gigancie i mogę być z siebie dumny.
Na liście wszech czasów, uwzględniającej pucharowe zwycięstwa w slalomie gigancie, Ligety jest trzeci, za Szwedem Ingemarem Stenmarkiem i Szwajcarem Michaelem von Gruenigenem. Wygrał dwadzieścia zawodów, dziewięć w dwóch ostatnich sezonach. Rywali zostawiał za plecami również w MŚ. Wyjątkowe były ubiegłoroczne – w Schladming jako trzeci alpejczyk w historii wywalczył trzy złote medale.
Po wczorajszym zwycięstwie amerykańscy dziennikarze prosili Ligety'ego o porównanie złotych medali z Soczi i z Turynu. – Ten pierwszy w superkombinacji przyszedł o wiele łatwiej. Wtedy nie było takiej presji, nie było takiego zaangażowania w walkę w pucharze świata. A drugi... cóż, po słabych startach w Vancouver i dwóch przeciętnych tutaj zwycięstwo w ukochanej konkurencji smakuje niesamowicie – odparł.
W Soczi do rozdania pozostały już tylko medale w slalomie – w piątek wystartują kobiety, w sobotę mężczyźni. Na podium spodziewane są nowe twarze, z Amerykanką Mikaelą Shiffrin i Austriakiem Marcelem Hirscherem na czele. Z dotychczasowych multimedalistów największe szanse na kolejny sukces ma Niemka Maria Hoefl-Riesch, dwukrotna mistrzyni z Vancouver, która w Soczi zdobyła już złoto w superkombinacji i srebro w supergigancie. Największą przeszkodą może okazać się infekcja dróg oddechowych, która wyeliminowała ją ze startu w slalomie gigancie.