Reklama

Powrót Agaty Wróbel

Cel – igrzyska w Londynie. Srebrna i brązowa medalistka olimpijska i mistrzyni świata chce znów dźwigać. Po dwuletnim pobycie w Anglii wróciła pod koniec ubiegłego roku do Polski. Niedawno zgłosiła trenerom kadry chęć kontynuowania sportowej kariery

Aktualizacja: 04.02.2009 05:25 Publikacja: 04.02.2009 01:00

Agata Wróbel, podobnie jak trener kadry, zdaje sobie sprawę, że o powrót w wielkim stylu nie będzie

Agata Wróbel, podobnie jak trener kadry, zdaje sobie sprawę, że o powrót w wielkim stylu nie będzie łatwo

Foto: Rzeczpospolita, Marian Zubrzycki

Jeszcze kilka dni temu trener kadry Ryszard Soćko nie chciał nic mówić o powrocie Agaty Wróbel. Prosił o czas potrzebny mu na poważną rozmowę z największą gwiazdą polskich żeńskich ciężarów.

Kiedy przyjechała na zgrupowanie w Zakopanem, był zaskoczony jej powrotem, ale też wiedział, że droga do rywalizacji na najwyższym poziomie jest jeszcze daleka. Teraz są już z resztą kadry w Siedlcach, w ośrodku przygotowań żeńskiej reprezentacji. Agata Wróbel zna tu każdy kamień, spędziła przecież w tym mieście wiele lat. Stąd uciekła do innego świata, by teraz wrócić i spróbować raz jeszcze.

– To powrót na stare i na stałe. Anglia to temat zamknięty. Na pewno nie będę tam mieszkać – mówi zawodniczka w rozmowie z „Rz”.

[wyimek]To powrót na stare i na stałe. Anglia to temat zamknięty. Na pewno nie będę tam mieszkać - Agata Wróbel [/wyimek]

Jest ostrożna, nie wybiega zbyt daleko w przyszłość. Wie, że będzie mogła ruszyć w pogoń za utraconym czasem i światową czołówką tylko wtedy, gdy zdrowie na to pozwoli.

Reklama
Reklama

– Wciąż dolega mi nadgarstek. To ten uraz sprawił, że miałam dość dźwigania. Teraz jest szansa, że coś się zmieni na lepsze.

4 marca podda się operacji w Krakowie i ma nadzieję, że po kilku tygodniach będzie mogła chwycić mocno za sztangę.

– Ale gwarancji nie ma. Może być lepiej, ale i gorzej. Może też nie będzie żadnej poprawy. Zdaję sobie z tego sprawę, lekarz to potwierdza – tłumaczy Wróbel.

Kiedyś nie lubiła takich rozmów. Teraz jest starsza, życie chyba sporo ją nauczyło.

– Jeśli będzie mniej boleć, to wyznaczę sobie ambitne cele. Na razie nie ma o czym mówić – kończy krótką rozmowę.

Tacy sportowcy jak ona zawsze budzą silne emocje. I wtedy kiedy nieoczekiwanie odchodzą, i wtedy kiedy wracają.

Reklama
Reklama

Agata Wróbel miała zaledwie 19 lat, gdy na igrzyskach w Sydney (2000) zdobyła srebrny medal w najcięższej kategorii. Jej walka z Chinką Ding Meiyuan przejdzie do historii tej dyscypliny. Jedna i druga biły rekordy świata, ale ostatnie słowo należało jednak do starszej o kilka lat przysadzistej Chinki.

Mocno zbudowana, silna dziewczyna z Jeleśni zaczynała karierę od trójboju siłowego w Góralu Żywiec. Jej pierwszym trenerem był Edward Tomaszek. Miała 15 lat, gdy zdobyła mistrzostwo Polski młodziczek w Kielcach.

Podnoszenie ciężarów zaczęła trenować w marcu 1997 roku. Podrzuciła wtedy tylko 65 kg i chciała wyjechać z pierwszego zgrupowania. Trzy lata później pobiła trzy rekordy świata, wszystkie rekordy Europy i rekordy świata juniorek i stanęła na olimpijskim podium.

Ryszard Soćko twierdzi, że Wróbel miała ogromne szanse, by stanąć też na podium w Pekinie. Byłby to jej trzeci olimpijski medal (w 2004 roku w Atenach była trzecia).

Ale ona na kilkanaście miesięcy przed igrzyskami wybrała inne życie. Wyjechała do Anglii. – Chciałam zakończyć  pewien etap i rozpocząć nowy. Chcę teraz żyć tak, jak normalni ludzie – mówiła w wywiadach. Kilka razy zmieniała pracę, związała się z Colinem Andersonem, angielskim strongmanem, który teraz zdecydował się z nią przyjechać do Polski.

Jeszcze nie wiadomo, jak będzie wyglądał jej powrót na pomost. Jarosław Krzywański, lekarz kadry narodowej w podnoszeniu ciężarów, mówi, że odpowiedź poznamy najwcześniej w maju. – Od operacji planowanej na 4 marca musi upłynąć trochę czasu koniecznego na leczenie i rehabilitację. Ale na pewno zrobimy wszystko, by wróciła – obiecuje.

Reklama
Reklama

Soćko ocenia powrót Agaty racjonalnie. – Dobrze wygląda, schudła 15 kg. Mówiła mi, że jak przestała trenować, to waga sama leciała w dół. Na razie nie stawiam żadnych wymagań, niczego od niej nie chcemy. Zaczniemy od kompleksowych badań, później będzie operacja. Poczekamy, zobaczymy. Do starych spraw nie wracam, bo i po co – mówi Soćko, który dwa lata temu mocno przeżył wyjazd Agaty. Była przecież jego najlepszą zawodniczką, tak naprawdę jedyną, która mogła z powodzeniem walczyć raz jeszcze o olimpijskie podium.

Zygmunt Wasiela, prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów, wychodzi z podobnego założenia jak trener kadry. – Ona chce dźwigać, a my nie mówimy nie. Rozmawiałem z Agatą w ubiegłym tygodniu. Twierdzi, że w Anglii trenowała dla przyjemności. Teraz, jeśli zdrowie pozwoli, chce czegoś więcej.

Kwalifikacje do igrzysk w Londynie (2012) dla ciężarowców zaczynają się już w tym roku. Najpierw w kwietniu są mistrzostwa Europy w Bukareszcie, a w listopadzie mistrzostwa świata w Korei Południowej.

– Najważniejsze, że kontuzja ręki jest zdiagnozowana. Mam nadzieję, że zabieg nie będzie skomplikowany – mówi Wasiela. – Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to Agata może jeszcze zdążyć na mistrzostwa świata, ale tylko wtedy, gdy sama tego zechce – dodaje od razu prezes.

Doktor Krzywański radzi umiarkowany optymizm i cierpliwość. – Jak zdrowie pozwoli, Agata Wróbel zrobi jeszcze wiele.

Reklama
Reklama

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=j.pindera@rp.pl]j.pindera@rp.pl[/mail][/i]

Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Sport
Ślizgawki, komersy i klubowe wigilie, czyli Boże Narodzenia polskich sportowców
Sport
Wyróżnienie dla naszego kolegi. Janusz Pindera najlepszym dziennikarzem sportowym
Sport
Klaudia Zwolińska przerzuca tony na siłowni. Jak do sezonu przygotowuje się wicemistrzyni olimpijska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama