Australijczykowi najwyraźniej seryjne wygrywanie się nie znudziło. W finale w Lesznie na pierwszym wirażu był najszybszy, ale start trzeba było powtórzyć z powodu kolizji debiutującego w mistrzostwach świata Janusza Kołodzieja z Emilem Sajfutdinowem. Wprawdzie to Rosjanin ma przydomek kamikadze z powodu agresywnego, niebezpiecznego stylu jazdy, ale sędziowie uznali, że zawinił Polak.
W powtórzonym biegu znów najszybciej spod taśmy ruszył Australijczyk i uciekł rywalom z taką łatwością, że gdyby trzeba było startować po raz trzeci, znów wygrałby w cuglach.
W Lesznie najlepiej z Polaków zaprezentował się Jarosław Hampel, który minął linię mety za Crumpem, ale – jak sam później przyznał – nie miał z Australijczykiem większych szans.
Tak jak przed rokiem straty już na początku rywalizacji musi odrabiać Tomasz Gollob. Najlepszy polski żużlowiec wywalczył tylko sześć punktów i nie awansował nawet do półfinału. Gonić rywali będzie musiał na torze w Göteborgu, gdzie przed rokiem był dopiero dziewiąty. Gollob zapowiada jednak, że nie rezygnuje z walki o wysokie miejsce w całym cyklu. W zeszłym roku, dzięki świetnym występom w końcówce sezonu, prawie mu się udało dogonić Crumpa.
Tej dwójce szyki może pomieszać Sajfutdinow. Rosjanin rok temu wygrał Grand Prix Szwecji, a pierwsze w tym sezonie zawody pokazały, że nadal jest w znakomitej formie. Jeśli będzie trzymał nerwy na wodzy i skoncentruje się wyłącznie na jak najlepszej walce na torze, to w tym sezonie może sprawić jeszcze niejedną niespodziankę.