Tego samego spodziewają się organizatorzy z dumą podając, że pojedynek Tomasza Adamka z Witalijem Kliczko o mistrzowski pas obejrzy pół miliarda ludzi w 140 krajach.
Kliczko i Adamek nie sprawiali na konferencji prasowej wrażenia, że stoczą bój na śmierć i życie. Obydwaj komplementowali się, podkreślając, z jak świetnym przeciwnikiem przyjdzie im zmierzyć się w sobotę. Kliczko, wyraźnie rozluźniony, poniedziałkową rundę na słowa wygrał bezapelacyjnie. Był dowcipny, rozluźniony, prawił uprzejmości, ale wielokrotnie podkreślał, że nie lekceważy przeciwnika, bo Adamek to najlepszy bokser świata.
- Poza mną i moim bratem - zaznaczył. - Widziałem wiele walk Adamka, wszystko może się zdarzyć - mówił Kliczko. - Ale ja, jeśli schodziłem z ringu pokonany, to tylko przez kontuzje, nigdy przez przeciwnika. Mam nadzieję, że walka będzie czysta, fascynująca i obejdzie się bez kontuzji, po których pozostałyby jakieś niedomówienia - podkreślał.
Polski bokser zaznaczał co prawda, że kończy niebawem 35 lat i jeśli ma być mistrzem świata, to właśnie nadchodzi na to najwyższy czas, ale ostrożnie wypowiadał się o swych szansach. - Do ringu wchodzę z wiarą, by zwyciężać, a nie schodzić z niego po 3. czy 5. rundzie. Nie mam nic do stracenia. Chcę pokazać, że Polak potrafi - podkreślał Adamek. Zapytany, czy w przypadku swej wygranej stoczy rewanżową walkę z bratem Witalija, Władymirem, odpowiedział dyplomatycznie, że o następnej walce będzie myślał w niedzielę. - Obydwaj są mistrzami - pochwalił Ukraińców. - Ale ja nie mam nic do stracenia, jestem głodny walki i głodny zwyciężania.
Adamek przeprowadzi do środy jeszcze lekkie treningi. 10 i pół tygodnia przygotowań określił jako bardzo ciężki, ale dobry okres. Kliczko trenował tylko 6 tygodni, a przygotowania przerwał wyjazdem na Ukrainę (na konferencji potwierdził, że zamierza startować w wyborach na mera Kijowa). A przed sobotnią walką nie zamierza już trenować. Stawia na swe doświadczenie i rozpracowanie przez swój sztab słabych stron Adamka.