Przypominać, że baron Pierre de Coubertin wstępnie sformułował ideę igrzysk nowożytnych niemal dokładnie na wzór antyczny, jako zajęcie wyłącznie dla młodych, dobrze urodzonych mężczyzn – dziś nie wypada, tym bardziej, że ten zapis szczęśliwie przepadł.
Nikt kobietom igrzysk nie zabroni, ale sprawa nierówności, wbrew pozorom, do końca nie wygasła. Na kilka dni przed uroczystością otwarcia igrzysk w Londynie słychać słabe echo historii – japońskie futbolistki i australijskie koszykarki poleciały do Londynu klasą ekonomiczną, a ich koledzy klasą biznesową. Co to dziś oznacza – wiadomo. Nierówne traktowanie i olimpijską obrazę. Japonki poczuły się urażone z wielu powodów. Pierwszy i najważniejszy jest prestiżowy – są mistrzyniami świata, a Japończykom do takiego tytułu daleko jak na Marsa. – Powinno być dokładnie odwrotnie – mówiła gwiazda ekipy Homare Sawa, najlepsza piłkarka świata w 2011 roku, dodając, że nawet w kwestii wieku panie mają przewagę, bo, średnio biorąc, są starsze, a w Azji dojrzałość wciąż budzi szacunek.
To rzeczywiście dziwna sprawa, skoro rok temu zwycięska drużyna po sukcesie w Niemczech stała się nawet symbolem odrodzenia kraju przybitego ofiarami i klęską gospodarczą po tragicznym ataku fal tsunami. Symbol dało się potem zamienić na lukratywne kontrakty i programy telewizyjne oraz pierwszą w kronikach honorową nagrodę od rządu Japonii. Pomimo oczywistego faktu, że Japonia ma szansę na złoty medal olimpijski w kobiecej piłce nożnej, klasa biznes była tylko dla mężczyzn. Japoński Komitet Olimpijski tłumaczył mało wiarygodnie, że większość ekipy poleciała klasą ekonomiczną, bo to amatorzy, wyjątek zrobiono tylko dla judoków najcięższych kategorii oraz innych wyjątkowo dużych mężczyzn. Krajowy związek piłkarski jeszcze pogorszył te wyjaśnienia, twierdząc, że to jakoby kwestia nowej tradycji – męska drużyna futbolowa od igrzysk w Atlancie w 1996 roku zawsze latała klasą biznes z racji swego statusu profesjonalnego.
W przypadku australijskich koszykarek przydział miejsc był taki sam, tylko tłumaczenie inne. Panowie polecieli z Sydney w luksusach, gdyż – wedle rzeczniczki Basketball Australia – każda z grup miała swój budżet olimpijski i była dokładnie poinstruowana, jak wydać pieniądze, także te na transport. – Przede wszystkim braliśmy pod uwagę dobro naszych graczy. Przy organizacji podróży międzynarodowych naszych drużyn pod uwagę trzeba brać różne czynniki, ale wysokość i rozmiar koszykarzy miały wagę nadrzędną. Średni wzrost australijskiego koszykarza to 200,2 cm, a koszykarki 183,0 – mówiła precyzyjnie pani rzecznik. Australijskie gazety dodały jednak, że środkowa Liz Cambage mierzy 203 cm, a rozgrywający Adam Gibson i Patrick Mills odpowiednio 188 i 183 cm, co też stanowi widoczną różnicę.
Podobnie jak w przypadku japońskich piłkarek, australijskie koszykarki (zwane ładnie Opals, czyli opale) mają więcej sukcesów od panów: zdobyły trzy razy srebro w poprzednich igrzyskach. Mężczyźni nie stanęli nawet na najniższym stopniu podium.