Przez pogodę liga jeszcze nie ruszyła, a zawodnicy nie mają gdzie trenować. Władze Enea Ekstraligi zdecydowały się zmienić termin rozegrania meczów dwóch pierwszych kolejek. Kluby zaś nie mają możliwości regularnego treningu.

Dla części żużlowców jest to sytuacja o tyle niekomfortowa, że poza startami na polskich torach, czeka ich także rywalizacja w cyklu Grand Prix. Z tego powodu na treningi poza granicami kraju zdecydował się Tomasz Gollob, który rywalizację w GP rozpoczął bardzo dobrze, zajmując w Auckland, w wyścigu inaugurującym sezon, drugie miejsce. Lecz nie da się powtarzać takich wyników bez regularnego treningu. Podobny krok chciałby uczynić Jarosław Hampel. Zwycięzca GP Nowej Zelandii nie zdecydował się wyjechać na własną rękę. Czeka, aż jego zespół, Falubaz Zielona Góra, złoży mu propozycję treningów poza Polską. Jednak przyznaje, że jazda to rzecz, której mu obecnie najbardziej brakuje.

Na decyzje władz klubowych nie czekał Emil Sajfutdinow. Rosjanin pojechał do włoskiego Lonigo, aby tam szlifować formę. Bo, jak sam mówi, w tym sezonie chce wygrać cykl Grand Prix. W Polsce udało się rozegrać do tej pory tylko jeden punktowany trening. Wczoraj w Lesznie miejscowa Unia zmierzyła się z Falubazem. Mecz, zremisowany 39:39, zakończono po 13. biegu. Piotr Protasiewicz, kapitan zielonogórskiej drużyny, był usatysfakcjonowany tym, że w końcu mógł normalnie trenować. Podkreślił też, że słowa uznania należą się gospodarzom, którzy wzorowo przygotowali nawierzchnię.

Pogoda niepokoi zawodników również dlatego, że 20 kwietnia w Bydgoszczy ma odbyć się GP Europy. Żużlowcy chcieliby dostać szansę wjechania na tor, zanim zajmie go Benfield Sports International, która organizuje zawody cyklu GP. Anglicy zamkną bydgoski obiekt tydzień przed zawodami. Jeśli do tego czasu Polakom nie uda się z nim zapoznać, mogą wystosować do BSI oficjalne pismo z prośbą o możliwość odbycia treningu. Jednak pozytywna odpowiedź wcale nie jest pewna.