Reklama

Giro d’Italia: rzeź na różowo

Kolarstwo. Ruszył pierwszy wielki tour roku zero – roku po aferze Armstronga. Bradley Wiggins chce kolejnego tytułu.

Publikacja: 06.05.2013 00:55

Bradley Wiggins po świetnej jeździe w drużynowej czasówce jest po dwóch etapach Giro drugi, z takim

Bradley Wiggins po świetnej jeździe w drużynowej czasówce jest po dwóch etapach Giro drugi, z takim samym czasem jak lider i jego kolega z grupy Sky, Salvatore Puccio

Foto: AFP

Może trudno w to dziś uwierzyć, ale zanim było calcio, było Giro. Benito Mussolini się o tym boleśnie przekonał, gdy wydał fortunę na przygotowanie mistrzostw świata 1934, a na pierwszych meczach bywało pustawo, bo kibice stali wzdłuż dróg, oglądając wyścig rozgrywany w tym samym czasie co mundial.

Giro, włoska namiętność, urodziło się jak Tour de France, z pomysłu na podniesienie sprzedaży gazety, stąd koszulka lidera jest różowa jak strony „Gazzetta dello Sport". Nigdy nie urosło bardziej niż Tour, nie jest pod takim ostrzałem kamer, nie wpływa tak bardzo na zarobki gwiazd, ale ma swój wyjątkowy urok.

Jest bardziej nieprzewidywalne niż Tour, nawet wspinać się tu trzeba bardziej agresywnie niż podczas Wielkiej Pętli. Ma też Giro swoje szalone etapy po bardzo wąskich drogach, czasem z byle jaką nawierzchnią, przez miejsca, w które trudno dotrzeć z zapasowym kołem, a czasem trzeba tu było jechać i po śniegu, bo to pierwszy wielki tour sezonu i późnowiosenna pogoda zaskakiwała w górach. Bradley Wiggins nazywa ten objazd po Włoszech rzezią.

Wiggins, najlepszy kolarz poprzedniego sezonu, zwycięzca Tour de France i złoty medalista olimpijski, w tym roku wziął na cel właśnie Giro. Już jako sir Wiggo, już bez słynnych bokobrodów, chce zdobyć tytuł w wyścigu, w którym do tej pory niczego wielkiego nie pokazał (choć różową koszulkę nosił po wygraniu inauguracyjnej czasówki w 2010). Przyznaje, że czasami się zastanawia, dlaczego wybrał „akurat ten cholerny wyścig". A kibice kolarstwa zastanawiają się, dlaczego bukmacherzy uparli się widzieć akurat w nim głównego faworyta.

Wiggins będzie torturowany na każdym ostrzejszym podjeździe przez rywali z Vincenzo Nibalim na czele, a nie może tym razem liczyć na swojego szerpę Chrisa Froome, który skupia się na Tourze. I już nie ma zamiaru być szerpą, ale nadal nie mogą z Wigginsem ustalić, kto w TdF będzie liderem zespołu Sky.

Reklama
Reklama

96. Giro wjedzie w tym roku pierwszy raz na słynną z TdF Col du Galibier, na 15. etapie, ale prawdziwą rzeź odkłada na ostatnią sobotę wyścigu – wspinaczkę pod Tre Cime di Lavaredo, czyli symbol Dolomitów, gdzie męczą się też narciarze podczas Tour de Ski (narciarkom jest to oszczędzone).

Wiggins czeka na pierwszą indywidualną czasówkę – w najbliższą sobotę – a na razie po zaszczyty sięgają inni Brytyjczycy i inni kolarze Sky. Pierwszy etap w Neapolu wygrał po sprincie na finiszu Mark Cavendish (Omega Pharma), a wczorajszą drużynową jazdę na czas po wyspie Ischia – Sky. Włoski pomocnik Wigginsa Salvatore Puccio został liderem.

Sport
Ostatni rozdział mistrzyni olimpijskiej. Aleksandra Mirosław ogłosiła to w dniu urodzin
Sport
Prezydent na ślubowaniu olimpijczyków: Nikt by nie uwierzył
Sport
Książka sportowa jak szalik lub koszulka. Co kibice czytali w 2025 roku?
Sport
Nie wierzyła, że pokonała Igę Świątek. Klaudia Zwolińska wygrała plebiscyt Przeglądu Sportowego
Sport
„Nie da się zmienić wszystkiego naraz". Polscy sportowcy o postanowieniach noworocznych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama