Przed startem rozgrywek wydawało się, że Unibax tytuł ma już pewny. Nazwiska żużlowców, którzy w 2013 mieli jeździć na MotoArenie, robiły ogromne wrażenie. Darcy Ward, Chris Holder, Tomasz Gollob, Adrian Miedziński – to oni mieli zadbać, by po ostatnim meczu w sezonie mistrzowski puchar przyjechał do Torunia. Do tej pory w fazie zasadniczej zawodnicy sprawowali się bez zarzutu. Po trzynastu rundach Unibax prowadzi w tabeli. Wygrał dziewięć spotkań, jedno zremisował i przegrał trzy. To dobry wynik, ale szczęście powoli opuszcza zespół.
Toruńska drużyna jest najbardziej pechową w tym sezonie. Seria nieszczęść zaczęła się 4 maja w Goeteborgu. Wtedy, podczas GP Szwecji, groźnemu wypadkowi uległ Darcy Ward. Australijczyk, który prezentował bardzo wysoką formę i był jednym z faworytów do zwycięstwa w cyklu GP, złamał łopatkę. Jego rehabilitacja trwała siedem tygodni. Potem powrócił w wielkim stylu wygrywając GP Danii. Kibice i działacze Unibaxu powtarzali sobie, że w żużlu wypadki się zdarzają. Najważniejsze, że Ward powrócił do zdrowia i dobrej dyspozycji. Drużyna na jego braku szczególnie nie ucierpiała. Utrzymała pozycję lidera ekstraligi. Lecz nieszczęścia Unibaxu nie skończyły się na urazie młodego Australijczyka. Nie był on jedynym zawodnikiem z Torunia, którego z walki na torze wyeliminowała kontuzja. Wypadek Warda rozpoczął fatalną serię.
12 czerwca podczas meczu towarzyskiego Czechy – Polska Adrian Miedziński zahaczył o motocykl Mateja Kusa. Polak wpadł w bandę i stracił przytomność. Kilka dni spędził w szpitalu w Pradze. Badania nie wykazały poważnych obrażeń i zawodnik dosyć szybko wrócił do treningów. Ale nie do dobrej dyspozycji. Uraz dał ponownie o sobie znać w meczu szwedzkiej ligi między Vargarną a Hammarby. Miedziński zderzył się z Sebastianem Aldenem. W przypadku żużlowca Unibaxu skończyło się jedynie na strachu, ale Szwed był w znacznie gorszym stanie. Od razu po wypadku menadżer toruńskiego klubu, Sławomir Kryjom, poinformował, że polskiemu zawodnikowi nic się nie stało. Jednak kolejny upadek Miedzińskiego pokazuje, że Polak nie wrócił jeszcze do pełnej formy. Popełnia proste błędy, które mogą zaważyć nie tylko na wynikach zespołu, ale również na zdrowiu rywali.
Najgorsze wieści dotarły do Torunia 6 lipca z Coventry w Anglii. Lider Unibaxu, mistrz świata 2012 – Chris Holder – podczas spotkania miejscowych Bees z Poole Pirates z impetem wjechał w dmuchaną bandę. Darcy Ward, prywatnie przyjaciel Holdera, relacjonował później, że to była „najgorsza kontuzja, jaką w życiu widział". Złamane biodro, złamana łopatka, złamana kość piętowa – te wszystkie urazy zostały zdiagnozowane w szpitalu. Przedwczoraj Australijczyk po raz pierwszy feralnego upadku wstał z łóżka. W Toruniu liczono się z tym, że rekonwalescencja Holdera może być długa, jednak to, co powiedzieli lekarze, zabrzmiało jak wyrok. Australijczyk musi pauzować przez pół roku. Niebawem opuści szpital w Coventry i poleci do swojej ojczyzny, by tam w spokoju odzyskiwać zdrowie.
Urazy nie omijają innych zawodników Unibaxu. Tomasz Gollob, z powodu bólu kręgosłupa, opuścił półfinał Drużynowego Pucharu Świata w Częstochowie. Nie pojedzie również w sobotnim finale w Pradze. Na razie nie wiadomo, na ile poważny jest uraz i jak długo będzie trwał rozbrat byłego mistrza świata z żużlem. Emil Pulczyński złamał nogę w II rundzie Drużynowych Mistrzostw Polski. Upadł w swoim pierwszym biegu i uszkodził tę samą kostkę, co przed dwoma laty. W półfinale Brązowego Kasku mocno poobijany został Paweł Przedpełski, który w bieżącym sezonie radził sobie nadzwyczaj dobrze. Po wypadku wydawało się, że juniorowi z Torunia nic nie dolega, ale po jakimś czasie źle się poczuł i niezbędna okazała się interwencja lekarzy.