Początkowo mistrzostwa miały odbywać się w Warszawie, ale trudno było dojść do porozumienia z władzami miasta. Czy po tych zawirowaniach istniało ryzyko, że impreza może zostać Polsce zabrana?
Szymon Kołecki:
Ryzyko istnieje zawsze. Cały czas możemy je stracić. Z różnych powodów. Ale poważnego zagrożenia nie odczuwałem, więc tym bardziej nie odczuwam go teraz. Zrobiłem wszystko, abyśmy tej imprezy nie musieli oddawać.
Kto z reprezentantów Polski ma największe szanse na medal?
Nasi główni faworyci to Adrian Zieliński i Marcin Dołęga. Myślę, że Tomasz Zieliński rozwinie się na tyle, by też włączyć się do walki o medal. Mam też nadzieję, że do dawnej formy wróci Arsen Kasabijew. Plan minimum to jedno miejsce medalowe.
A kobiety?
Jeszcze nie teraz. Mój plan sięga igrzysk w Rio de Janeiro. Tam, mam nadzieję, kobiety zdobędą dwa medale. Natomiast na tych mistrzostwach sukcesem będzie pierwsza szóstka.
Przewiduje pan, że w Hali Stulecia zasiądzie 3-4 tysiące widzów. Czy to nie nazbyt optymistyczne prognozy?
Nie. W ogóle się nie martwię o ostatnie trzy dni, kiedy będą startować nasi faworyci. Jestem pewien, że nawet zabraknie miejsc. Pytanie brzmi, jak będzie wyglądało pięć pierwszych dni, kiedy odbędą się zawody w niższych kategoriach wagowych, w których nasi reprezentanci nie mają szans. Tutaj duże znaczenie będzie miała promocja.
Do tej pory jeździł pan na mistrzostwa świata jako zawodnik. Jak czuje się pan w roli organizatora?
Na pewno wolałbym startować, trenować. To było o wiele przyjemniejsze. Chciałem zakończyć karierę na mistrzostwach w Polsce, ale się nie udało. Natomiast z organizacją jest zupełnie inna historia. Na co dzień borykamy się z wieloma problemami. Nasze zawody odbywają się poza rokiem budżetowym. Wszyscy zaplanowali już swoje wydatki, a my próbujemy „wydrzeć" pieniądze od miasta czy województwa. To jest bardzo trudne. Ale mimo to spotykam się z ogromną przychylnością. Jestem naprawdę mile zaskoczony tym, jak przyjmują mnie ludzie. Zarówno samorządowcy, jak i przedstawiciele sponsorów.
Czego spodziewa się pan po mistrzostwach?
Poza medalami i sukcesem organizacyjnym tego, że ciężary odżyją w świadomości kibiców. Pokażemy, ze taki sport jeszcze istnieje i ma się dobrze.