Wicemistrzostwo świata traktuje Pan jako porażkę czy sukces?
Jarosław Hampel:
Przecież to oczywiste – jako olbrzymi sukces! Dziwię się, że wszyscy zadają mi pytanie, czy jestem zadowolony. Nie wiem, może my tych osiągnięć mamy za dużo i ich nie doceniamy? Srebro mistrzostw świata po walce do samego końca można nazwać tylko ogromnym sukcesem. Naprawdę ciężko o to walczyłem, nie było. O srebrny medal musiałem starać się do samego końca. Powtórzę jeszcze raz – jest on bardzo dużym osiągnięciem.
Pod koniec lipca mówił Pan, że sezon nie jest udany. Ale od GP Włoch w Terenzano zajmował Pan czołowe miejsca w kolejnych rundach mistrzostw świata. Skąd tak nagła odmiana?
Myślę, że przełomowy moment nastąpił w Drużynowym Pucharze Świata. Pojechaliśmy bardzo dobrze, wygraliśmy, ja jako kapitan reprezentacji stanąłem na wysokości zadania. Czułem, że forma jest coraz lepsza i najważniejsze, że cały czas na tym samym poziomie. Przełożyło się to na GP. Nie miałem większych wpadek. To istotne. Systematyczność jest bardzo ważna, przede wszystkim od niej zależy wynik.