Pierwszy w historii nocny wyścig o Grand Prix Bahrajnu przyniósł ogromne emocje i trzymał w napięciu do samego końca. Z bratobójczego pojedynku kierowców Mercedesa górą wyszedł Lewis Hamilton, a drugi na mecie Nico Rosberg utrzymał prowadzenie w mistrzostwach.
Nowa, cichsza i mniej paliwożerna Formuła 1 zamknęła usta krytykom fantastycznym spektaklem w światłach reflektorów. Mimo ostrzeżeń ze strony kierownictwa zespołu Hamilton i Rosberg zażarcie walczyli o zwycięstwo do samego końca, a po mecie padli sobie w ramiona i radośnie wspominali manewry na torze, które przyprawiały ich szefów o palpitacje serca.
– Pamiętajcie, chcę mieć oba samochody na mecie – mówił im przez radio Paddy Lowe, dyrektor sportowy Mercedesa. Miało to miejsce dziesięć okrążeń przed metą, kiedy sędziowie ogłosili neutralizację po groźnie wyglądającej kolizji: uderzony przez Pastora Maldonado samochód Estebana Gutierreza przekoziołkował po torze, na szczęście Meksykaninowi nic się nie stało.
Polecenie o dojechaniu do mety zazwyczaj jest zakamuflowanym zakazem wyprzedzania, ale Rosberg próbował wykorzystać przewagę, jaką dawały mu miękkie opony. Dawni rywale z kartingu kilka razy zamieniali się pozycjami, ale ostatecznie Hamilton odniósł drugie z rzędu zwycięstwo. To był fantastyczny pokaz twardej, ale uczciwej walki pomiędzy dwoma zespołowymi partnerami.
Za plecami kierowców Mercedesa toczyła się równie pasjonująca rywalizacja o ostatnie miejsce na podium. Starły się ze sobą duety Force India i Williamsa, a górą był ostatecznie ten pierwszy zespół: trzecią lokatę zajął Sergio Perez, który przed tygodniem w Malezji nawet nie wystartował do wyścigu z powodu defektu auta.